Archwium > Numer 378 (02/2005) > Felietony > Wolontariat kontra "wrażliwość społeczna"

Wolontariat kontra "wrażliwość społeczna"

Przy okazji obchodzonego w grudniu Międzynarodowego Dnia Wolontariatu media podawały interesujące dane. Najbardziej utkwiła mi w pamięci informacja o tym, że w Stanach Zjednoczonych aż 40% obywateli angażuje się w działalność publiczną jako wolontariusze. Ogółem statystyczny Amerykanin poświęca na tego rodzaju działania około 80 godzin rocznie.

Charakterystyczna pod tym względem może być biografia obecnego ambasadora USA w Polsce Christophera R. Hilla, który przez dwa lata (1974–76) jako wolontariusz Korpusu Pokoju dzień w dzień objeżdżał motocyklem wioski w Kamerunie, pomagając zakładać i nadzorować małe banki mające zapewnić mieszkańcom tego kraju dostęp do tanich kredytów. W Ameryce wolontariat, traktowany wręcz jako jeden z fundamentów społeczeństwa obywatelskiego, jest więc często swoistą szkołą służby publicznej dla przyszłych polityków i dyplomatów.

Jak w tym kontekście wypada Polska, a zwłaszcza ci, którzy najczęściej i najgłośniej informują elektorat o swej „wrażliwości społecznej”, to znaczy działacze o proweniencji lewicowej? Prawdę mówiąc, trudno wyobrazić sobie naszych partyjnych aparatczyków jako bezinteresownych ochotników tracących swój czas i energię na pomoc konkretnym ludziom (chyba że są to ludzie z „układu” – wówczas pomoc płynie szerokim strumieniem). Przedsionkiem polityki nie jest u nas wolontariat, którego istotą jest służba, lecz w najlepszym przypadku (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Grzegorz Górny - ur. 1969, redaktor naczelny kwartalnika "Fronda", publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Indygo

"Moment ginekologiczny" w Księdze Rodzaju

Powrót judeochrześcijaństwa

Wschodnia religia misteryjna

Między Konstantynem a Benedyktem


komentarze



Facebook