Archwium > Numer 363 (11/2003) > Szukającym drogi > Medycyna naturalna czy okultystyczna?

Medycyna naturalna czy okultystyczna?

Bardzo się zaniepokoiłam tym, że podobno Katechizm Kościoła Katolickiego zakazuje korzystania z medycyny naturalnej. Nieraz z niej korzystałam i nigdy nie widziałam w niej nic złego ani sprzecznego z wiarą. Zupełnie nie rozumiem tego zakazu. Prawdę mówiąc, nie chce mi się wierzyć, że Kościół taki zakaz wydał.

 

Rzeczywiście nie ma takiego zakazu. Natomiast prawdą jest, że Katechizm ostrzega przed wszelkimi praktykami medycznymi, które wiążą się z magią, czarami lub jakimkolwiek wzywaniem złych mocy. Chrześcijaninowi nie wolno korzystać z takich usług, nawet gdyby rzeczywiście miały one korzystny wpływ na zdrowie. Przy okazji zaś Katechizm zwraca uwagę na niemoralność uprawiania takiej medycyny (a raczej pseudomedycyny), która żeruje na ludzkiej naiwności i łatwowierności. Odnośne pouczenie znajduje się w rozdziale poświęconym pierwszemu przykazaniu Bożemu. Przeczytajmy je wprost z Katechizmu:

Wszystkie praktyki magii lub czarów, przez które dąży się do pozyskania tajemnych sił, by posługiwać się nimi i osiągać nadnaturalną władzę nad bliźnim — nawet w celu zapewnienia mu zdrowia — są w poważnej sprzeczności z cnotą religijności. (...) Uciekanie się do tak zwanych tradycyjnych praktyk medycznych nie usprawiedliwia ani wzywania złych mocy, ani wykorzystywania łatwowierności drugiego człowieka (nr 2117).

Myślę, że przeciętny katolik odbierze to pouczenie jako ewidentnie słuszne. Prawdziwy problem zaczyna się o krok dalej: przecież mogą istnieć takie praktyki medycyny alternatywnej, podczas których faktycznie wzywane są złe moce, a ci, którzy z nich korzystają, mogą o tym nawet nie wiedzieć. Ludzie pytają czasem zaniepokojeni: Jeśli w dobrej wierze korzystałem z takich ciemnych praktyk, czy owe moce uzyskały nade mną jakąś władzę?

Zarazem pojawia się inny problem: chyba niedobrze by było, gdybyśmy ulegli chorobliwej podejrzliwości i we wszelkich formach medycyny niekonwencjonalnej wietrzyli obecność ciemnych mocy. Chyba Kościół nie żąda przecież od nas — pytają nieraz ludzie — abyśmy na wszelki wypadek zrezygnowali z jakiegokolwiek kontaktu z medycyną naturalną.

Na oba pytania odpowiedziałbym, odwołując się do rozstrzygnięcia apostoła Pawła, czy wolno chrześcijaninowi jeść mięso ofiarowane bożkom. Temu, kto należy do Chrystusa — odpowiada na to pytanie Apostoł — nie zaszkodzi zjedzenie mięsa ofiarowanego bożkom, bo Chrystus Pan jest mocniejszy niż jakiekolwiek złe siły. Toteż chrześcijanin nie musi się dopytywać, czy podane mu mięso nie było przypadkiem na ołtarzu bałwochwalczym. Zarazem jeśli się dowie, że zwierzę to było ofiarowane jakiemuś bożkowi, nie powinien takiego mięsa spożywać (por. 1 Kor 10,27–33).

Logika tej odpowiedzi jest przejrzysta: chrześcijanin całym swoim sercem zawierza siebie Chrystusowi Panu i paktowanie z jakimikolwiek „alternatywnymi” siłami duchowymi nawet nie przychodzi mu do głowy. Zawierzywszy zaś całego siebie Chrystusowi, chrześcijanin czuje się bezpiecznie w Jego ramionach i nie lęka się żadnych sił obcych Chrystusowi.

Zatem na pytanie, czy wolno chrześcijaninowi korzystać z takich form medycyny niekonwencjonalnej, w których nie ma powodu podejrzewać obecności magii, czarów ani bałwochwalstwa, odpowiedziałbym słowami z Listu do Tytusa: „Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane”.

Warto jeszcze podać dwa kryteria ogólne, które są dzwonkiem alarmującym, że w zły sposób zaczęliśmy się starać o zdrowie własne lub kogoś nam bliskiego. Po pierwsze, na pewno należy zaniechać takiej metody uzdrowicielskiej, która usuwając ból i lecząc chorobę, powoduje też spustoszenie psychiczne lub duchowe — np. wpędza nas w lęki, pobudza do nienawiści, sprowadza pokusy samobójstwa lub myśli bluźniercze.

Po wtóre, bardzo bym odradzał takie terapie alternatywne, które oferują korzystanie z tajemniczych energii kosmicznych, z talizmanów czy innych materialnych nośników rzekomej „energii uzdrowicielskiej”. Tego rodzaju terapie, ewidentnie naznaczone myśleniem panteistycznym, prawie zawsze pochodzą od ludzi, którzy — że posłużę się sformułowaniem apostoła Pawła — „prawdę Bożą przemienili w kłamstwo i stworzeniu oddają cześć, i jemu służą zamiast Stwórcy”, który jest Bogiem żywym i kochającym (por. Rz 1,25).

Tyle odpowiedzi ogólnej. Znacznie trudniej mi odpowiedzieć na różne pytania szczegółowe. Często bywam pytany o to, co sądzić o radiestezji albo o reiki, o metodzie Silvy lub o homeopatii. Niewiele wiem na temat tych metod, Kościół zaś dotychczas oficjalnie się na ich temat jeszcze nie wypowiadał. Zatem podam tylko kilka wskazówek bibliograficznych.

Generalnie moje zaufanie budzą teksty ojca Josepha–Marie Verlinde’a, uniwersyteckiego przyrodoznawcy, który przed swoim nawróceniem był zaangażowany w duchowość hinduską oraz w inspirowaną hinduizmem działalność uzdrowicielską, obecnie zaś bardzo zdecydowanie przestrzega przed tym, co nazywa się „medycyną alternatywną”.

Na temat radiestezji wiele do myślenia daje książka dr. Przemysława Kiszkowskiego, początkowo entuzjasty radiestezji, który jako fizyk z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu zainicjował na swojej uczelni naukowe badania na jej temat. Badania zakończyły się wnioskiem, że jest ona albo przesądem, albo (choćby tylko nieświadomą) działalnością okultystyczną. Kiszkowski zwraca uwagę na to, że pytania do różdżki czy wahadełka są formułowane w taki sposób, jakby to były byty obdarzone świadomością.

O zastrzeżeniach, które w perspektywie wiary w Chrystusa budzi metoda reiki, można się sporo dowiedzieć z wydawnictwa zbiorowego Reiki. Deszcz niebiańskiej energii? — tym bardziej zasługującego na uwagę, że oddano w nim głos również zwolennikom tej metody. Z kolei okultystyczne źródła metody Silvy odsłania w sposób budzący zaufanie Aleksander Posacki SI.

Najwięcej rozterek budzi we mnie homeopatia. Znam bowiem dwóch poważnych lekarzy medycyny, którzy są gorliwymi katolikami i nie przeszkadza im to w zalecaniu swoim pacjentom leków homeopatycznych. Z drugiej strony nie sposób lekceważyć takich ostrzeżeń przed homeopatią, które podają poważne argumenty, że jej źródła są okultystyczne. W obliczu tych ostrzeżeń i argumentów postanowiłem nigdy z homeopatycznych leków nie korzystać. Czy słusznie, tego nie wiem. W takich jednak sprawach wolę dmuchać na zimne.

Jacek Salij OP


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Wielodzietność

Złe dziedzictwo

Problemy z wyborem rodzica chrzestnego

Obecność religii w życiu publicznym

Te dzieci nadal są nasze


komentarze



Facebook