Najtrudniejsza modlitwa
Kpł 13,1-2.45-46 1 Kor 10,31-11,1 Mk 1,40-45

Bywają takie dni, kiedy dopadają mnie różne smutki i kłopoty. Co wtedy się dzieje? Nos na kwintę. Rozdrażnienie. Wszystko działa na nerwy.

Moje problemy znikają, gdy idę do szpitala namaścić chorego człowieka albo gdy co miesiąc odwiedzam chorych parafian z komunią świętą. Wracam do domu i mówię sobie: „Stary, ciesz się tym, co masz. Dziękuj Bogu za to, że chodzisz, pracujesz, że nic cię nie boli”. Czuję, że pokornieję w kontakcie z chorym człowiekiem. Nabieram szacunku dla jego bólu i strachu, które przeżywa często w osamotnieniu. I modlę się, aby Bóg udzielił mu zdrowia lub chociaż cierpliwości w znoszeniu choroby.

Dlaczego o tym mówię? Ponieważ mam szacunek dla bólu i strachu chorego człowieka z dzisiejszej Ewangelii. Los okazał się dla niego okrutny. W momencie ukazania się objawów choroby stracił prawo do życia w społeczności. Człowiek dotknięty przez trąd umiera w męczarniach. Najpierw traci imię – musi opuścić ludzi. Potem traci twarz zniekształconą zmianami chorobowymi, potem kończyny. Śmierć na raty. To najgorszy model.

Dziwi mnie natomiast, że przychodząc do Jezusa, chory nie prosi Go o oczyszczenie, o zdrowie. Tak byłoby przecież najprościej. Mówi: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. To wyznanie wiary w moc Jezusa. Wyznaje wiarę i czeka na znak od Mistrza. Jest to obraz najtrudniejszej modlitwy na świecie — wyznać wiarę i oczekiwać. Nie prosić, nie skomleć, nie zatapiać się w słowach prośby. Mam ogromny szacunek dla człowieka, który w taki sposób się modli. Podobnie czyni jeden z moich podopiecznych. Wierzy i czeka. Czeka na śmierć, nie na cud uzdrowienia.

Człowiek z Ewangelii otrzymał dar zdrowia. Jezus dotknął go. „Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony”. Potem dzieli się radością z innymi ludźmi. Człowiek, który doświadczył łaski uzdrowienia i oczyszczenia, wykorzystuje to, czego nauczył się w czasie choroby. Do tej pory musiał głośno ostrzegać ludzi przed sobą i przed chorobą. Teraz równie głośno i z zapałem opowiada wszystkim o łasce, której doznał.

Porozmawiajcie z najbliższymi o tym, czego nauczyły was dni choroby czy samotności. Pomódlcie się także tą trudną modlitwą – modlitwą wiary i oczekiwania. Oczekiwania na Boże działanie. Jakiekolwiek by ono było.


Marek Kosacz OP - ur. 1966, dominikanin, twórca portalu www.lutownica.dominikanie.pl dla katechetów. Mieszka w Gidlach. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Hip-hop receptą na katechezę?

Jakiś niepokój

NIE BĘDĘ CHODZIŁ NA RELIGIĘ

Zdjęcia Pana Boga

Moja zupa jarzynowa


komentarze



Facebook