Rozmowy w drodze
Mdr 2,12.17-20 Jk 3,16-4,3 Mk 9,30-37

Opowieść św. Marka pokazuje jeszcze raz, jak trudna jest umiejętność słuchania tego, co do nas mówią. Dotyczy to także słowa Bożego. Pan Jezus zaś mówił uczniom rzecz niezwykle ważną. Właśnie wracali z góry Tabor do Kafarnaum, skąd Jezus miał podążyć w swą ostatnią drogę do Jerozolimy. Na górze wobec Piotra, Jakuba i Jana przemienił się, aby umocnić ich wiarę przed czekającym doświadczeniem. Chciał także przygotować na nie pozostałych apostołów, powiedział więc im: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dnach zmartwychwstanie”.

Te słowa nie docierały do uczniów, nie pojmowali ich i bali się prosić Jezusa o ich wyjaśnienie. Jedynie Piotr potraktował poważnie zapowiedź męki, którą usłyszał tuż po swym wyznaniu wiary w Jezusa: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”. Jednak i on nie rozumiał, że w męce i zmartwychwstaniu dopełni się mesjańska misja Syna Bożego. Próbował więc pouczać: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”, a później, choć ostro skarcony przez Jezusa: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu, ale po ludzku” (Mt 16,13–23), zaopatrzył się w miecz na rozprawę z Jego przeciwnikami. Inni zaś uczniowie sprzeczali się, który z nich jest największy, zapewne myśląc, któremu z nich dostanie się lepsze miejsce w królestwie.

Jezus zatem cierpliwie wyjaśnia: „Jeśli ktoś chce być pierwszy, niech będzie ostatni ze wszystkich i sługą wszystkich”. Nie są to puste słowa, bo już wkrótce zostanie uznany za ostatniego z ludzi i poniesie na krzyż winy nas wszystkich.

Po tych doświadczeniach trudno się dziwić Jakubowi, że nie ma już takiej cierpliwości i w swoim liście wypomina chrześcijanom ich zwady i zazdrość, obce duchowi mądrości pochodzącej od Boga. Te słowa apostoła są skierowane i do nas, bo mimo nauki i przykładu Jezusa ciągle jesteśmy podobni do owych uczniów z dzisiejszej Ewangelii i szukamy tego, co dla nas wygodne.

Czy wobec tego pozostaje nam wątpić, że słowa Jezusa mogą w końcu poruszyć myśli i serca uczniów? Zapewne, gdyby liczyć tylko na naszą wolę, tak by było, ale drogę nadziei ukazuje wydarzenie poprzedzające ową rozmowę z uczniami. Wśród tłumu oczekującego na Jezusa u stóp góry Tabor był ojciec opętanego chłopca. „Jeśli coś możesz, ulituj się nad nami i pomóż nam” – prosił. Kiedy usłyszał odpowiedź Jezusa: „Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”, zawołał: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu”. Tylko On sam może zaradzić naszej nieumiejętności słuchania i naszemu niedowiarstwu.


Jan Spież OP - ukończył historię na UAM, przez wiele lat prowadził archiwum Polskiej Prowincji Dominikanów. Specjalista z zakresu historii Zakonu Kaznodziejskiego, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Różaniec od dziadzi

Na wiarę swojego Kościoła

Legendy i archiwa o Piusie XII

ZA NIESKORO

Honorowi dawcy krwi


komentarze



Facebook