Drogi krzyżowe

Wiele razy przemierzałem różne Drogi krzyżowe. Pamiętam monumentalne rzeźby na Jasnej Górze, równo przystrzyżoną murawę soczystej zieleni w Miejscu Piastowym, usypaną z kamieni Golgotę w Licheniu. Zawsze było to miejsce wydzielone, osobne. Panował tam nastrój ciszy i skupienia. Wszędzie było czysto i schludnie. Ludzie modlili się w milczeniu.

Widziałem tylko jedną Drogę krzyżową, która różniła się od pozostałych. Nie była wydzielona, lecz znajdowała się w centrum miasta, w wąskich uliczkach, na których stały rozłożone stragany gardłujących przekupniów i kłębiły się tłumy ludzi. Panował na niej gwar, wszyscy się przekrzykiwali. Nikt nie zwracał najmniejszej uwagi na stacje Drogi krzyżowej, zapuszczone, zawalone stertami śmieci; na niektórych z nich widoczne były zacieki moczu. Była to jedyna autentyczna Droga krzyżowa na świecie – ta, którą kroczył Jezus w Jerozolimie.

Kiedy Chrystus spotkał się przy studni z Samarytanką, w pewnym momencie zaczął mówić o jej życiu rodzinnym. Musiało się ono niespecjalnie układać, skoro – jak powiedział Jezus – kobieta miała już pięciu mężów, a człowiek, z którym wówczas mieszkała, nawet jej mężem nie był. Samarytanka szybko zmieniła temat rozmowy i zapytała Chrystusa, gdzie powinno się oddawać Bogu cześć: na górze, jak utrzymują mieszkańcy Samarii, czy w Jerozolimie, jak twierdzą mieszkańcy Judei.

W momencie, kiedy B& (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Grzegorz Górny - ur. 1969, redaktor naczelny kwartalnika "Fronda", publicysta i reportażysta, autor wielu artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Modlitwa papieża i "niezbawiony aktywizm"

Bez wyobraźni miłosierdzia

Modlimy się i prosimy o modlenie

Bracia w wierze czy siostra w występku?

Powrót judeochrześcijaństwa


komentarze



Facebook