Archwium > Numer 355 (03/2003) > Felietony > Laurka na Dzień Kobiet

Laurka na Dzień Kobiet

Chyba się starzeję. Coraz częściej wspominam stare, dobre czasy... Na przykład początek marca przypomina mi obchody Dnia Kobiet. Na zajęciach z plastycznego malowałem dla mamy laurki, a pewnego razu zrobiłem nawet naszyjnik z marchewki. Polakierowane kostki tego warzywa wyglądały jak bursztyny. Występowałem też na okolicznościowych akademiach, deklamując wierszyki albo grając na mandolinie w szkolnym zespole. W ten sposób uczyłem się wrażliwości na tzw. kwestię kobiecą. Stąd chyba nie jest przypadkiem, że pierwszą pracę magisterską, której byłem promotorem, napisała zdolna studentka na temat teologii feministycznej. Nie jest jednak tak dobrze, jakby się mogło wydawać. Redaktor mej ostatniej książki wielokrotnie musiał korygować moje męsko– –szowinistyczne zapędy, poprawiając np. „synowie Boży” na „dzieci Boże” lub „bracia” na „bracia i siostry”.

Kiedyś po przeczytaniu Listu do kobiet, w którym Jan Paweł II m.in. ubolewa nad ich dyskryminacją i przyznaje, że „obiektywną odpowiedzialność za nią ponieśli również liczni synowie Kościoła”, wygłosiłem płomienną konferencję dla sióstr zakonnych. Po niej podeszła do mnie 80–letnia siostra i stwierdziła: „Proszę Ojca, to ja nie wiedziałam, że Ojciec Święty jest tak za kobietami. Tylko co robić?! Ja bym się zapisała do jakiejś organizacji, żeby pomóc, bo kobietom zawsze było gorzej”. No właśnie! Co robić? W Vita consecrata Papież zauważa, że nowa świadomość kobiet pomaga mężczyznom zrewidować utarte schematy myślowe dotyczące organizacji życia społecznego, politycznego, gospodarczego, religijnego i kościelnego. Niektórzy twierdzą jednak, że w Kościele nie tylko spotykamy męskie schematy, ale w ogóle antykobiecość. Na przykład Barbara Labuda w jednym z wywiadów w „Wysokich obcasach” poskarżyła się: „Wiem, że Kościół nigdy mnie nie zaakceptował, bo z natury jest antykobiecy, a ja nie jestem przystojnym, wysokim mężczyzną”.

Nie mogę się zgodzić z tak negatywną opinią. Porównanie – i to w różnych epokach – pozycji kobiet w krajach chrześcijańskich i niechrześcijańskich przemawia zdecydowanie na korzyść tych pierwszych. Ponadto trudno przecenić rolę postaci Matki Bożej w promocji kobiety. Z drugiej strony – przyznajmy – trzeba dokonywać niezłych łamańców intelektualnych, aby wybronić św. Pawła, który pouczał, że „kobiety mają na zgromadzeniach milczeć”. Ponoć św. Bernard, autor wielu dzieł mariologicznych, modlił się kiedyś w kościele przed statuą Matki Bożej. W pewnej chwili otworzyła ona usta, jakby mając zamiar przemówić. Św. Bernard zaczął wtedy krzyczeć z rozpaczą: „Bądź cicho, kobieta ma milczeć w kościele”. Całą sprawę starał się wyjaśnić papież Paweł VI. Otóż z okazji proklamowania św. Teresy z Avili doktorem Kościoła powiedział, że jest ona pierwszą kobietą, której Kościół przyznaje tytuł doktora; czyni to jednak nie bez przypomnienia surowych słów św. Pawła: „Kobiety niech milczą w kościele”. Słowa te znaczą dzisiaj, że kobieta nie jest powołana do spełniania funkcji hierarchicznych w Kościele.

Powyższe stanowisko potwierdziła ostatnio Stolica Apostolska, ekskomunikując siedem kobiet, które przyjęły (a raczej usiłowały przyjąć) święcenia kapłańskie z rąk biskupa–schizmatyka. Nasuwa się pytanie, czy w tej sytuacji katolik nie może mieć cichej nadziei, że kiedyś Duch powieje w taki sposób, że nieoczekiwanie odsłoni się możliwość święcenia kobiet w Kościele katolickim? Z listu apostolskiego Ordinatio sacerdotalis wynikałoby, że nie może. Jan Paweł II bowiem napisał: „mocą mojego urzędu utwierdzania braci oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne”. Zaraz jednak niektórzy teologowie stwierdzili, że to ostateczne orzeczenie nie jest nieomylne, a zatem nie wszystko stracone dla tych, którzy chcieliby ujrzeć kobietę przy ołtarzu i w konfesjonale. Sprawa jest bardzo delikatna. Powiem więc tylko tyle, że nie znajduję przekonujących argumentów natury dogmatycznej przemawiających za niemożliwością święcenia kobiet. Dla mnie jest to bardziej problem mojej wyobraźni niż dogmatu.

Bez względu na to, czy np. za 200 lat kobiety będą chodzić po kolędzie czy też nie, problem roli kobiet w Kościele pozostaje. Jakie szanse ma dziś kobieta, która chce aktywnie uczestniczyć w życiu Kościoła? W porównaniu z obdarzonymi podobnym pragnieniem mężczyznami dość ograniczone. Swoją drogą ciekawe, że o pracach służebnych i cichych mówi się prawie wyłącznie w odniesieniu do kobiet i braci zakonnych. W tej sytuacji trzeba przypominać słowa Jana Pawła II z Vita consecrata: „Należy zatem pilnie podjąć pewne kroki, poczynając od otwarcia kobietom możliwości uczestnictwa w różnych formach działalności i na różnych szczeblach, także w podejmowaniu decyzji, zwłaszcza w sprawach, które ich dotyczą”. Na razie wydaje się, że ów postulat udziału kobiet w podejmowaniu decyzji w Kościele pozostaje tzw. pobożnym życzeniem.

Jeśli chodzi o frekwencję w kościołach, to bez kobiet sytuacja byłaby smutna. To przecież one stanowią 95% uczestników liturgii w dni powszednie. Przyczyny mogą być tu różne. Na przykład fakt, że kobiety – jako słabsza płeć – żyją dłużej, a zatem po odprowadzeniu mężów na cmentarz oddają się bogobojnej modlitwie. Można się zastanawiać, czy gdyby to kobiety głosiły kazania, to wspomniane proporcje jeśli nie przechyliłyby się w drugą stronę, to przynajmniej trochę by się wyrównały. Mnie się jednak wydaje, że kobiet jest więcej w kościołach, bo są lepsze od mężczyzn. Mają większe wyczucie tego, co naprawdę ważne, co święte. Między innymi za to je podziwiam i jestem im wdzięczny. Tylko jak tę wdzięczność okazać? Bo przecież nie za pomocą trzech czerwonych goździków wręczanych w celofanie łodygą do góry.


Dariusz Kowalczyk SJ - ur. 1963, jezuita, profesor teologii, wykładowca teologii dogmatycznej, profesor Wydziału Teologii Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, wykładowca dogmatyki; przez 10 lat był felietonistą miesięcznika "W drodze", opublikował m.in.: "Czy żyjemy w czasach Apokalipsy"; "Czy Jezus mógł się przeziębić?"; "Między herezją a dogmatem"; "Kościół i fałszywi prorocy". Mieszka w Rzymie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Od Rydzyka do Owsiaka

Jasność pomroczna dialogistów

KONIEC ŚWIATA 2012

Chwilowo opętani

Odważni inaczej


komentarze



Facebook