Łaźnia

Opowiadał mi frater Adalbertus:

„Czy można ukryć Prawdę pod jakąkolwiek szatą? Czy jest taka szata, pod którą Prawda byłaby nierozpoznawalna? Czyż nie jest tak, że odarta z szat Prawda ukaże się w całej swojej nagości? A może Prawdy wcale nie ma, a są tylko szaty?

Wędrowałem kiedyś przez pustynny kraj, w którym w powszechnym zwyczaju było chodzenie do publicznej łaźni. W każdym miasteczku łaźnia stała w centrum miasta i zależnie od dnia tygodnia przychodzili tam tylko mężczyźni albo tylko kobiety. Pewnego razu i ja postanowiłem się tam udać, aby zmyć z siebie kurz.

W łaźni było zupełnie inaczej niż na zewnątrz. Na dworze suche pustynne powietrze unosiło drobinki pyłu, który stopniowo pokrywał włosy i odzienie, wewnątrz natomiast powietrze było wilgotne, kłęby pary unosiły się nad basenem. Na zewnątrz ludzie okrywali swe ciało dokładnie, szczególnie kobiety okrywały wszystko łącznie z głową i czasem nawet twarzą, w łaźni natomiast wszyscy rozbierali się do golutka. Tego dnia kobiet oczywiście nie było, tylko mężczyźni z najróżniejszych grup społecznych, od ubogich plebejuszy zostawiających w szatni skromne odzienie, po dobrze sytuowanych tłuścioszków, którzy również zrzucali swe kosztowne ubrania. W łaźni bowiem wszyscy są równi. Nawet przedstawiciele miejscowego duchowieństwa, zdjąwszy powiewne szaty i dostojne turbany, nie różnili się niczym od zwykłych ludzi.

Obserwu (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Włodzimierz Fenrych - ur. 1955, absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, obieżyświat, publikował w "Czasie Kultury", "Spotkaniach" i "Tygodniku Powszechnym", żonaty, ma trójkę dzieci, mieszka w Wielkiej Brytanii. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Żagiel

Gibanie

Płomień

Ukąszenie Konecznego

Źródło


komentarze



Facebook