Podaj rękę
Rdz 9,8-15 1 P 3,18-22 Mk 1,12-15

W Laskach niedaleko Warszawy uczy się około 300 niewidomych dzieci. Byłem u nich niedawno na Mszy św. Najpierw diakon przyprowadził do ołtarza trzech małych, niewidzących ministrantów – szli jak niewidomi ze znanego obrazu Bruegla, z tą jednak różnicą, że na obrazie ślepy prowadzi ślepych i wszyscy wpadają w dół. W Laskach niewidomi chłopcy dają się prowadzić diakonowi do miejsca, w którym dokonuje się cud zstąpienia Pana Jezusa z nieba na ołtarz, a następnie z ołtarza do ich serc. Dzieci podchodziły do specjalnie przygotowanego dla nich pulpitu, trzymając w ręku teksty zapisane Braille’em. Przesuwały paluszkami po kartce papieru, na której były wytłoczone natchnione przez Boga słowa. To był – oprócz całego trudu związanego z niewidzeniem – ich dodatkowy, dziecięcy wkład do ofiary Pana Jezusa.

Moment przyjścia Jezusa na ołtarz zwiastowany był dźwiękiem sygnaturki, małego dzwonu, umieszczonego w wieży kaplicy. W chwili, gdy kapłan ukazywał konsekrowany Chleb – Ciało Chrystusa, siostra franciszkanka wraz z dziećmi delikatnie pociągała za sznur dzwonu. Było widać, że dzieciaki koncentrują na Panu Jezusie, którego nie widzą, całą uwagę.

Na zakończenie Mszy św. zagrzmiała pieśń Z dawna Polski tyś Królową, Maryjo! Słowa: „ociemniałym podaj rękę, niewytrwałym skracaj mękę” brzmiały w ustach niewidomych wyjątkowo przejmująco. Te dzieci naprawdę potrzebują podania ręki i dają się za rękę prowadzić. Choć uczą się samodzielności, wiedzą, że będą w życiu w dużym stopniu zależne od innych osób.

Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii mówi: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. Czy daję się Panu Jezusowi prowadzić za rękę przez życie? Czy mam w sobie dziecięcą ufność, poczucie całkowitej zależności od Stwórcy? Nie mogę być wierny, jeśli nie wezmę do ręki lampy z Jego światłem. Moje sumienie pobiegnie wtedy za błyskotliwymi światełkami, które nie prowadzą przez krzyż – do nieba, lecz odwodzą od Prawdy i drogi Ewangelii, sprowadzają na manowce fałszu. Dzieci niewidome są szczęśliwe, ponieważ potrafiły zawierzyć siebie Bogu i ludziom. Prawda o nich samych, o ich ułomności i o ich zależności wyzwala je do stanięcia w prawdzie przed Panem. Niech świadomość niewidomych dzieci, które potrzebują pomocy, wraz z ich piękną intuicją, udzieli się także nam – dajmy się prowadzić przez życie Bogu.


Roman Schulz OP - ur. 1959, dominikanin, mgr sztuki Akademii Muzycznej w Poznaniu, przełożony domu w Witebsku. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Pastores

Parafia bez księdza

Ekumenizm - synkretyzm - prozelityzm

Dziecko

O samotności niewybieranej


komentarze



Facebook