Archwium > Numer 349 (09/2002) > Szukającym drogi > Zwodniczy urok New Age

Zwodniczy urok New Age

Czy zetknął się Ojciec z książką Willigisa Jägera pt. „Fala jest morzem” 1? Autor pisze z pasją i przekonaniem, powołując się m.in. na licznych chrześcijańskich mistyków. Wydaje się jednak, że kwestionuje potrzebę dogmatów i innych prawd wiary. Bóg w tej książce jest dziwnie bezosobowy, a doświadczenia duchowe różnych religii jakby zlewają się w jedno. I człowiek w końcu nie wie, czy jest to odważne, posługujące się nowym językiem mówienie o mistyce, czy całkowite odstępstwo od wiary, czy też coś pośrodku. Wiem tylko, że czytając tę książkę, czuję niepokój.

 

Dziś publikuje się tysiące tekstów, które skierowane są do ludzi spragnionych głębszego życia duchowego. Pisane są one w różnym duchu, jedne w pełnej wierności Ewangelii, inne — raczej w duchu od niej dalekim. Nie zawsze łatwo jedne od drugich odróżnić. Spróbuję wyjaśnić, skąd się to bierze.

Otóż w ciągu wieków ukształtował się wśród chrześcijan odruch spontanicznej ufności wobec tekstów duchowo wzniosłych i pozbawionych napastliwości. Od czasu bowiem wygaśnięcia starożytnej gnozy teksty tego rodzaju były z zasady zgodne z duchem Ewangelii i budowały chrześcijańską wiarę. Nieufność tradycyjnie budziły dopiero te teksty religijne, które jawnie atakowały wyznawane przez czytelników zasady wiary.

Natomiast czymś relatywnie nowym jest pojawienie się — i to w wielkiej liczbie — tekstów pisanych w duchu gruntownie przeciwnym wierze chrześcijańskiej, które są przepełnione pozytywnymi nawiązaniami do Ewangelii i do wielkich świętych Kościoła oraz wzniosłymi wypowiedziami o Bogu, o Jezusie i o miłości. Choć lubi się w takich tekstach pojawić kąśliwa uwaga pod adresem „chrześcijaństwa dogmatycznego”, to jednak nie ma w nich antychrześcijańskiej agresji. Wręcz przeciwnie, wiele w tych tekstach deklarowanego szacunku wobec wszystkich religii, w tym również wobec chrześcijaństwa. Właśnie ta przyjazność wobec chrześcijaństwa dezorientuje niektórych czytelników. Trudno im zrozumieć, dlaczego zawierzenie tak sympatycznym tekstom miałoby niszczyć ich wiarę.

Skorzystam z okazji, którą mi Pani daje, i spróbuję wyliczyć podstawowe antychrześcijańskie „dogmaty”, które w tych tekstach są propagowane. Wystarczy wprowadzić do swojego serca elementarną czujność na te sześć ziaren śmierci, żeby nauczyć się w lot rozpoznawać „rośliny, których nie sadził Ojciec niebieski” (Mt 15,13) i ich unikać.

Zatem choćby nie wiem, jak wzniośle pisał ktoś o Bogu i o wartościach ewangelicznych i choćby powoływał się obficie na Pismo Święte i na największych mistyków chrześcijaństwa jako na swoje autorytety — niech Pani mocno trwa przy Panu Jezusie i zdecydowanie zamknie się na naukę zawartą w tym tekście, jeśli znajdzie tam Pani choćby tylko jeden z następujących „dogmatów” New Age:

1) Panteistyczne rozumienie Boga.

Niezależnie od tego, czy autor takiego tekstu głosi panteizm otwarcie, czy też protekcjonalnie twierdzi, że na niższym poziomie rozwoju duchowego osobowe rozumienie Boga jest czymś zrozumiałym, czy wyraża się lekceważąco o wierze w Bożą Opatrzność albo o modlitwie wstawienniczej — tekst taki odwodzi od Boga żywego i jest rozsiewaniem śmierci.

2) Lekceważenie rozumu i prawdy.

Jeśli Bóg nie jest kimś osobowym, to rozum jest czymś wtórnym, co wyłoniło się z tego, co irracjonalne, prawda zaś jest czymś relatywnym, co dopiero my konstytuujemy, a ponieważ czynimy to zależnie od naszego usytuowania cywilizacyjnego i społecznego, prawda wczorajsza może już nie być prawdą dzisiaj. Stąd ulubionym argumentem mentalności New Age przeciw różnym prawdom wiary chrześcijańskiej jest slogan: „współczesny człowiek nie jest w stanie w to uwierzyć”, „dzisiaj już nikogo się do tego nie przekona”.

3) Protekcjonalny podziw dla Jezusa.

Jezus to dla New Age tylko moralny kryształ i geniusz religijny, który zresztą raczej nie dorastał do Buddy, gdyż nie potrafił się zdystansować wobec „teistycznego obrazu Boga”. Ta mentalność wzdraga się przed tym, żeby uklęknąć przez Jezusem jako przed Bogiem i Zbawicielem, wcielenie Syna Bożego uznaje za mit i nie wierzy w Jego realne zmartwychwstanie. Co za tym idzie, odrzuca zarówno prawdę o Jego ofierze złożonej na krzyżu, jak i prawdę o Eucharystii.

4) Staranne oczyszczenie nauki moralnej z samego nawet wspomnienia o krzyżu i o potrzebie ofiary.

Nie mówi się o tym w tych tekstach ani wprost, ani w formie sprzeciwu wobec eutanazji, aborcji czy rozwodów. Na temat miłości mentalność ta potrafi mówić bardzo wzniośle, ale przeważnie zapomina o tym, żeby pouczyć, że miłość może być trudna i że od podjęcia tego trudu zależy nieraz jej przetrwanie.

5) Podkreślanie rzekomej bezgrzeszności człowieka.

Nieraz tezie tej towarzyszy ubolewanie z tego powodu, że chrześcijaństwo „uwikłało się w nieszczęsną naukę o grzechu pierworodnym”.

6) Niewiara w życie wieczne, szczególnie zaś w przyszłe zmartwychwstanie.

Już Zygmunt Krasiński zauważył, że jest to logiczna konsekwencja panteizmu. W roku 1836 pisał do swojego przyjaciela, Konstantego Gaszyńskiego:

A jeśli prawdą, że świat tylko nieśmiertelny, a wszystka cząstka jego śmiertelna, bez wiecznej indywidualności? Jeśli Bóg to otchłań tylko przemian bez końca, to wieczność śmierci i urodzin, to łańcuch nieskończony o pryskających ogniwach, to ocean, w którym każda fala wspina się, by kształt dostać, i opada natychmiast bez kształtu? Ach! Powiedz mi, gdzie piękność, gdzie poezja? Bo poezji nie ma bez nieśmiertelnej duszy. (...) Ach, nie ma nigdzie Ciebie, nie ma nigdzie Ciebie, nie ma nigdzie Boga! Jest tylko wieczność siły, nie ma wieczności myśli ani wiary, ani nadziei, bo indywiduów nieśmiertelnych nie ma, są tylko nieśmiertelne nicości. Tak, panteizm jest to rozpacz wyrozumowana, panteizm zatruł mi wiele wiar i dlatego, proszę Ciebie, nie ufaj jemu.

Mógłbym w tym miejscu zakończyć ten list, bo Pani mogłaby już sama bez trudu sprawdzić obecność lub nieobecność tych sześciu śmiercionośnych „dogmatów” w książce, która Panią zainteresowała i zaniepokoiła. Jednak książka Jägera nie jest zwyczajnym tekstem propagandowym. Jest świadectwem złożonym przez katolickiego kapłana i zakonnika, człowieka poważnego, który całe życie spędził na poszukiwaniu tego, co duchowe, ale w tych górach się zabłąkał i utracił swoją chrześcijańską wiarę.

Wyjątkowa zwodniczość tej książki polega na tym, że nie tylko jawnie rozsiewa wszystkie wyliczone wyżej sześć rodzajów ziaren śmierci, ale podpowiada chrześcijańskim czytelnikom, jakoby odejście od Boga żywego i prawdziwego i od Jego Syna, Jezusa Chrystusa, było najwyższym celem chrześcijańskiej wiary. To prawda, że nie ma w tej książce nawet odrobiny tego antykatolickiego nastroju, którego tak wiele w broszurach nad wyraz dzisiaj aktywnych protestanckich radykałów. Do gruntownego porzucenia Ewangelii zaprasza nas ona dobrotliwie i z wielką łagodnością.

Zresztą przypatrzmy się konkretnym tezom tej książki. Zdaniem Jägera, Boga osobowego nie ma. To tylko ludzie, kiedy przestała ich zadowalać świadomość magiczna, zaczęli tworzyć mity i wyobrażać sobie „niebo z bogami — albo też tylko z jednym jedynym Bogiem — organizujące i chroniące świat” (s. 44). Samego nawet Pana Jezusa poklepie Jäger protekcjonalnie po plecach i wypomni Mu dobrotliwie Jego naukę o Bogu osobowym, od razu jednak usprawiedliwiając Go, że przecież każdy jest dzieckiem swoich czasów: „Na pewno Jezus przyczynił się do teistycznej interpretacji swego życia i nauki. Wynika to z natury języka jego czasów” (s. 22).

Trzeba przyznać, że uchwyciwszy się jednoznacznie panteizmu, Willigis Jäger ma dość taktu, żeby nie mówić ani o modlitwie, ani o uwielbianiu Pana Boga, ani o Jego Opatrzności, ani o tym, że On nas kocha i pragnie być przez nas kochanym. Panteizm Jägera jest jednoznaczny: „Istnieje tylko Bóg, albowiem Bóg sam jest bytem. I wszystko, co jest, jest przejawem bytu, niejako skupionym bytem” (s. 52).

W innym rozdziale: „To, co nazywamy Bogiem, rozwija się jak wachlarz w ewolucji. To my jesteśmy epifanią Boga. Tylko nie potrafimy poznać naszej prawdziwej tożsamości. My nie odpadliśmy od Pierwszej Rzeczywistości, jak chce tego koncepcja grzechu pierworodnego. My tylko zapomnieliśmy, że pochodzimy z tej rzeczywistości i nigdy z niej wypaść nie możemy” (s. 74).

Odrzucenie prawdy o grzechu pierworodnym i o naszej grzeszności to prosta konsekwencja odrzucenia prawdy o Bogu osobowym. Skoro inne powody, a nie miłość osobowego Boga — którego, zdaniem Jägera, przecież nie ma — spowodowały nasze pojawienie się na ziemi, to rozumie się samo przez się, że jesteśmy bezgrzeszni. Sama istota grzechu polega przecież na tym, że jest on buntem przeciw zamysłowi Bożej miłości wobec nas. Jäger nie waha się nawet napisać, że „to my zostaliśmy niepokalanie poczęci” (s. 91). Odnotujmy przy okazji, że nie znajdziemy w tej książce ani słowa na temat prawdy, która stanowi fundament naszej wiary w godność człowieka — żeśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże.

Autor nie gardzi chrześcijaństwem z powodu jego duchowego niedorozwoju (a o naszym niedorozwoju świadczy, jego zdaniem, przywiązanie do „teistycznego obrazu Boga”). Przeciwnie, jest pełen wyrozumiałości. Nawet na Dalekim Wschodzie — usprawiedliwia nas, chrześcijan — „buddyjski amidyzm prawie nie różni się w podstawowej strukturze od chrześcijaństwa. Widziałem w Indiach składanie ofiar ze zwierząt, którymi próbowano zjednać sobie boginię Kali” (s. 22).

Warto przypomnieć, że hinduska bogini Kali — cytuję za Słownikiem mitów i tradycji kultury Kopalińskiego — „symbolizuje zniszczenie i krwiożerczość. Ma czerwone oczy, czworo rąk o dłoniach splamionych krwią; nosi naszyjnik z czaszek ludzkich, nauszniki z trupów, a czarne, posmarowane krwią ciało ma opasane wężami”. Przyznam szczerze, że wolałbym, żeby Willigis Jäger był napastliwy wobec chrześcijaństwa, niż okazywał mu wyrozumiałość poprzez podsuwanie nam podobieństwa między ofiarą Jezusa Chrystusa na krzyżu a krwiożerczym kultem oddawanym w Indiach bogini Kali.

Spróbujmy zrekonstruować logikę, która doprowadziła tego benedyktyna do minimalizowania znaczenia krzyża Jezusa Chrystusa i do alergii na sam nawet wyraz „ofiara”. Wyraz ten nie kojarzy mu się z miłością, ale przede wszystkim z rozlewem krwi. Jednak właśnie dzięki temu, co się stało na Kalwarii — dzięki temu, że Jezus przeszedł przez swój krzyż w postawie: „Nie ma większej miłości niż ta, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13) — znaczenie samego wyrazu „ofiara” uległo przeduchowieniu. Ofiara w świecie kultury chrześcijańskiej jest to trwanie w miłości również wtedy, kiedy to trudne, również wtedy, kiedy to bardzo trudne. Słowem, jesteśmy na antypodach kultu bogini Kali.

Postawiliśmy pytanie o duchową logikę, którą kieruje się Willigis Jäger w tej książce. Otóż już w rozdziale wprowadzającym umieścił on zdanie, które wprawiło mnie w zdumienie: „Dziś już prawie nie sposób wytłumaczyć komuś, że dwa tysiące lat temu pewien człowiek umarł na krzyżu, ażeby odpokutować nasze winy” (s. 22). Zatem mniejsza o prawdę, liczy się logika reklamy i marketingu. Kupią to ludzie, czy nie kupią? Potrafimy im to wytłumaczyć, czy nie potrafimy? Zwróciliśmy już uwagę, omawiając sześć charakterystycznych dla New Age rodzajów ziaren śmierci, że w panteistycznym obrazie rzeczywistości prawda i rozumność są czymś wtórnym.

W miarę czytania książki przekonujemy się, że cytowanego przed chwilą zdania Jäger nie napisał szczerze. W końcu bowiem wyjawia nam, że wobec prawdy o krzyżu Chrystusa Pana dystansuje się jednak nie z powodów marketingowych, ale bardziej zasadniczych. On nie wierzy w boskość Jezusa Chrystusa. Zresztą trudno mu się dziwić, bo jakżeż w to wierzyć na podstawie panteistycznego obrazu Boga?

Jezus (przepraszam, że przepisuję tu takie bluźnierstwa) jest Synem Bożym tylko w takim sensie, w jakim jest nim każdy z nas: „Nie mam żadnych trudności, by nazwać Jezusa Synem Bożym. Dla mnie nie ma niczego, co nie byłoby Synem Bożym. »Syn Boży« jest określeniem wszystkich ludzi i wszystkich istot. Bóg wcielił się we wszystko, co ma formę. Nazywamy się wszyscy dziećmi bożymi. Szczególność Jezusa polega na doświadczeniu jedności z tym, co nazywa ojcem” (s. 87).

To właśnie dlatego, że Jezus — zdaniem Jägera, a wbrew temu, w co wierzą chrześcijanie — wcale nie jest Synem Bożym, chrześcijaństwo jest religią tyleż samo wartą, co wszystkie inne, a nawet (ponieważ jest uwikłane w „teistyczny obraz Boga”) ustępuje buddyzmowi jako religii doskonalszej. Jägera w ogóle nie interesuje ta forma aprobaty dla innych religii, którą proponuje chrześcijanom II Sobór Watykański: że nieraz rozsiane są w nich ziarna Przedwiecznego Słowa i „nierzadko mają w sobie promień owej Prawdy, która oświeca wszystkich ludzi” (DRN 2). Ten Autor gruntownie wykreślił z Ewangelii prawdę, że „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16).

Na czym wobec tego, w opinii Jägera, polega szczególne znaczenie Jezusa? „Na tym, że wskazał nam drogę do doświadczenia jedności z boską prazasadą, nie zaś na jego śmierci na krzyżu” (s. 23). W innym miejscu tej książki: „Jezus nie rozumiał swojej śmierci jako śmierci odkupieńczej. (...) W całej metaforyce krwi i odkupienia trudno znaleźć jakiś sens” (s. 88). Jeżeli szuka się tego sensu w okolicach kultu bogini Kali — że dodam od siebie — to niewątpliwie Jäger ma rację.

Nie będę już ani Pani zasmucał, ani sobie sprawiał przykrości cytowaniem jego poglądów odrzucających prawdę o zbawieniu, o Kościele, o Eucharystii. Na gruncie panteizmu i odrzucenia wiary w boskość Syna Bożego są to zresztą poglądy zrozumiałe. Niestety, prowadzą one do śmierci. W życie wieczne zresztą Jäger też nie wierzy: „Czy po śmierci zostanie zachowana indywidualna ciągłość — nie jest dla mnie ważne. Boskie życie, które toczy się dalej, które ani się nie rodzi, ani nie umiera — to jest moja prawdziwa tożsamość” (s. 40) — powiada.

Słowem, serdecznie Pani gratuluję, że podczas lektury tej książki poczuła Pani niepokój.

 

1 Willigis Jäger, Fala jest morzem. Rozmowy o duchowości, tłum. Zenon Mazurczak, Jacek Santorski et Co., Warszawa 2002, 208 s.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

PROCES UCHWALANIA DOGMATÓW

Pierwsza komunia dziecka z niepełnosprawnością umysłową

Problemy z wyborem rodzica chrzestnego

Czy masz pewność, że sam nie poprosisz kiedyś o eutanazję?

Ewangeliczne świadectwa boskości Pana Jezusa


komentarze



Facebook