Uczenie miłości
2 Krl 4,8-11.14-16a Rz 6,3-4.8-11 Mt 10,37-42

Oglądałem kiedyś reportaż o życiu chińskiej rodziny z Szanghaju. Miała do dyspozycji tak małe mieszkanie, że zmuszona była oddać babcię do jednego z nielicznych w tym mieście domów starców. Mimo codziennych odwiedzin i zapewnień z jej strony o dobrym samopoczuciu w nowym otoczeniu rodzina nie mogła się pozbyć silnej rozterki wynikającej z naruszenia głęboko zakorzenionej w chińskiej mentalności zasady, że dzieci powinny osobiście sprawować opiekę nad starzejącymi się rodzicami.

Zupełnie inna sytuacja panuje w Niemczech. Tu zamiar udania się do domu starców, mimo posiadania nawet kilkorga dzieci, nikogo nie szokuje i wydaje się w większości przypadków czymś zupełnie naturalnym. W cenie jest niezależność i nieskrępowanie. Pamiętam, jak pewna 90–letnia Niemka, matka pięciorga dzieci, skarżyła mi się, że nawet w Wigilię Bożego Narodzenia zostaje sama, chociaż jeden z jej synów mieszka zaledwie parę ulic dalej.

Na tym tle przypatrzmy się wymaganiom stawianym przez Jezusa. Na pierwszy rzut oka nie zgadzają się z naszą miłością do rodziców. W czasach emerytur, rent i opieki społecznej problem nie wydaje się aż tak dramatyczny jak za życia Chrystusa, kiedy dzieci były dla rodziców jedynym zabezpieczeniem na starość. Niemniej istnieje w relacji do rodziców coś, czego nie zastąpią żadne pieniądze: bliskość, serdeczność, zainteresowanie, troska. Czy Jezus domaga się, by ze względu na głoszenie Ewangelii zrezygnować i z tych oznak szacunku i miłości? Można mnożyć podobne pytania i nie uzyskać na nie zadowalającej odpowiedzi. Warto jednak zdać sobie sprawę, że nasza ludzka miłość do najbliższych osób nie będzie nigdy większa od miłości Boga. Nie chodzi o to, by kochać rodziców (rodzeństwo, współmałżonka, dzieci, przyjaciół) bardziej od Chrystusa, ale by starać się ich kochać przynajmniej tak, jak Jezus ich umiłował.

To samo można powiedzieć o dziełach, zwłaszcza tych w służbie Bogu i Kościołowi. Ileż osób tak się z nimi zidentyfikowało i do nich przywiązało, że zamiast wielkodusznie pozwolić im się dalej rozwijać, uczyniło z nich swego bożka, usychając w końcu wraz z nim. Najszczytniejszych dzieł i misji dokonywanych w imię miłości Boga i bliźniego nie można kochać bardziej niż Jezusa, ponieważ mogą się stać więzieniem dla naszego serca, a dla innych źródłem udręki.

Jezus chce przypomnieć, że każda ludzka miłość jest tylko wtedy prawdziwa, gdy wykracza poza wymiar doczesności, i tylko wtedy może się rozwijać, gdy sięga korzeniami do swego źródła, czyli Boga.


Aleksander Klima OP - ur. 1962, dominikanin, mgr biologii UJ, jest duszpasterzem zespołu domów seniora w Monachium-Kieferngarten, mieszka w Monachium. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Kościół katolicki na Tajwanie

CZY PANI MI WIERZY?

Podzielam troskę

Bóg stworzył słońce i księży

Usłyszeć głos wnętrza


komentarze



Facebook