Archwium > Numer 362 (10/2003) > Felietony > Między Konstantynem a Benedyktem

Między Konstantynem a Benedyktem

Rozmawiałem niedawno z Tomasem Molnarem, węgierskim filozofem politycznym, od kilkudziesięciu lat mieszkającym w Stanach Zjednoczonych. Rozmowa dotyczyła sytuacji współczesnych chrześcijan, którzy dzisiaj znów – tak jak wyznawcy Chrystusa na początku naszej ery – muszą stawić czoło pogańskiej cywilizacji. Wyraziłem przekonanie – w czym nie byłem oryginalny, bo sięgałem do myśli Jana Pawła II czy kardynała Josepha Ratzingera – że największą szansą dla nowej ewangelizacji są wspólnoty katolickie, w których chrześcijanie odbierać będą pełną formację duchową i doświadczać żywego kontaktu z Bogiem. Jest to droga może mało efektowna, nienastawiona na spektakularny sukces, znaczona codziennymi wyborami ludzkich serc, ale w taki sposób przecież chrześcijaństwo przemieniło oblicze naszego kontynentu – wyszło od kilkunastu osób z jerozolimskiego Wieczernika, by z czasem stać się fundamentem całej cywilizacji.

– Jednak nawrócenie świata nie dokona się bez nawrócenia Konstantyna – przerwał mi profesor Molnar, również nawiązując do początków chrześcijaństwa. Jego zdaniem, bez czynnika politycznego rozwój religii jest możliwy tylko do pewnego poziomu. Tak właśnie było, jego zdaniem, w imperium rzymskim.

Powstaje jednak pytanie, kto jest dzisiaj Konstantynem. Gdyby konsekwentnie stosować paralelę między czasami starożytnymi a współczesnymi, można uznać, że odpowiednikiem antycznego pax romana jest dzisiejszy

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Grzegorz Górny - ur. 1969, redaktor naczelny kwartalnika "Fronda", publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Ars, Cluny, La Salette

Świąteczny dyżur

Wielkanocny Pan

Indie i nowa ewangelizacja Europy

Wybór ikony


komentarze



Facebook