Trzy historie

Incognito

Nieczęsto zdarza mi się korzystać z uprzejmości innych kierowców i prosić o podwiezienie. Kilka lat temu łapałem okazję na przystanku kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. W końcu zatrzymał się jakiś samochód.

— Do Warszawy?

— Tak, niech pan wsiada.

Kierowca, dobrze po pięćdziesiątce, nie wydawał się zbyt rozmowny. Ja także zbytnio nie nastawałem. Po kilkudziesięciu minutach — byliśmy już na przedmieściach — nie wytrzymał jednak.

— Jadę do lubej — powiedział, uśmiechając się zawadiacko.

— Jak to: do lubej? — zapytałem.

— No... do lubej — rzekł, mrugając do mnie prawym okiem. — Mieszka w Warszawie, jej mąż jest wojskowym, często go nie ma w domu, no to jadę.

Spojrzałem na niego — zupełnie nie wyglądał na mężczyznę, w którym kobiety szybko się zakochują.

— Co na to żona? — odważyłem się spytać.

— Ona? O niczym nie wie. Wie tylko mój zięć. Mówię mu nawet, kiedy wyjeżdżam. On się wtedy tylko uśmiecha i mruga okiem. Raz nawet załatwił mi alibi. Pyta pan, czy jest wierny mojej córce? Może i jest, a kto go tam zresztą wie.

— Nie sądzi pan, że trzeba z tym skończyć? — zapytałem spokojnie.

Te słowa jakby go sparaliżowały. Nie spodziewał się chyba, że ktoś może zakwe (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Marek Jurzyk - ur. 1966, święcenia kapłańskie otrzymał w 1991 roku, absolwent filozofii na KUL-u, doktorant, zajmuje się etyką prawniczą i filozofią prawa, mieszka w Chicago. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Czy to już koniec kryzysu?

O pewnym Kaszubie emigrancie

Sumy pod placki

Cierpiętniczy XXI wiek

KULEJĄCY BIEDAK


komentarze



Facebook