Przypadek
Obie uważały tak samo: to nie było nic nadzwyczajnego. Mimo wielkiego ryzyka. Mimo jego świadomości. Mimo że była Ewa. Ktoś potrzebował pomocy. Ktoś pomógł. Po ludzku.

Przypadek? Zrządzenie losu? Bo jak to inaczej nazwać?

Pojechałem do Yad Vashem jako dziennikarz, by oglądać i rozmawiać. Interesował mnie leksykon Sprawiedliwi wśród Narodów Świata — jego trzecia, dwutomowa, opasła część całkowicie poświęcona Polakom, którzy ratowali Żydów.

— Chce Pan zobaczyć, jak wygląda wręczanie medalu? — spytał podczas rozmowy prof. Israel Gutman, szef zespołu historyków przygotowujących leksykon. — Ma Pan szczęście, za godzinę wręczamy go komuś.

Chciałem, oczywiście.

Okazało się, że medal Sprawiedliwy wśród Narodów Świata otrzymują właśnie Polacy.

Okazało się, że za zmarłych rodziców odbiera go ich córka.

Okazało się, że mieszka w Szamotułach. Pod Poznaniem, w którym ja mieszkam.

 

Miejsce: Warszawa. Czas: lata 1943–44. Mała Ewa Gawlak urodzona niemal tego samego dnia, co Pan Jezus, 26 grudnia 1939 roku, dostaje opiekunkę. Jest nią niewysoka, czarnowłosa kobieta, o trochę pucołowatej twarzy. Nazywa się Helena Zakrzewska. Rodzice Ewuni są zajęci, zwłaszcza ojciec — często siedzi w zakładzie, gdzieś wyjeżdża, wychodzi, znika. Mama pomaga mu w księgowości. Jest to zakład elektrotechniczny. Zatrudnia kilka osób. Produkuje lampy, czajniki elektryczne, żelazka, światełka na choinkę… Trwa wojna. Ojciec ma dryg do interesów. Jeździ aż pod Kraków. Ma stałych odbiorców (sk (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Andrzej Niziołek - ur. 1963, absolwent kulturoznawstwa na UAM, dziennikarz, interesuje się historią Żydów poznańskich, a jego pasją jest odtwarzanie biografii zwykłych ludzi, żonaty, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Trzeba ratować mniejszych

Być blisko, na dotyk

TYLKO POKORA

Czy biskupi się mieszają?

MÓJ KAMIEŃ


komentarze



Facebook