Archwium > Numer 360 (08/2003) > Szukającym drogi > Dwa wezwania do heroizmu

Dwa wezwania do heroizmu

Przeżyłam zamieszanie, po którym do dziś nie mogę się uspokoić. Zawsze wiedziałam, że aborcja jest wielkim złem. Zdarzyło się nawet, że w dyskusji mówiłam z wielkim przekonaniem, iż również gdyby miało się urodzić dziecko upośledzone, nie wolno go pozbawić życia. Wiedziałam to wszystko do momentu, dopóki moja rodzona siostra nie zaczęła panikować, że urodzi dziecko z Downem. Na szczęście badania prenatalne rozwiały te obawy. Jednak wcale nie jestem pewna, czy namawiałabym siostrę do urodzenia dziecka, gdyby badania wykazały, że dziecko będzie upośledzone.

Od tamtego czasu prześladują mnie dwa pytania: czy gdyby wyniki badań były niepomyślne, a ja nie walczyłabym o życie tego dziecka (a jeśli mam być szczera, to chyba nie walczyłabym), byłby to bardzo ciężki grzech? Z drugiej strony, czy gdyby moja siostra zdecydowała się wtedy na aborcję, jej grzech byłby równie ciężki jak usunięcie dziecka zdrowego? Czasem myślę, że świadomie zdecydować się na urodzenie dziecka upośledzonego to prawdziwy heroizm. Heroizm budzi podziw, to prawda, ale zwyczajni ludzie nie są stworzeni do heroizmu. Najlepiej wyjaśniłby to Zagłoba Rochowi Kowalskiemu: Zwyczajni ludzie to są zwyczajni ludzie. A jeśli tak, to nie można od nich wymagać heroizmu. Nie wiem jednak, czy mam rację, dlatego pytam, czy można od innych wymagać heroizmu?

 

Przypomnijmy najpierw, skąd się wzięły twierdzenia, że „nikt nie jest zobowiązany do heroizmu” i że „od nikogo heroizmu nie można wymagać”, bo wtedy od razu stanie się jasne, że nie odnoszą się one do sytuacji, podobnych do opisanej przez Panią.

Zacznijmy od wyliczenia paru sytuacji, w których ani sam zainteresowany nie jest zobowiązany do heroizmu, ani ludzie liczący się z prawem moralnym nie powinni wbrew niemu heroizmu od niego wymagać. I tak na przykład żywimy najwyższy podziw dla rotmistrza Witolda Pileckiego, który za zgodą swoich władz wojskowych dołączył do transportu więźniów wiezionych do obozu w Auschwitz, aby założyć tam siatkę konspiracyjną. Zarazem niewątpliwie żaden dowódca nie miałby prawa zobowiązywać swego podkomendnego do aż tak niewyobrażalnego heroizmu.

Na podobne bohaterstwo zdobył się późniejszy spowiednik kardynała Wojtyły ksiądz Tadeusz Fedorowicz, który uzyskawszy pozwolenie swojego arcybiskupa, postarał się o to, żeby znaleźć się w pociągu z wywożonymi na Sybir Polakami i później jako zesłaniec z wielkim poświęceniem pełnił wśród nich posługę kapłańską.

Zauważmy jednak od razu, że byłoby czymś nieludzkim, gdyby arcybiskup z własnej inicjatywy i nie pytając go o zgodę, wydał księdzu Fedorowiczowi polecenie wykonania tej misji duszpasterskiej, którą on rzeczywiście wypełnił. Skomentowalibyśmy taki nieludzki rozkaz: „Od nikogo nie wolno wymagać heroizmu!”. Bez zgody zainteresowanego nawet w zakonach nie wolno przełożonemu wysyłać podwładnych do zadań związanych z wysokim ryzykiem utraty życia — mimo że przecież zakonnicy ślubowali posłuszeństwo.

Heroizmem najwyższej próby zajaśnieli św. Maksymilian Kolbe i bł. Marianna Biernacka, którzy oddali życie za bliźniego. Taki wybór nie był jednak ich obowiązkiem. Nic nie można by im było zarzucić, gdyby tylko z przerażeniem patrzyli na to, jak Niemcy przeznaczają niewinnych ludzi na śmierć.

Podałem przykłady z ostatniej wojny, bo krępujemy się zazwyczaj nazywać heroizmem te wymagające sporego samozaparcia dobre decyzje, które ludzie podejmują w zwyczajnym życiu. Kiedy jednak rodzina, której wcale się nie przelewa, od kilku już lat przesyła co miesiąc 500 złotych swoim wielodzietnym znajomym (wcale nie krewnym!), którym ciężka choroba uniemożliwia normalną pracę zarobkową — nie boję się nazwać tego heroizmem. Zwłaszcza że nigdy mi o tym nawet nie wspomnieli, dopiero niedawno powiedział mi o tym ze łzami w oczach dotknięty inwalidztwem ojciec wspomnianych kilkorga dzieci. Przywołuję ten fakt, bo jasno tu widać, że ludzie ci nie musieli przecież decydować się na tak wielki wysiłek charytatywny. Innymi słowy, do tego heroizmu nie byli zobowiązani.

Chyba już mniej więcej wyjaśniłem, do jakich sytuacji odnoszą się twierdzenia, że „nikt nie jest zobowiązany do heroizmu” i że „od nikogo heroizmu nie można wymagać”. Mianowicie we wszystkich przedstawionych dotąd sytuacjach niepodjęcie wyboru heroicznego nie byłoby zachowaniem niegodziwym.

W życiu bywa jednak i tak, że jedynym godziwym zachowaniem jest właśnie zdecydowanie się na heroizm, a w każdym razie na postawę mu bliską. Wolno mi tak sterować swoim życiem, żeby możliwie nigdy w takiej opresji się nie znaleźć. Jeśli jednak tak się zdarzy i stanie przede mną alternatywa: albo wybór heroiczny, albo niegodziwość — wówczas nie wolno się zasłaniać, że ja jestem tylko zwyczajnym człowiekiem i na bohatera się nie nadaję. Innymi słowy, właśnie wybór heroiczny stanie się wówczas moim obowiązkiem.

Nie można chyba wyobrazić sobie wyboru trudniejszego niż ten, przed którym stanęła biblijna Zuzanna (Dn 13). Dano jej do wyboru: albo ratować życie i dobre imię za cenę ukrytej przed ludźmi niegodziwości, albo zostać niewinnie pozbawioną nie tylko życia, ale nawet dobrego imienia. Zuzanna jednak bardzo trafnie rozpoznała, że nie jest to żadna alternatywa, że dla niej jedynie słusznym wyborem będzie trzymać się Bożych przykazań — i wybrać raczej niewinne potępienie i śmierć niż grzech.

Porównajmy ze sobą dwie bardzo trudne sytuacje, tym jednak się od siebie różniące, że w pierwszej heroizm ma alternatywę, w drugiej jej nie ma. Matka, która oddaje nerkę swojemu dziecku, dokonuje wyboru heroicznego, jednak wybór taki nie jest jej obowiązkiem moralnym (choć zapewne ona go odczuwa jako obowiązek macierzyńskiej miłości). Natomiast matka, która wie, że dziecko, które w sobie nosi, urodzi się upośledzone, i którą może nawet lekarz namawia do aborcji, też dokonuje wyboru bliskiego heroizmowi, ale wybór taki jest jej obowiązkiem. Alternatywą byłby bardzo ciężki grzech zabicia niewinnej istoty ludzkiej, i to własnego dziecka.

Zatem niepokój, że było coś niedobrego w Pani zachowaniu, kiedy siostra przeżywała ciężkie chwile, świadczy o tym, że prawda moralna dopomina się o swoje prawa w Pani sumieniu. Było Pani świętym obowiązkiem w tamtej sytuacji stanąć po stronie dziecka i dodawać siostrze sił i odwagi do jedynie słusznego wyboru, w razie gdyby badania prenatalne okazały się niepomyślne. Grzech, a zwłaszcza grzech zabójstwa, nie jest i nigdy nie może się stać godnym człowieka wyjściem z trudnej sytuacji.

Nie generalizujmy bezmyślnie tezy, że „od nikogo nie można wymagać heroizmu”, bo nie jest ona prawdziwa w tych wszystkich sytuacjach, kiedy jedyną alternatywą heroizmu musiałaby być niegodziwość.

„Ale przecież moja siostra jest tylko zwyczajnym człowiekiem!” — odczuwała wtedy Pani całą pojemnością swojej duszy. Na to odpowiem: może dlatego próba, której tak się bała, została jej oszczędzona. Gdyby jednak jej lęki zostały wtedy potwierdzone, z całą pewnością Pan Bóg dodałby jej sił, gdyby tylko ich u Niego szukała. „Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając próbę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać” (1 Kor 10,13).

I jeszcze jedną rzecz warto sobie wciąż na nowo przypominać: jeśli na kogoś w pobliżu nas spadnie trudne, ocierające się o heroizm zadanie życiowe, wówczas jest naszym świętym obowiązkiem dodawać mu sił i otuchy, żeby temu zadaniu sprostał. Nawet wielu męczenników, których czcimy dzisiaj jako bohaterów wiary, nie wytrwałoby przy Panu Jezusie, gdyby nie pomoc współwyznawców, którzy dodawali im zachęty, umacniali w chwilach słabości i pokusy, i na różne sposoby okazywali swoją z nimi solidarność.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

STRATEGIA: UDERZ W PASTERZA!

Żebro Adama

Katolicyzm i polska gospodarka

STARE WINO JEST LEPSZE

Pojednanie po zdradzie małżeńskiej


komentarze



Facebook