Jeden jest Ojciec
Jr 31,31-34 Hbr 5,7-9 J 12,20-33

Zaparcie się siebie, do którego Chrystus wzywa nas w Ewangelii, przekracza granice rozsądnej ofiarności. „Stracić swe życie”, „mieć w nienawiści życie na tym świecie” – czujemy wymaganie, które przekracza ludzkie możliwości, a zarazem sprawia wrażenie, że jest przesadne, zbyt patetyczne, grożące fundamentalizmem. Co mamy począć z ewangelicznym radykalizmem?

Gdy zbliża się godzina ukrzyżowania, Chrystus mówi o potrzebie ofiary i sam się z nią zmaga. Jeśli przyjrzymy Mu się uważnie, dostrzeżemy rzecz najważniejszą: ofiara stawia Go wobec Ojca. Jego lęk ma formę wołania: „Ojcze, wybaw Mnie od tej godziny” (J 12,27). Zgoda na ofiarę jest prośbą do Ojca: „wsław imię Twoje!” (J 12,28). Zaparcie się siebie oznacza utratę życia, które sami sobie zawdzięczamy i sami tworzymy. To przyjęcie życia, które daje Ojciec i które zyskujemy, gdy patrzymy w Jego Oblicze. Taki jest sens ewangelicznego radykalizmu. Nawet bardzo pracowite i wyczerpujące życie jest pozbawione ewangelicznej ofiarności, jeśli nie jest odkrywaniem absolutnej więzi z Ojcem.

Gdy Chrystus i Jego naśladowcy składają ofiarę, Ojciec doznaje uwielbienia; albo raczej, sam będąc źródłem ofiarności, uwielbia swoje Imię w nich. To dlatego tak ważne jest, abyśmy nikogo na ziemi nie nazywali naszym Ojcem. „Jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie” (Mt 23,9). Jeden jest Ojciec, który daje życie. Jeden jest Ojciec, który przenika nasz lęk przed ofiarą i nie rozminie się z naszym zatrwożonym spojrzeniem. On jeden godzien jest tego uwielbienia.

Jest niezwykle ważne, aby nikt nie był stawiany ani nie stawiał siebie na Jego miejscu. Wezwanie do ofiary może docierać do nas przez ludzi, ale oni są tylko posłańcami. Kiedy nasi bliscy sprawiają nam przykrość, przypadek losowy przynosi okazję do zaparcia się siebie, a prześladowca wtłacza nam na ramiona krzyż, tylko wobec Ojca możemy przyjąć to jako ofiarę, bez rozpaczy i bałwochwalstwa.

Wychowawcy czy głosiciele Ewangelii, którzy zachęcają nas do ofiary, nie powinni zapominać o swojej służebnej roli. Rodzic czy przełożony, przyjaciel czy kaznodzieja, zagradza nam drogę i rani, jeśli próbuje być kimś więcej niż bratem.

     


zobacz także

Przestrzeń publiczna

Nie płacz: Wstań

Źródła łaski

Śmieszne piramidy małych faraonów

Protokół z życia


komentarze



Facebook