Akceptacja krzyża
Jr 31,7-9 Hbr 5,1-6 Mk 10,46-52

Walka z grzechem bywa żmudna. Spowiadamy się, postanawiamy poprawę, próbujemy nawrócenia i... nierzadko nasze wysiłki nie przynoszą rezultatu. Czasami u podstaw niepowodzeń leży brak wiary w możliwość realnej zmiany. Niekiedy nie widzimy dobra, które tracimy przez przywiązanie do grzechu; jesteśmy ślepi na wartości, których realizację uniemożliwia nam słabość.

Bartymeusz pragnie uzdrowienia: głośno i zdecydowanie woła o nie, nie zważając na ludzi chcących go uciszyć. Tytułując Jezusa Synem Dawida, wyznaje wiarę w Jego mesjańskie posłannictwo. A Jezus? Uzależnia swą moc od wiary tych, którzy pragną z niej skorzystać: „Twoja wiara Cię uzdrowiła”. Przejrzałeś, bo uwierzyłeś, że to możliwe, uznałeś swoją ślepotę i zapragnąłeś czegoś więcej. Czy wystarcza mi wiary, by prosić Pana o łaskę przejrzenia? Może boję się tłumu; ludzi, którym zależy na tym, bym milczał i pozostał ślepy?

Grzech zawsze jest skutkiem głębszego nieuporządkowania, niewiary, braku dojrzałości, dlatego nie warto walczyć z nim wprost. Zamiast koncentrować się na skutku, lepiej poznać przyczynę. I właśnie tu często pozostajemy ślepi. Nie widzimy mechanizmów popychających nas ku złu. Nie rozpoznajemy korzenia grzechu, któremu ulegamy. Potrzebujemy uzdrowienia, by umieć zdiagnozować swą słabość.

Eksploracja głębszych rejonów osobowości wymaga ofiary. List do Hebrajczyków mówi o Jezusie Arcykapłanie, który współczuje naszym słabościom. Jezus nie składał ofiar z cielców – ofiarował za nas siebie samego. Liturgia słowa zaprasza nas dzisiaj do takiej całościowej ofiary z siebie. Łaskę uzdalniającą do jej składania otrzymujemy w sakramentach, zwłaszcza w Eucharystii, w której Jezus cały daje się człowiekowi. Kiedy ofiarę swego życia łączę z ofiarą eucharystyczną, Jezus uzdrawia mnie z duchowej ślepoty. Kiedy umieram dla tego, co we mnie grzeszne, On umiera ze mną. Składanie Bogu duchowych ofiar sprawia, że staję się lepszy i wrażliwszy, uzdrawia mój wzrok, pozwala widzieć rzeczywistość Bożymi oczyma.

Bartymeusz po tym, jak przejrzał, „poszedł za Jezusem drogą”. Stał się uczniem. Święty Marek wyraźnie pokazuje w swej Ewangelii cel Jezusowej drogi: jest nim krzyż. Kiedy Pan uzdrawia z duchowej ślepoty, zaprasza do pójścia za Nim, do wejścia na drogę krzyża. „Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł skłonić” (Łk 9,58). Wiemy, że Jezus skłonił głowę dopiero na krzyżu. Akceptacja krzyża, uczynienie zeń miejsca odpocznienia i zawierzenia czynią naszą walkę z grzechem skuteczną i płodną.

     


zobacz także

Świątynia ciała

Drodzy Czytelnicy,

ODEJŚCIE DO LEPSZEGO ŚWIATA

Co się stało z naszą klasą

Brzytwa na Ockhama


komentarze



Facebook