Archwium > Numer 376 (12/2004) > Felietony > Świeże powietrze

Świeże powietrze

Opowiadał mi frater Adalbertus:

„Czymże jest psychologia? Leczeniem objawów? Czy psycholog rozumie, z czego trzeba leczyć? Może jest zagubiony w świecie tak samo, jak jego potencjalny pacjent, który również nie zna przyczyny swoich dziwnych zachowań? Może tak samo odcięty jest od tej najprawdziwszej Rzeczywistości, nieświadomy nawet tego, że mógłby Ją dostrzec?

Trafiłem kiedyś do wariatkowa i przyjęto mnie z pełnymi honorami jako szalonego mnicha, który bredzi coś o twarzy Boga. Szpital psychiatryczny był cały seledynowy, seledynowe były też piżamy pacjentów, jeden miał nawet seledynowe sznurowadła w pepegach. Ten ostatni był to szczególny przypadek. Miał długie włosy i absolutnie nieruchomą twarz, przypominał trochę indiańskiego wodza. Stał oparty o miotłę i wpatrywał się w nieokreśloną dal, co jakiś czas robiąc kilka kroków. Można go było znaleźć w zupełnie nieoczekiwanych pomieszczeniach. Na przykład w kącie gabinetu, w którym pani psycholog w dużych okularach przeprowadzała ze mną rozmowę. Pokój był całkiem przestronny, tak że nieruchomy pacjent stojący z miotłą w rogu nikomu nie przeszkadzał. Nikt na niego nie zwracał uwagi, równie dobrze mógłby tam stać wieszak na ubrania. W swojej seledynowej piżamie zlewał się z tłem.

Jedna ściana gabinetu miała duże okno z widokiem na słoneczną łąkę i las. Po łące chodziła sobie, niczym zjawa nie z tej bajki, dziewczyna ubrana w poszarpaną sukn (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Włodzimierz Fenrych - ur. 1955, absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, obieżyświat, publikował w "Czasie Kultury", "Spotkaniach" i "Tygodniku Powszechnym", żonaty, ma trójkę dzieci, mieszka w Wielkiej Brytanii. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Żmija kościelna

Rajski ogród

Ukąszenie Konecznego

Suszona ryba

Gibanie


komentarze



Facebook