Logika Bożej miłości
Syr 24,1-2.8-12 Ef 1,3-6.15-18 J 1,1-18

Proroctwo Syracydesa czytane podczas dzisiejszej liturgii odnosi się do Mesjasza oczekiwanego przez Izrael. Podczas każdych świąt Bożego Narodzenia jesteśmy świadkami spełniania się tych przepowiedni. Umiłowany Syn Boży przyszedł na świat, aby objawić nieskończoną miłość Ojca do swoich dzieci. Święty Jan w hymnie o Słowie pisze, że Jezus w pełni objawił, kim jest Jego Ojciec. Rozważając miłość Ojca, objawioną w Chrystusie, możemy znaleźć nie tylko głębię relacji Osób w Trójcy Świętej, ale również głębię naszej relacji z Bogiem. Pisze o tym święty Paweł apostoł w Liście do Efezjan. „W Nim bowiem [w Chrystusie] wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie” (Ef 1,5).

Być może niektórzy z nas mają niskie poczucie własnej wartości. Ma ono swoje źródło m.in. w tym, że nasi rodzice, bliscy lub przyjaciele nie darzą nas taką miłością, jakiej byśmy od nich oczekiwali. Co jest w nas takiego, że wciąż pragniemy kochać i być kochani? Mieszka w nas Bóg, który jest miłością i który stworzył nas na obraz i podobieństwo tej miłości. Zostaliśmy stworzeni przez Boga z miłości i dla miłości. Zatem Ojciec niebieski, powołując nas do życia, nie miał wobec nikogo żadnego podstępnego planu. Zapragnął nas dla nas samych. Czyż to nie jest Dobra Nowina?! Nie musimy więc udawać przed Bogiem kogoś, kim nie jesteśmy; nie musimy udowadniać Mu, że zasługujemy na Jego miłość. Co więcej, ofiarowując nam siebie i swoją miłość, oczekuje On od nas jedynie miłości.

W zderzeniu z regułami tego świata wydaje się to nielogiczne, wręcz absurdalne. Zawsze bowiem jest „coś za coś”. Jednak logika Bożej miłości jest inna. Wszak to właśnie Bóg wybrał nas jeszcze, zanim każdy z nas pojawił się w łonie swojej matki, i nawet gdyby ona nas opuściła, On nigdy tego nie zrobi (por. Iz 49,15). Gdy Jezus dotyka nas, wówczas rozszerza się nasze serce i możemy kochać bliźnich, nawet tych, którzy nas zranili. Boża miłość ma to do siebie, że jej największą pasją jest niczym nieskrępowana chęć dawania się innym. Jest jak rwąca, górska rzeka, której nic i nikt nie jest w stanie zatrzymać.

Prośmy więc Pana, aby nas dotknął swoją miłością; prośmy Go, aby uzdrowił nasze chore ciała i dusze. I nie zwlekajmy z tym wołaniem.

     


zobacz także

Nad jeziorem Natron

BRAT PRZECIWKO BRATU

Drodzy Czytelnicy,

MOŻE PRZEJDZIE MI JUTRO

TRZY POKUSY - JEDEN CEL


komentarze



Facebook