Archwium > Numer 372 (08/2004) > Szukającym drogi > Narzeczony nie do końca wierzący

Narzeczony nie do końca wierzący

Czy wolno przyjmować sakramenty, jeżeli nie jest się do tego w pełni przekonanym? Mój chłopak nie był bierzmowany i ksiądz chciałby, żeby przyjął on ten sakrament jeszcze przed ślubem. Tutaj właśnie zaczyna się problem. Ryszard wiary co prawda nie utracił, ale do kościoła chodzi rzadko, a do sakramentów już od dawna nie przystępuje. Wydaje mi się, że nawet nie uda mi się go namówić do spowiedzi i komunii świętej przed ślubem. Jeśli mam być szczera, to cieszy mnie to, że on nie chce przystępować do bierzmowania tylko z tego powodu, aby spełnić formalności, bo Kościół wymaga tego od nowożeńców. Przynajmniej nie dopuści się świętokradztwa. Ksiądz w kancelarii, kiedy przedstawiłam mu ten problem, sugerował, żeby poprosić biskupa o zgodę na ślub z człowiekiem niewierzącym. Wydaje mi się jednak, że taka prośba nie byłaby zgodna z prawdą. Ryszard nie jest przecież człowiekiem niewierzącym. Zupełnie nie wiem, jak wybrnąć z tego impasu. Co prawda, wszystkie problemy by się rozwiązały, gdyby mój chłopak jeszcze przed ślubem przeżył głębokie nawrócenie, ale to jest mało prawdopodobne. Mam tylko nadzieję, że kiedy już będziemy małżeństwem, on za jakiś czas na pewno się nawróci.

Najpierw dwa słowa o sytuacji, kiedy do ślubu przystępuje dwoje wierzących i praktykujących katolików. Otóż, jak wielką wagę przywiązuje Kościół do sakramentu bierzmowania, niech świadczy to, że w prawie kanonicznym znajduje się specjalny zapis na ten temat: „Katolicy, którzy nie przyjęli jeszcze sakramentu bierzmowania, powinni go przyjąć przed zawarciem małżeństwa, gdy jest to możliwe bez poważnej niedogodności” (kan. 1065 § 1).

Bierzmowanie jest sakramentem wiary dojrzałej, zdolnej do promieniowania na innych, niezałamującej się w sytuacjach próby, które przecież w życiu nikogo nie omijają. Zawarcie związku małżeńskiego i założenie rodziny wymaga od obojga narzeczonych dojrzałości w wielu sferach, zatem Kościół chciałby zadbać również o ich dojrzałość w wierze. Stąd zależy mu na tym, by przystępujący do ślubu byli wzmocnieni sakramentem bierzmowania.

W następnym paragrafie cytowanego kanonu Kościół daje wyraz swojej troski o to, ażeby jego dzieci przystępowały do sakramentu małżeństwa naprawdę w duchu wiary: „Aby przyjąć owocnie sakrament małżeństwa, usilnie zaleca się, ażeby nupturienci przystąpili do sakramentu pokuty i Najświętszej Eucharystii” (kan. 1065 § 2). Kościelnemu prawodawcy ewidentnie chodzi tu o dobro duchowe nowożeńców. Przypomnienie prawne wspomaga więc zachęty i pouczenia duszpasterzy, ażeby tak ważny sakrament małżeństwa przyjmować w stanie łaski uświęcającej, całe zaś życie małżeńskie mocno związać z sakramentem Eucharystii.

Jest faktem, że okres narzeczeński jest dla wielu młodych ludzi czasem ożywienia religijnego, a nieraz i głębokich nawróceń. Sprzyja temu sama świadomość, że przez zawarcie małżeństwa wezmą na siebie nieznaną dotychczas odpowiedzialność za drugiego, bardzo bliskiego człowieka, za wspólne życie, którego niezmiernie istotnym wymiarem będzie wychowywanie dzieci, którymi — ufajmy — Pan Bóg zechce ich obdarzyć. Ta całożyciowa podróż będzie, jak można się spodziewać, jednocześnie i wspaniała, i nieraz bardzo trudna, toteż pojawiające się u wielu młodych ludzi spontaniczne pragnienie, żeby w tym momencie życia najszczególniej powierzyć się Bogu, jest ze wszech miar zrozumiałe.

Przejdźmy teraz do Waszej konkretnej sytuacji. Zacznę od uwagi, która być może Panią zaskoczy, ale na Pani miejscu nie wykluczałbym z góry tego, że w narzeczonym jeszcze przed ślubem dokona się duchowy przełom i podczas ślubu będziecie mogli połączyć się również wspólnie przyjętą komunią świętą. Dwa argumenty przemawiają na rzecz tego, że takie, najprostsze, rozwiązanie Waszego problemu jest możliwe. On na szczęście wiary do końca nie utracił, a nawet Pani sama przewiduje jej odrodzenie, tyle że może nie tak szybko. Po drugie, sakramenty traktuje on poważnie i stanowczo wyklucza przystąpienie do nich nierzetelne, tylko po to, by spełnić przepisy.

Wszystko to pozwala ufać, że jest on otwarty na łaskę nawrócenia. Na lekcjach fizyki uczono nas, że jeśli jest stan gotowości do krystalizacji, to wystarczy niewielki pyłek, żeby się ona zaczęła. Tym niewielkim pyłkiem w duszy Pani narzeczonego może być dosłownie wszystko. Na pewno wiemy tylko tyle, że nie da się tego zaplanować i że wiele zależy tu jednak od Pani jako osoby bardziej wierzącej. To do Pani należy zwracanie uwagi na to, że nie wyobraża sobie Pani sytuacji, iż wiara w Waszym związku będzie tylko Pani prywatną sprawą. Musi ona stać się czymś bardzo ważnym dla Waszego małżeństwa i rodziny, którą zamierzacie założyć.

Przedstawiłem wariant optymistyczny, przypatrzmy się jednak też innym. Najpierw jednak opowiem historię, w którą nie uwierzyłbym, gdybym sam w niej nie uczestniczył. Otóż przyszło kiedyś do mnie dwoje ludzi. Od kilku lat związani są tylko kontraktem cywilnym, kobieta jednak — bardzo spragniona spowiedzi i komunii świętej — przekonała mężczyznę do ślubu kościelnego. On zresztą również chciał tego ślubu naprawdę, choć do kościoła chodził rzadko, a potrzeby sakramentów raczej nie odczuwał. Otóż przyszli do mnie, bo ku własnemu przerażeniu dowiedzieli się w kancelarii parafialnej, że będą mogli przystąpić do ślubu kościelnego, dopiero jeżeli on… wyprze się swojej wiary w Chrystusa.

A było to tak. Ksiądz spisał protokół ślubny i daje im karteczki do spowiedzi. Wtedy między nupturientem i księdzem wywiązał się następujący dialog:

— Ja do spowiedzi nie pójdę, nie czuję się jeszcze dostatecznie dojrzały.

— Jest Pan katolik, czy nie?

— Jestem katolikiem.

— No to pójdzie Pan do spowiedzi.

— Jeszcze nie teraz, jeszcze do tego nie dojrzałem.

— Proszę Pana, skoro nie chce Pan iść do spowiedzi, to ja napiszę w protokole, że jest Pan niewierzący, poproszę biskupa o dyspensę i będziecie mogli wziąć ślub.

Przerażeni tą zaskakującą propozycją zaparcia się wiary, przyszli do mnie oboje z pełnym niepokoju pytaniem, czy nie dałoby się wziąć ślubu bez spełniania tego, tak w ich odczuciu niegodziwego warunku.

Wydaje się, że dzisiaj jest to problem nabrzmiały. Niektórzy ludzie z nadmierną łatwością nazywają siebie niewierzącymi. Z kolei ich bliscy z nadmierną łatwością przyjmują to do wiadomości. Niestety, zdarza się też — ufajmy, że niezbyt często — że nawet duszpasterz wmówi komuś tylko trochę zdystansowanemu wobec wiary i Kościoła, że jest człowiekiem niewierzącym. Nie bierzemy pod uwagę tego, że nazwy mają w sobie tajemniczą moc kreatywną. Jeżeli ktoś — nieraz tylko dla fasonu i nie do końca na serio — zacznie nazywać się niewierzącym i stosownie do tego się zachowywać, albo jeżeli inni zaczną uważać kogoś za niewierzącego — w końcu on naprawdę może stać się niewierzącym.

Chciałbym Pani szczerze pogratulować tego, że widzi Pani i ceni w swoim narzeczonym te, nawet jeżeli tylko cienkie, nitki, które go jeszcze łączą z Chrystusem i Kościołem. Nie muszę Pani przekonywać, że byłoby wspaniale, gdyby już w najbliższym czasie dokonał się w nim cud nawrócenia i gdyby już przed ślubem zaczął przystępować do sakramentów i przygotował się do przyjęcia bierzmowania.

Ale gdyby nawet to się nie zdarzyło i gdyby Pani Ryszard zdecydowanie wiedział, że nie powinien jeszcze podejmować życia sakramentalnego — niech w żadnym wypadku nie deklaruje wobec duszpasterza, że jest niewierzący, skoro nim nie jest. Jak widzieliśmy, nawet prawo kanoniczne — choć, ze względu na duchowe dobro nowożeńców, czyni to z wyraźną niechęcią — dopuszcza możliwość przystąpienia do ślubu przez kogoś, kto nie jest jeszcze bierzmowany. Również do spowiedzi i komunii świętej prawo kanoniczne usilnie zachęca, ale przecież nie jest tak, żeby warunkiem dopuszczenia do ślubu bez tych sakramentów była deklaracja niewiary.

Swoją drogą, młodym, którzy pragną budować swoją rodzinę na fundamencie wiary, brakuje nieraz wyobraźni. Trudno przecież ten cel osiągnąć, jeżeli współmałżonek jest niewierzący lub mało wierzący. Słowem, warto więcej wagi przykładać do tego, żeby na współmałżonka wybrać sobie kogoś jednoznacznie wierzącego.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Ironia, szyderstwo, kpina

MÓWIĆ BĘDĄ KŁAMLIWIE WSZYSTKO ZŁE O WAS

Głód Eucharystii

Bóg sprawcą zła?

"ZRODZONY, A NIE STWORZONY"


komentarze



Facebook