Pamiętajcie
Dz 10,34a.37-43 Ps 118 Kol 3,1-4 Łk 24,13-35

Wieczorna Msza niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego ma przedziwny nastrój. Jeszcze wszyscy pielęgnują w pamięci przebogatą liturgię Wigilii Paschalnej zakończoną radosną procesją rezurekcyjną, a tu zdziwienie: „To już po wszystkim? Na to czekaliśmy tyle dni? Tyle przygotowań, spowiedzi, rekolekcji? Naprawdę to już koniec?”.

W taki wieczór czytamy Ewangelię o uczniach idących do Emaus. Rozproszeni i zagubieni idą, nie wiedząc właściwie dokąd i po co. Wszystko dokładnie pamiętają, potrafią opowiedzieć o minionych wydarzeniach przygodnie spotkanym osobom, ale drąży ich myśl: „a myśmy się spodziewali”...

Można też zapytać tak: od dwóch tysięcy lat obchodzimy zmartwychwstanie Zbawiciela, ale czy ludzkość stała się przez to lepsza? Albo bardziej osobiście: od dziecka każdy z nas obchodzi te święta, czy coś się po nich zmienia? Czy naprawdę warto wierzyć, że świat może być inny dzięki śmierci jednego człowieka, nawet jeśli zmartwychwstał?

Kiedyś w szpitalu jedna z pacjentek pokazała mi stary, stukartkowy zeszyt, w grube linie, mówiąc, „kiedy czuję, że Bóg jest daleko, to mi pozwala żyć”. To nie był zwyczajny pamiętnik. 20 lat temu zginął mąż tej kobiety wraz z jednym z ich dzieci. Wtedy jakiś ksiądz powiedział jej mniej więcej tak: nie chcę ci opowiadać o byciu mocnym i ufności, ale proszę, abyś zaczęła zapisywać wszystkie dobre rzeczy, które ci się w życiu przydarzają, wszystkie momenty, kiedy poczułaś jakiś rodzaj Bożej obecności. „Kiedy jest mi ciężko, zawsze sobie go czytam”, mówiła ta pani. „To moja osobista biblia, historia spotkań z Bogiem”. Co było w środku? Same zwyczajności: córka wreszcie przyszła w odwiedziny, wnuczka potrącił samochód, ale nic mu się nie stało, nabożeństwo majowe na polu przy kaplicy było bardzo piękne.

Zatem to takie proste? Wystarczy tylko pamiętać, nauczyć się rozpoznawać obecność Boga? Tak, wystarczy, ale są różne rodzaje obecności. Msza św. papieska na Błoniach w Krakowie podczas ostatniej wizyty. Był tam Papież czy nie? Fotel stał pusty, a przecież niemal widzieliśmy gesty, słyszeliśmy słowa. To tylko zwykły człowiek. O ileż głębiej można doświadczyć obecności Boga żywego, który naprawdę i realnie mieszka w naszym życiu.

Stoi przed nami to samo zadanie: pamiętać gesty, słowa, po to, aby nauczyć się Go rozpoznawać, szczególnie wtedy, gdy wydaje się daleki, gdy wydaje się, że nic się nie zmienia i może nie warto było się starać. Niby nic się nie zmienia, a przecież „rozpoznali Go po łamaniu chleba” i pytali „czy serce w nas nie pałało?”. Bo Pan rzeczywiście zmartwychwstał.


Jarosław Głodek OP - ur. 1965, dominikanin, doktor politologii, socjusz prowincjała, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Odmieniec

Jezu, jak mi się nie chce

Kłopoty z procentami

Połowa prawdy

CISI, CZYLI MOCNI


komentarze



Facebook