Cóż mam z tobą uczynić?
Oz 6,3-6 Rz 4,18-25 Mt 9,9-13

„Cóż mam z tobą uczynić, Judo? Cóż mam z tobą uczynić, Efraimie?”. I tak to się powtarza. Słowa te nie pozostają nieme w księdze proroka Ozeasza, ale ciągle wypowiada je nad nami Pan: „Cóż mam z tobą uczynić? (...) Moje przyjście jest pewne jak poranek i jak deszcz”. Oparcie na tej pewności swojego życia nie oznacza nierozumnego skazywania się na udrękę czekania na jakieś „być może”. Obietnica Boga jest jasna, dlatego spychanie opartej na niej wiary w sferę czegoś niejasnego, niekonkretnego i „nie z tej ziemi” jest nieporozumieniem. Jego obietnica to nie mniej niż przyrzeczenia, które dajemy sobie nawzajem czy też sami sobie, a przecież nie wahamy się budować na ludzkich zapewnieniach. Nawet bolesny zawód nie przeszkadza, aby rozpoczynać od nowa.

Cóż mam więc z tobą uczynić, abyś uwierzył, abyś chciał budować na Moich obietnicach, abyś ujrzał w nich solidny fundament, a nie zwodniczą fatamorganę? To jest właśnie widzenie rzeczy takimi, jakie one są. Dzisiejsze drugie czytanie nie przypadkiem nazywa tę postawę sprawiedliwością. Wiara została Abrahamowi policzona za sprawiedliwość, bo nie wahał się uznać, że Bóg jest prawdomówny, że na Jego obietnicach można budować. Nie wahał się uznać, że Bóg jest Bogiem. Oznaczało to dla niego przyznanie, że można rozpoczynać od nowa także wtedy, gdy wydaje się to niemożliwe, gdy ma się sto lat, duże doświadczenie i niewiele perspektyw.

Nie każdy jest Abrahamem i nie każdy musi być „ojcem wszystkich wierzących”. Nie chodzi o to, aby się konfrontować z przykładami, a potem się tłumaczyć, że się do nich nie dorasta. Nic nie tracimy na przyznaniu się, że często brakuje nam sprawiedliwości, o której mówi Pismo. Nawet wtedy i może przede wszystkim wtedy nową aktualność zyskują słowa Jezusa: „Nie przyszedłem wzywać sprawiedliwych, ale grzeszników”. Gdy rozpoznajemy w sobie brak sprawiedliwości, również tej płynącej z wiary, to jest to dobry moment, by na nowo usłyszeć odpowiedź Pana Boga na pytanie: „cóż mam z tobą uczynić?”. Jest nią tylko jedno Słowo. To, które stało się ciałem: Jezus Chrystus. On, który jest odpowiedzią na pytanie, zarazem je wzmacnia i czyni je o wiele bardziej dramatycznym: cóż mam z tobą uczynić, skoro nawet własnego Syna posłałem specjalnie dla ciebie, po to, aby ciebie, niesprawiedliwego szukał i ocalił? Cóż mam z tobą uczynić – mówi w końcu sam Jezus – cóż mogę więcej uczynić ponad to, że umarłem i zmartwychwstałem, abyś ty, umierając ze mną, mógł żyć?


Piotr Napiwodzki OP - ur. 1972, dominikanin, dr teologii Uniwersytetu Fryburskiego, rektor Kolegium Filozoficzno-Teologicznego Dominikanów, mieszka w Krakowie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

W Kościół wierzyć nie trzeba

Na tym się Kościół nie kończy

Czy sukcesja to sukces?

Życie wieczne dla każdego?

Pochwała ogłoszeń


komentarze



Facebook