Gniew Boży

Opowiadał mi frater Adalbertus:

„Pewnego dnia pokłóciłem się srodze ze współbratem. Wydawało mi się, że był wyjątkowo niegodziwy. W pewnym momencie przebrał miarę i — jak to mówią — odpadła mi czapka. Wynikła z tego straszna awantura, po której zdegustowany wybiegłem na ulicę. Przygnębiony pętałem się bez celu. Przechodziłem też obok małego kościółka ukrytego pośród kamienic. Postanowiłem do niego wejść. Był barokowy, ze wspaniałym malowidłem na suficie: otwarte niebo i siedzący na chmurach Bóg Ojciec ciskający gromy na rzeszę potępionych golasów. W kościele było pusto i cicho, a ja — ciągle pod wrażeniem niedawnej kłótni — powiedziałem na głos:

— Czy może być coś gorszego na tym świecie?

Nie spodziewałem się odpowiedzi, ale ta nieoczekiwanie nadeszła. Gdzieś z góry usłyszałem głos odbijający się echem od sklepienia i murów:

— Gniew Boży!

Rozejrzałem się. Skąd ten głos mógł dochodzić? Pod jedną ze ścian rozstawione było rusztowanie, widać odnawiano stare freski. Rzeczywiście, na jednej z desek rusztowania ktoś siedział, dyndając giczołami.

— Jak się go ustrzec? — zapytałem.

— Poskramiając swój własny gniew — doszedł mnie głos z góry.

— To nie jest takie łatwe — powiedziałem, pamiętając, jak zupełnie niedawno odpadła mi czapk (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Włodzimierz Fenrych - ur. 1955, absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, obieżyświat, publikował w "Czasie Kultury", "Spotkaniach" i "Tygodniku Powszechnym", żonaty, ma trójkę dzieci, mieszka w Wielkiej Brytanii. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Płomień

Na progu

Tysiąc kroków

O wieczorze

Źródło


komentarze



Facebook