Odchodzenie Mamy
Pokój stał się kaplicą, łoże ołtarzem, a leżąca na nim Mama oknem, poprzez które wyczuwało się wyraźnie powiew wieczności. Umierająca osoba, całkowicie pogodzona z wolą Bożą, jest jak wystawiona na ołtarzu Hostia, poprzez którą spływa na nas Obecność.

W lipcu werdykt lekarski oznajmił nam wyraźnie: Mama odchodzi. Trzy miesiące jej powolnego żegnania się ze światem były jak okres Wielkiego Postu, wielkiej boleści, która się żywi wzbierającą od dołu wielką Radością Zmartwychwstania. Ludzkie smutki targały mną niczym wzburzone fale oceanu, ale niezdolne były zmącić tego niezgłębionego pokoju wypełniającego mnie od wewnątrz. I gdy Mama wydała ostatnie tchnienie, radosne Alleluja! całkowicie mną owładnęło; w duchu zjednoczyłem się z nią, żywą, w jej szczęśliwości. I nie tylko ja, także moja siostra, grupa najbliższych przyjaciół, z którymi spotkaliśmy się w ów dzień na porannej Mszy, niczym na naszych rezurekcjach. Pozostało już tylko pocieszać smutnych, którzy składali mi kondolencje, wyrazy żalu i współczucia. Biedni. Nic nie mogą pojąć. To do nich odnoszą się słowa Jezusa: „Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych”.

Matka i syn

Święta Rodzina z Nazaretu stanowi wzorzec dla każdej ludzkiej rodziny. Niedościgły oczywiście, ale w jednym punkcie udało się nam, mnie i Mamie, w sposób doskonały upodobnić do Maryi i Jezusa. Przyszedłem bowiem na świat dokładnie w noc Bożego Narodzenia.

Poza tym były już tylko mniejsze czy większe odstępstwa. Mama w największym stopniu kontrastowała z Matką Bożą w swej wojującej abstynencji, bo przecież w Kanie Galilejskiej na miejscu Maryi z pewnością prosiłaby Jezusa o zamianę w wodę tego wina, które było na początku wesel (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marek Przepiórka - ur. 1945, włóczęga, przebywa w różnych wspólnotach i pustelniach, zimą zwykle wraca do kraju, tłumacz, współpracownik "Gwiazdy Morza". (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Dobrobyt a wojna

Oto posyłam cię...

Pracy i chleba!

Miłosierdzie na szałowo, czyli serduszka Owsiaka

OD HAMLETA DO SATYRA


komentarze



Facebook