Archwium > Numer 376 (12/2004) > Opowiadanie > Miał stary Jofka psa

Miał stary Jofka psa

Miał stary Jofka psa, a był to pies szczególny. Mówiono o nim Bury, bo taką miał sierść, ale Jofka nazywał go Migus, bo szybki był i sprytny. Ten pies znany był w całej okolicy, bo prócz zalet, które posiadają psy, odebrał również całkiem ludzkie, a w dodatku chrześcijańskie wychowanie. Jofka bowiem od samego początku, od szczeniaka, zabierał go ze sobą na msze do miejscowego kościoła. Niewiele sobie robił z kąśliwych uwag dewotów i dewotek, przychodził z psiakiem i już. Dwaj kolejni proboszczowie, którzy głosili słowo Boże w tym kościele, z uśmiechem godzili się na obecność Migusa podczas mszy, czasami nawet miłym słowem wyróżniali go wśród zebranych. Pierwszy proboszcz miał zwyczaj mówić — „Migus ziewa, czas kazanie kończyć”, drugi, często po nabożeństwie, za zgodą Jofki gładził kudłaty grzbiet zwierzaka i podawał mu ciastko: „Jedz, Moryc” — zachęcał, wciąż bowiem zapominał, jak się pies wabi. Inaczej sąsiedzi Jofki, oni, choć milczący, mieli mu jego postępowanie za złe. „Dobrze, że krowy nie przyprowadzi albo świni” — odzywali się gniewnie. „Gdyby to każdy chciał z psem albo kotem do kościoła, to by dopiero było — brała ich złość — Kościół to nie arka Noego, obora, chlew albo psia buda”.

Jofka i Bury mieszkali z dala od wsi, byli samotni, to znaczy mieli tylko siebie. W małym domu nad dużym jeziorem spędzali lata i zimy, łowili ryby i uprawiali pola na wzgórzach pod sosnowym lase (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Waldemar Borzestowski - ur. 1964, artysta, autor książki "Nocny sprzedawca owoców", która ukazała się nakładem Wydawnictwa W drodze, żonaty, mieszka w Gdańsku. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Malarz

Dżuma w mieście

Berta

Bezdomni

Kalendarz


komentarze



Facebook