Szkoła na zapisy
Sztuka w doborze personelu szkół katolickich polega nie na szukaniu ludzi z kolekcją dyplomów, ale takich, którzy mają wrodzony talent do pracy w szkole.

„Ameryka — powiedział kiedyś Jacek Fedorowicz — to ogromny kraj. Tak ogromny, że jak dobrze poszukać, to można w niej znaleźć wszystko. Nawet stare numery »Trybuny Ludu«”.

Tę zasadę warto pamiętać. Cokolwiek by o Ameryce powiedzieć, zawsze można — jeżeli dobrze poszukać — znaleźć wyjątek pokazujący, że jest na odwrót.

Kiepskie szkoły

Gdy powiem, że poziom amerykańskich szkół publicznych jest raczej marny, to zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że akurat w jego okolicy jest on bardzo wysoki. I pewnie będzie to prawda. Nie zmienia to jednak faktu, że na ogół jest kiepski.

O tym, dlaczego szkolnictwo w Ameryce wygląda tak, jak wygląda, można mówić w nieskończoność i podawać tysiące powodów, każdy prawdziwy. Szkoły są marne, bo w USA nie ma — tak jak w Polsce — podziału na szkoły zawodowe, technika i licea grupujące młodzież o różnych uzdolnieniach i zainteresowaniach. Jeżeli wymieszamy w jednej klasie uczniów z elitarnego krakowskiego lub warszawskiego liceum z młodzieżą z zasadniczej szkoły zawodowej, to efektem — z całym szacunkiem dla uczniów z zawodówki — będzie równanie w dół.

Innym powodem jest to, że szkoły publiczne zostały opanowane przez doktrynalnych ideologów, według których edukacja powinna zostać zastąpiona indoktrynacją. Co jakiś czas wybuchają skandale, gdy lok (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Tomasz Włodek - ur. 1965, pracownik naukowy, przebywa w USA, publikuje w miesięczniku "W drodze" oraz w polskiej prasie wydawanej poza granicami kraju. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Skrobanie emerytur

Doskoczyć do istoty rzeczy

Postęp czy regres?

Tak się zaczęło

Góry Tabor i Hermon


komentarze



Facebook