Księga wejść i wyjść
Syr 35,12-14.16-18 2 Tm 4,6-9. 16-18 Łk 18,9-14

Sejmowa komisja śledcza ds. PKN Orlen zainteresowała się niedawno księgą wejść do pałacu prezydenckiego i wyjść z niego. Z lekką ironią można zauważyć, że prawdziwe kłopoty mogłyby się rozpocząć np. wtedy, gdyby okazało się, że liczba wejść do pałacu jest różna od liczby wyjść… Taka właśnie sytuacja zdarza się w dzisiejszej Ewangelii! Ktoś inny wchodzi do świątyni, a ktoś inny z niej wychodzi!

Przypowieść Jezusa jest jakby relacją recepcjonisty, który notuje: do świątyni wszedł faryzeusz i celnik. Ale kto z niej wychodzi?

Rozpoznajemy najpierw faryzeusza, który nawet nie tyle pozostał tym, kim był na początku, ile raczej pogorszył swoją sytuację wobec Boga. Jest też i celnik. Ale nie ten celnik, który wszedł do świątyni, lecz inny – usprawiedliwiony! Usprawiedliwiony, a więc taki, który ponownie stał się sprawiedliwy, uzyskał przebaczenie, zaczął żyć w pokoju z Bogiem, stał się nowym stworzeniem.

Co się wydarzyło w czasie tak krótkiego pobytu w świątyni? Co dzieje się wtedy, kiedy ja jestem w kościele? Kto staje przed żywym Bogiem – Bogiem, który przenika serca i sumienia: ja czy mój wyidealizowany obraz?

Ludzie porządni nie drżą o swoje zbawienie. Jezus kieruje tę przypowieść właśnie „do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi”. Nie byli sprawiedliwi, lecz za takich się uważali.

Oczywiście szczytem obłudy byłoby, gdybyśmy postępowali jak celnik w życiu i jak faryzeusz w świątyni. Jest jednak różnica między zażenowaniem biedaka proszącego o jałmużnę a prośbą klienta banku o wypłacenie należnych mu odsetek. I nie jest to różnica subtelna. Jeśli uprawiam ten rodzaj buchalterii, to jest to ryzykowna gra. Zbyt ryzykowna gra – z Bogiem, który daje denara robotnikom ostatniej zmiany, który nakłada pierścień synowi marnotrawnemu, który wysłuchuje modlitwy celnika, a nie faryzeusza.

Nikogo nie trzeba przekonywać o tym, że łatwo jest zatracić wrażliwość na to, że w każdej Eucharystii decyduje się moje zbawienie. Moment, gdy stajemy przed Bogiem, jest niepowtarzalny. Wtedy realnie rozstrzygają się moje losy. To szansa, którą łatwo można utracić. O jej kruchości świadczy jednoznaczność Jezusowego wyroku: „ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten”. Jeden osiągnął zbawienie, drugi natomiast nie.

Nie ma sensu wchodzić do kościoła, by wyjść z niego takim samym.

     


zobacz także

ROZMYŚLANIA PRZEDŚWIĄTECZNE

ODZYSKAĆ ZAUFANIE LUDZI

okl

CZASEM LEPIEJ NIE WIEDZIEĆ

BYĆ BARDZIEJ


komentarze



Facebook