Weselisko

Opowiadał mi frater Adalbertus:

„Pewnego razu zaproszono mnie na weselisko. Było wystawne, że ho, ho. Państwo młodzi jechali do kościoła wielką, białą limuzyną, a za nimi długa kawalkada samochodów, cały kościelny parking został zupełnie zastawiony. Młodzi zażyczyli sobie, by ślub odbył się podczas mszy. Kościół był pełen jak na sumie, tyle że wszyscy obecni elegancko ubrani, panowie pod muchą, panie w fantazyjnych kapeluszach. Najwyraźniej rodzina należała do religijnych, bo do komunii ustawiła się długa kolejka chętnych. Zdziwiło mnie tylko jedno: panna młoda przed przystąpieniem do tego sakramentu zawahała się przez moment, a potem odmówiła. Spoglądała przy tym w jedno miejsce między kolumnami, najwyraźniej w kogoś się wypatrując. Skierowałem tam wzrokiem i zobaczyłem bardzo nietypowego gościa: dziewczynę bez wykwintnego kapelusza, nieuczesaną, o włosach ufarbowanych na kilka różnych kolorów, do tego w pomiętej sukience w kwiatki. Osoba ta kontrastowała mocno ze zgromadzonym towarzystwem, wśród tej elegancji i wyszukanych kreacji wyglądała jak jakaś Łoblodra z Łobornik. Kręciła głową, patrząc na pannę młodą. Bardzo to wszystko było dziwne. Ślub się jednak odbył, po czym orszak pojechał na przyjęcie w ogrodzie państwa młodych.

Przyjęcie też było wystawne. Stoły z zakąskami i napitkami stały na boku, z ukrytych głośników dochodziła łagodna muzyczka, a tłum gości przechadzał się po trawniku z kieliszkami w dłoniach. Zdziwiłem się, kiedy ujrzałe (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Włodzimierz Fenrych - ur. 1955, absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, obieżyświat, publikował w "Czasie Kultury", "Spotkaniach" i "Tygodniku Powszechnym", żonaty, ma trójkę dzieci, mieszka w Wielkiej Brytanii. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Na progu

Buldeneż

Pan Bóg kule nosi

Żagiel

Rowerek


komentarze



Facebook