Archwium > Numer 366 (02/2004) > Felietony > Nowy Rok w Karmelu

Nowy Rok w Karmelu

Zanim przekroczyłem próg jezuickiego nowicjatu, naczytałem się Mertona. Tym zapewne należy tłumaczyć fakt, że gdy mi dokuczy zbytnio moje zakonno– –księżowskie zagonienie, nachodzi mnie pocieszająca myśl o możliwości zamknięcia się w ściśle kontemplacyjnym klasztorze lub pustelni. Ignacy z Loyoli zachęca swych duchowych synów do kontemplacji w akcji, ale – cóż poradzić! – nie jest łatwo, kiedy w kalendarzu akcja po akcji. Na szczęście jest tak, że każdy jezuita ma obowiązek, a właściwie błogosławiony przywilej, odprawienia co roku ośmiodniowych rekolekcji zamkniętych. Niech się wali i pali, ale czas na rekolekcje trzeba znaleźć.

Miniony 2003 rok przeleciał mi, jak z bicza strzelił, ale czas na rekolekcje się znalazł. Co prawda zahaczał o 2004 rok, ale jednak. Zaraz po świętach Bożego Narodzenia zaszyłem się w gościnnym klasztorze sióstr karmelitanek bosych w Nowych Osinach k. Mińska Mazowieckiego. Dlaczego właśnie tam? Z różnych powodów, ale między innymi z powodów sentymentalnych: Osiny to rodzinna wieś mojej mamy i bardzo się cieszę, że Boża opatrzność przyprowadziła w to miejsce karmelitanki. Kilka lat temu pewien tutejszy gospodarz postanowił oddać swoje włości zakonnicom. Tak też się stało i z gospodarstwa zrobił się Karmel.

Nowy Rok powitałem więc razem z karmelitankami. Bez szampana, petard i okrzyków, ale za to wspólną, ciepłą i radosną modlitwą. Zgadzam się z konstatacją, że ci, którzy głośno wiwatują na cześć każdego Nowego Roku, przypominają kogoś, kto wyskoczył z wieżowca i raz po raz wrzeszczy z uciechy, że oto minął kolejne piętro (20, 15, 10, 5…). Na szczęście czas to nie tyle coś, co nam bezpowrotnie ucieka i o co kiedyś się rozbijemy ze skutkiem śmiertelnym, ile przede wszystkim dar stworzony i zbawiony przez Boga. Zbawienie naszego, ludzkiego czasu dokonało się nieodwracalnie w Jezusie Chrystusie: On, Słowo Przedwieczne, wszedł w fizyczno–historyczny czas. Skoro tak, to przeznaczeniem naszego czasu nie jest cisza nicości, ale dynamiczna i wciąż zaskakująca, bo wypełniona miłością, wieczność. Myślę, że kto jak kto, ale zamknięte za kratą karmelitanki rozumieją to doskonale.

Nie wszyscy jednak pojmują sens czasu spędzanego w klauzurowym zamknięciu. Lepiej byłoby, gdyby zakonnice zajmowały się np. opieką nad biednymi dziećmi – argumentują wątpiący. Ostatecznie chodzi tutaj o wiarę lub niewiarę w to, co niewidzialne, czyli w moc modlitewnej, zdawałoby się bezczynnej, obecności przez Bogiem. Jestem przekonany, że takie miejsca jak Karmele, gdzie ludzie poświęcają swe życie bez reszty modlitwie, są centrami duchowej mocy, o której błogosławionym działaniu dowiemy się w pełni po tamtej stronie. W każdym razie jako z Bożej łaski kapłan i teolog raduję się ogromnie, że karmelitanki podejmują posługę ofiary i modlitwy szczególnie w intencji kapłanów i teologów.

Ciekawe, że żeńskie zakony kontemplacyjne mają stosunkowo dużo powołań. Karmelitanek bosych jest dziś na świecie około 13 tysięcy. Zakony czynne, których członkowie np. prowadzą przedszkola i świetlice dla biednych dzieci, raczej się kurczą. Być może jednym z powodów tej sytuacji jest fakt, że czynne apostolstwo mogą dziś w większym niż dawniej stopniu uprawiać również osoby świeckie. Różnego rodzaju ruchy kościelne stwarzają ku temu szerokie możliwości. Nie trzeba być księdzem ani zakonnicą, aby aktywnie angażować się w życie Kościoła i podejmować różne charyzmaty. W tej perspektywie życie ściśle kontemplacyjne odróżnia się wyraźnie od życia w tzw. świecie, nawet jeśli to ostatnie jest również przepełnione modlitwą.

W Karmelu nie zostałem (zresztą nie dałoby się ze mnie zrobić mniszki), jednak cieszę się, że tak, a nie inaczej powitałem nowy 2004 rok.


Dariusz Kowalczyk SJ - ur. 1963, jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, dziekan Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie; przez 10 lat był felietonistą miesięcznika "W drodze", opublikował m.in.: "Różne oblicza Ducha" (2005), "Czy żyjemy w czasach Apokalipsy" (2012), "Czy Jezus mógł się przeziębić?" (2015), "Między herezją a dogmatem" (2015). (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

UTO UGHI I GODNOŚĆ ŻYCIA

Odważni inaczej

Kościół samobójczy

Czas pedożerców

Szachy, Bergman i Sandomierz


komentarze



Facebook