Porozmawiaj z nim
Mdr 11,22-12,2 2 Tes 1,11-2,2 Łk 19,1-10

Fascynujące są opisy spotkań z Panem Jezusem, które nam odsłania Ewangelia. Spotkanie Chrystusa z Samarytanką, Marią Magdaleną, Piotrem, Nikodemem, Zacheuszem, to jakby ewangeliczne odpowiedniki filmowego obrazu Porozmawiaj z nią Pedro Almodóvara.

Zacheusz – bardzo bogaty zwierzchnik celników i jednocześnie bardzo ubogi w swojej samotności i odrzuceniu przez Żydów. To człowiek zamknięty w więzieniu własnego grzechu, lęku, wstydu, uwikłany w sieć niewiary w to, że mógłby pokochać i być kochanym. Ewangelia mówi, że nie mógł zobaczyć Jezusa „z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu”.

To fakt, wzrost może być przeszkodą, by dostrzec więcej, ale w przypadku Zacheusza przeszkodą w patrzeniu było skurczone przez egoizm serce. Jego trudności nie były jednak wyłącznie jego winą. Nie mógł zobaczyć „z powodu tłumu”, który przez odrzucenie i pogardę pielęgnował jego zamknięcie, zbudował mur nie do pokonania. Zacheusz doświadczał nieakceptacji ze strony pobożnego i religijnego społeczeństwa, wśród którego nie miał prawa zasługiwać na określenie „swój”. Człowiek, któremu mówi się nieustannie, że jest zły, z czasem zaczyna sam w to wierzyć: „jestem nikim”.

Czy taki mechanizm nie występuje czasem w naszej polskiej rzeczywistości? Ludziom zamkniętym, zalęknionym z powodu swego nieprzystosowania do społeczeństwa, przez ludzką małość, podszytą nierzadko wzniosłą narodowo–religijną otoczką pełną hipokryzji („może chodzą do kościoła, żeby kto nie pomyślał, że są bezbożni?”, Czesław Miłosz, Przerażenie) odbiera się prawo do przyszłości, prawo do nadziei.

Kimś takim właśnie był Zacheusz. I nagle pojawia się Ktoś niepodobny do tłumu, i obwieszcza: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Domem Zacheusza stała się samotność, a w niej zamknięte przez pogardę i brak miłości serce. I do tego domu przychodzi Chrystus, bo… błogosławieni ubodzy, odrzuceni… Tak, „do grzesznika poszedł w gościnę”, bo „jeśli zejdę do Szeolu, Ty tam jesteś” (Ps 139). „Tak Bóg umiłował świat”, że poszedł na krańce ludzkiego serca, zstąpił do piekieł, gdzie nie ma nadziei na to, by jeszcze kogoś dojrzeć i spotkać, a tym bardziej Boga samego. Pojawienie się Chrystusa w domu Zacheusza przywraca mu wychodzące z dobroci Ojca spojrzenie błogosławieństwa, którego owocem jest wyzwolenie w miłości: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”.


Maciej Biskup OP - ur. 1972, dominikanin, przeor klasztoru w Szczecinie, duszpasterz i rekolekcjonista. Autor książki "Zaskoczony wiarą. Między Jerychem a Jerozolimą". (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Już nie obcy

Tajemnica nieprawości

Druga przestrzeń

WYKUP SYNA

Niemożliwe staje się możliwe


komentarze



Facebook