W nasze brudne dłonie
Pwt 11,18.26-28 Rz 3,21-25a.28 Mt 7,21-27

Paweł, ów faryzeusz, który został uwolniony z duchowej ciasnoty przez spotkanie z Jezusem, wspaniale rozbraja nasze niedobre myślenie, duchowe zahamowanie. Może on być nam szczególnie bliski, ponieważ jego droga do Jezusa różniła się od drogi pozostałych apostołów. Nie opierał się na wspomnieniach, więc podobnie jak my potrzebował innych narzędzi duchowych, aby jego obcowanie z Jezusem było prawdziwe.

W centrum przesłania Pawła jest nauka o usprawiedliwieniu. Nie wystarcza nam, że mamy od Boga wzór postępowania, mamy program wyszczególniony w przykazaniach, w nakazach i zakazach, w modelu, do którego chcemy własnym wysiłkiem dorosnąć. W centrum jest Chrystus zmartwychwstały, Odkupiciel, który zna nasze słabości, dobrze wie o naszych ograniczeniach, o tym, że nasze własne wysiłki mogą być jedynie puste, słabe.

Ta wiedza Jezusa nas nie przeraża. Ona jest radością. Jezus wiedząc, że niewiele możemy sami, bierze nas na swoje ramiona. Nasza ludzka sprawiedliwość jest mizerna, ale Chrystus wypełnia ją swoją boską sprawiedliwością. Od wewnątrz jesteśmy wypełnieni mocą, miłością, wrażliwością, ofiarnością samego Jezusa. I dobro, które spełniamy, jest od wewnątrz ubogacone dynamiką samego Boga!

Odruch sprawiedliwości się buntuje przeciwko takiej perspektywie. Jak to jest możliwe? W moich rękach, w ciele, w decyzjach, w mojej ofiarności, jak w dziurawym, glinianym, brudnym garnku jest złożone najszlachetniejsze wino? To się nie godzi! Znam siebie, wiem, że w moich rękach, w ciele, w moich zmiennych i nie w pełni zaangażowanych decyzjach, w mojej ofiarności skażonej pychą i koncentracją na sobie jest tyle brudu, tyle grzechu, tyle ukrytej podłości! Gdzieżby Bóg chciał deponować swoją sprawiedliwość, swoją boską miłość w moim kruchym, błądzącym i nade wszystko zabrudzonym sercu!

Jednak właśnie tutaj dokonuje się wspaniała tajemnica. Chrystus bierze na siebie nasz brud, pozwala, aby on Go skaził, aby zranił Jego wrażliwość. On gładzi grzechy, czyli ściąga na siebie ten brud, a ów raz ściągnięty, już nas nie brudzi. Gdy Chrystus bierze na siebie naszą grzeszność, jesteśmy od niej uwolnieni. Możemy więc z ufnością czerpać pełnymi garściami Bożą miłość w nasze kruche, brudne dłonie i przekazywać ją dalej. Nie, to niemożliwe, przecież za chwilę znowu zgrzeszę, znowu się zabrudzę, i znowu nie będzie wypadało, aby Boża moc przeze mnie przechodziła. Nie szkodzi! Chrystus jest naszym usprawiedliwieniem; On nie jest sparaliżowany naszą słabością. Pomimo naszej grzeszności On ciągle w nas inwestuje.


Wojciech Giertych OP - ur. 1951, dominikanin, profesor teologii moralnej w rzymskim Angelicum, Teolog Domu Papieskiego, ostatnio wydał "Fides et passio" (2016), mieszka w Watykanie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Śmierć za garnek mleka

Niewykorzystany kapitał?

PROGRAM NIEUŻYWANY

Kościół w centrum tajemnicy

Zrodzony, a nie wyprodukowany


komentarze



Facebook