Dwa oblicza
Mt 21,1-11 Iz 50,4-7 Ps 22 Flp 2,6-11 Mt 26,14-27,66

W pokoju mojej cioci wisi portret pięknej dziewczyny. Wszystko jest na nim złote. Złotem połyskują nawet zaróżowione policzki pełnej, jeszcze dziecięcej, twarzy i radosne, jasne spojrzenie. Pod obrazem, na kanapie, siaduje moja ciocia: starsza pani o zatroskanych oczach. Obraz na ścianie to jej portret. Dwie twarze zupełnie do siebie niepodobne. Różni je jednak nie tylko czas, lecz raczej ślad bolesnej wiedzy o świecie. Dziewczyna spogląda śmiało w szczęśliwe i piękne nieznane. Kobieta o smutnych oczach poznała przyszłość: wojnę, tragiczną śmierć matki i koszmar nastolatki zamkniętej za drutami obozu. Ilekroć odwiedzam jej dom, śledzę uważnie ów niemy dialog dwóch twarzy, dwóch kobiet.

Podobnie jest w czasie liturgii Niedzieli Palmowej, którą rozpoczyna opis radosnego orszaku Jezusa przybywającego do Jerozolimy. Już kilka minut potem wszystko się zmienia. Tłum, który przed chwilą krzyczał: „Hosanna!”, teraz wrzeszczy: „Ukrzyżuj!”; apostołowie, którzy otaczali Mistrza, teraz chyłkiem opuszczają mury miasta; kobiety wyciągające na rękach dzieci, teraz chowają je z lękiem w fałdach sukni; mężczyźni, którzy obmyślali już plany walki, teraz powtarzają: „A myśmy się spodziewali”. Cień krzyża wywołuje popłoch.

Oczywiście wiem, że po Golgocie czeka na mnie otwarty grób i radość spotkania ze Zmartwychwstałym. Czy jednak nie nazbyt lekkim krokiem biegnę w kierunku Wielkiej Nocy? Nie ma przecież niedzieli bez piątku i ten smutny dzień także muszę przeżyć: wszystkie jego godziny i minuty, każdy krok krzyżowej drogi, nieskończenie długie chwile agonii, paroksyzm śmierci i tę nieznośną pustkę, kiedy kamień zasłoni jamę pieczary.

Mimo lęku próbuję zostać pod krzyżem. Gdybym mógł popatrzeć teraz we własną twarz, czy byłoby na niej zdumienie, przerażenie, złość? Jeśli mógłbym wybierać, to chciałbym dostrzec w mej twarzy to, co widzę w twarzy kobiety siedzącej pod złocistym portretem. Jest w niej miłość. Miłość do tej naiwnej, jasnowłosej dziewczyny, miłość do tych, których pożegnała w ciągu długiej wędrówki, i miłość do tych, którzy jeszcze z nią idą. Miłość świadoma zła, ale ufna w moc dobra. Miłość, widoczna na twarzach osób, które umiały popatrzeć w cierpiące oblicze Chrystusa.

W Niedzielę Palmową zatrzymajmy się pod krzyżem i spójrzmy w twarz naszego Zbawiciela. Dajmy sobie czas, aby dotarło do nas Jego cierpienie, pozwólmy się skruszyć miłości, która oddała za nas najniewinniejsze życie. Niech zrodzi się w nas prawdziwa mądrość niosąca pokój nam i naszym bliźnim, których krzyż przygniata do ziemi i którym trudno jest czekać z nadzieją na niedzielny poranek.


Paweł Krupa OP - ur. 1965, dominikanin, historyk mediewista; był dyrektorem Instytutu Tomistycznego, obecnie jest kapelanem sióstr dominikanek klauzurowych w Radoniach pod Warszawą. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

AKADEMIA KATOLICKA

Kawałki diabelskiego lustra

Śmieszne piramidy małych faraonów

Napomnienie z miłością

JEZUSOWA KOMPANIA


komentarze



Facebook