Archwium > Numer 356 (04/2003) > Dominikanie na niedzielę > Arkadia czy królestwo Boże

Arkadia czy królestwo Boże
Dz 4,32-35 1 J 5,1-6 J 20,19-31

Idyllicznie brzmi opis stosunków międzyludzkich przedstawiony w dzisiejszym fragmencie Dziejów Apostolskich. Chrześcijańska arkadia, w której wszyscy się szanują, troszczą o siebie wzajemnie, nie ma biednych i zapomnianych.

Są też nasze osobiste arkadie: dobra praca po studiach, rozumiejący mąż, pensja wyższa o kilkaset złotych, inny szef. Wydaje nam się, że wystarczy niewielka zmiana, a nasze życie nabierze nowego sensu, znikną trudności, a my wreszcie będziemy żyli w błogim poczuciu spełnienia. Z jednej strony karmimy się słodyczą tych marzeń. Z drugiej zaś podświadomie czujemy, że to jednak tylko marzenia, oczekiwania, które nigdy się nie zrealizują. Świat, w którym żyjemy, coraz mniej przypomina beztroskę biblijnego opisu. Jest trudny, pełen pułapek, często bezlitosny. Czasem wydaje się, że Bóg zapomniał o nas. Może robimy coś nie tak, może nie dla nas Jego miłosierdzie i troskliwa obecność, która pomogłaby bez strat przejść przez życiowe doświadczenia.

Pamiętam moje pierwsze spotkanie z koronką do Bożego Miłosierdzia św. Faustyny. Oczekiwałem krzepiącej opowieści o dobrym Ojcu. Otwarcia oczu na inny świat, a może nawet odczarowania tego skomplikowanego świata, w którym mieszają się: mój grzech i dobre intencje, słabości i moce, wzloty i upadki. Myślałem, że będzie to bezpieczna kładka nad przepaściami mojej nędzy czy choćby smutnej bylejakości. Tak naprawdę czekałem na klucz do drzwi arkadii, w której opadną ze mnie wszelkie bóle i niepewności. Jednak ten klucz otwiera zupełnie inne drzwi.

Okazało się, że zamiast słów: „synu, wróciłeś, wejdź do Domu Ojca, nałóżcie mu pierścień, zabijcie cielę”, powtarzam „dla Jego bolesnej męki, ciało i krew...”. Skąd ten Wielki Piątek? Dlaczego po Wielkanocy mam wracać do krzyża i przebitego boku? Dlaczego ta modlitwa zamiast prowadzić mnie do chwały i radości, każe zanurzyć się w cierpieniu? Dziwna tajemnica. Myślę, że trzeba naprawdę długo się modlić, powtarzając słowa tej modlitwy, żeby coś z tego zrozumieć, żeby dotknąć Bożego Miłosierdzia.

Bóg miłosierny pojawia się w cierpieniu. Czymkolwiek by było, jest to zawsze głęboko życiowe doświadczenie. W tym, od czego chcę uciec, o czym chcę zapomnieć, jest Bóg miłosierny. Bóg jest w moim cierpieniu, bo Bóg cierpi ze mną. To tajemnica krzyża i przebitego boku. Teraz, po Zmartwychwstaniu już wiemy, że tylko ona prowadzi do prawdziwego życia. To nie wymarzona arkadia, to zmartwychwstałe cierpienie, królestwo Boże.


Wojciech Czwichocki OP - ur. 1966 w Bydgoszczy, dominikanin. Duszpasterz grupy postakademickiej 3/4, opiekun grupy medytacyjnej. Mieszka we Wrocławiu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Umowa bez aneksu

Antyreklama

Wrześniowe lato

Koniec... i początek

Co przed nami?


komentarze



Facebook