Archwium > Numer 343 (03/2002) > Szukającym drogi > Chrześcijański antyfeminizm?

Chrześcijański antyfeminizm?

Przesyłam Ojcu ściągniętą z Internetu listę koszmarnych wypowiedzi różnych autorytetów Kościoła na temat kobiety. Kogóż tam nie ma! Jest i święty Tomasz z Akwinu, który miał twierdzić, że „dziewczynki powstają z uszkodzonego nasienia lub też w następstwie wilgotnych wiatrów”. Jest tam św. Jan Chryzostom ze swoim rzekomym twierdzeniem, że „kobiety są przeznaczone głównie do zaspokojenia żądzy mężczyzny”. I jeszcze jakiś Karpokrates: „Kiedy widzisz kobietę, pamiętaj: to diabeł! Ona jest swoistym piekłem”.

Przypuszczam, że są to zdania wyrwane z kontekstu. Jednak myślę zarazem, że coś na rzeczy tu chyba jest: że trochę antyfeminizmu w historii chrześcijaństwa jednak było? W końcu jest jednak faktem, że w samej nawet Biblii mamy opis stworzenia Ewy z żebra Adama.

 

Przepięknie interpretuje stworzenie pierwszej kobiety z żebra pierwszego mężczyzny Cyprian Norwid:

Gdy zasnął Adam, w sobie miał już żonę,
Nie tę lub ową, poza nim stworzonę,
Lecz jako żebro sercu jego bliską,
Miał ją — a Bóg jej dał byt i nazwisko.
               (Niewola. Rapsod, I)

Jeśli uważnie wczytamy się w biblijny opis stworzenia pierwszej kobiety z żebra Adama, przekonamy się, że interpretacja naszego wielkiego poety nie jest dowolna, ale wyrasta z głębokiego zrozumienia świętego tekstu. Właśnie fundamentalna równość mężczyzny i kobiety jest podstawowym przesłaniem tego tekstu. Zawiera się w nim ponadto teza, że monogamiczny związek mężczyzny i kobiety jest ważniejszy nawet niż więzi łączące człowieka z własnymi rodzicami.

Zauważmy bowiem, że motyw stworzenia z żebra jest ewidentnie podporządkowany słowom wypowiedzianym przez Adama, kiedy po raz pierwszy zobaczył Ewę: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!” (Rdz 2,23). Otóż zwrot ten pojawia się w Biblii kilkakrotnie (Rdz 29,14; Sdz 9,2; 2 Sm 5,1), zawsze, aby podkreślić wspólnotę rodzinną, nigdy zaś, żeby przypominać relację niższości czy podporządkowania.

Druga część wypowiedzi Adama jeszcze mocniej zaznacza jego przeświadczenie o wzajemnej równości z Ewą. Bibliści zwracają uwagę na grę słów ogromnie ważną dla sensu tego zdania, która jest zagubiona w przekładzie polskim: „Ta będzie zwana niewiastą (iszah), bo ta z mężczyzny (isz) została wzięta” 1

To właśnie dzięki temu przypomnieniu o pierwotnej równości mężczyzny i kobiety autor biblijny będzie mógł dyskryminację kobiety, która była faktem we współczesnym mu społeczeństwie, przedstawiać jako owoc grzechu (Rdz 3,16). Znamienne również, że małżeństwo, pomyślane przez Stwórcę jako związek głębszy niż jakiekolwiek inne więzi rodzinne (Rdz 2,24), uległo degradacji przede wszystkim wśród potomków Kaina (Rdz 4,19).

W Starym Testamencie znajdziemy bardzo wiele świadectw, że grzech nie zaciemnił wszystkiego i kobiety nieraz były autentycznie szanowane i kochane. Kobieta miała jakąś wolność wyboru małżonka (Rdz 24,57n), rzeczywiście współgospodarzyła ze swoim mężem (Rdz 17,3–8), jako matka była kochana i szanowana przez dzieci na równi z ojcem (Wj 20,12; Tb 4,3n; Prz 23,22.24n; Syr 7,27n). Zna ponadto Stary Testament przypadki serdecznej miłości małżeńskiej do żony mimo jej bezpłodności (1 Sm 1,8). Co więcej, całkiem niemało kobiet hebrajskich odegrało w dziejach swojego ludu rolę wręcz pierwszoplanową — żeby wspomnieć prorokinie Deborę (Sdz 4n) i Chuldę (2 Krl 22,14–20) czy prawdziwe bohaterki, Judytę i Esterę.

Przełom jednak dokonał się dopiero w Nowym Testamencie. Pan Jezus wezwał wszystkich do odbudowywania sytuacji sprzed grzechu (Mt 19,8). On sam, przekraczając różne przepaści, którymi ludzie się wzajemnie od siebie pooddzielali, dawał nam przykład nowego stosunku również do kobiety (J 4,27; Łk 7,37–39; 10,38–42). Toteż nic dziwnego, że Kościół od pierwszych dni swojego istnienia udzielał chrztu kobietom na równi z mężczyznami (Dz 5,14; 8,12; 9,2), mimo że w Starym Testamencie obrzęd przyjęcia do ludu Bożego dotyczył wyłącznie mężczyzn. I apostoł Paweł głosił jasną zasadę, że „nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,28).

Myślę, że nawet jeżeli ktoś o tym wszystkim nie wie, to przecież nasza zbiorowa podświadomość przechowuje pamięć o wielkiej roli chrześcijaństwa w procesie emancypacji kobiety i chyba właśnie dlatego chrześcijańskie wypowiedzi antyfeministyczne — bo takie rzeczywiście się zdarzały — budzą nasze zdumienie i szczególne zgorszenie. Choć z drugiej strony, przypatrując się przysłanej mi przez Pana liście takich wypowiedzi, muszę powiedzieć, że trzeba było dużej arogancji, żeby coś takiego sporządzić i popularyzować. O tym jednak za chwilę.

Najpierw postawmy sobie pytanie, na czym polega zło antyfeminizmu. Otóż jest on jednym z przejawów tak charakterystycznej dla grzeszników pogardy dla wszystkiego, co słabe. Niestety, wszystkie bez wyjątku, nawet te najbardziej szacowne, cywilizacje i kultury były naznaczone różnymi formami pogardy dla słabych, w tym m.in. antyfeminizmem. Zostawmy na boku antyfeminizm obecny w kulturze chińskiej, japońskiej czy hinduskiej, wyrażający się również we współczesnych Indiach czy Chinach m.in. plagą zabijania nowo narodzonych dziewczynek. Przede wszystkim spróbujmy sobie uświadomić, jak głęboki antyfeminizm przenikał te cywilizacje, z których sami wyrastamy, a więc cywilizację grecką, rzymską oraz żydowską.

Ułatwię sobie zadanie i listę antyfeministycznych przesądów głoszonych przez najczcigodniejszych patriarchów kultury greckiej przedstawię za światowej sławy teologiem prawosławnym Paulem Evdokimowem. „Zasada dobra tworzy porządek, światło, mężczyznę, zasada zła tworzy bezład, ciemność i kobietę” — to nauka Pitagorasa.

Także Arystoteles, kiedy oznajmia, że materia jest kobiecej natury, a zasada ruchu ma naturę męską, chce przez to powiedzieć, że kobieta należy do całkiem innego wymiaru, nie jest konstytutywnym elementem ludzkiej wspólnoty, która posiada cechy wyłącznie męskie. „Samica jest rodzaju żeńskiego na skutek braku określonych właściwości” 2

Kategoria braku — dodam od siebie — była podstawową intuicją Arystotelesa, kiedy zastanawiał się nad zróżnicowaniem płci. Dziewczynki — twierdził m.in. w czwartej księdze O rodzeniu się zwierząt — rodzą się wskutek braków, które zaistniały w momencie ich poczęcia (nadmiar wilgoci, niekorzystne wiatry, niedostatek lub nadmiar ciepła). Ta sama intuicja kazała wielkiemu filozofowi odmówić kobiecie prawa do aktywności obywatelskiej. „Chwałą kobiety jest jej milczenie” — twierdzi w swojej Polityce.

Również zdaniem Platona — znów cytuję Evdokimova:

powinno się dziękować bogom, że się jest mężczyzną, bytem wolnym od braków. Zrozumiałe więc, dlaczego to Pandora spowodowała rozprzestrzenienie się wszelkiego zła, skoro bogowie, chcąc się zemścić na ludziach, wynaleźli kobietę i wraz z nią sprowadzili na świat bierność, wielość, materię, bezład.

Otóż bardzo to prawdopodobne, że jedno z osiemnastu błogosławieństw odmawianych przez pobożnych Żydów: „błogosławiony bądź, Panie, że nie stworzyłeś mnie kobietą”, jest owocem wpływów greckich na judaizm.

Z kolei w starożytnym Rzymie kobiety miały tylko ograniczoną zdolność prawną, były zrównane z chłopcami, którzy nie ukończyli czternastego roku życia 3 Mediewistka francuska Régine Pernoud w swojej znakomitej książce Kobieta w czasach katedr, twierdzi, że to wskutek wzrastającej recepcji prawa rzymskiego, której kulminacją był Kodeks Napoleona, sytuacja prawna europejskiej kobiety była bez porównania gorsza w czasach nowożytnych niż w średniowieczu.

Rzecz jasna, w źródłach kultury starogreckiej i starorzymskiej nie brak również jasnych kart, świadczących o tym, że dyskryminacja nie była tam jedyną postawą wobec kobiety, że również w tamtych społeczeństwach niektóre kobiety cieszyły się godnym zauważenia znaczeniem społecznym i szacunkiem. Niemniej wydaje się, że nie było w tamtych kulturach niczego, co byłoby analogiczne do biblijnej nauki o pierwotnej równości mężczyzny i kobiety. Toteż nie da się przecenić znaczenia, które dla budowania nowego obrazu kobiety i jej miejsca w społeczeństwie miała chrześcijańska nowina, że w Jezusie Chrystusie „nie ma już mężczyzny ani kobiety”.

Oczywiście, chrześcijaństwo nie jest ani nigdy nie było ruchem społecznym na rzecz równouprawnienia niewolników i kobiet, jest ono nowiną o Bożym miłosierdziu wobec nas wszystkich. Toteż, głosząc od początku fundamentalną równość mężczyzn i kobiet, wolnych i niewolników, Kościół nie zajmował się burzeniem zastanych niesprawiedliwych struktur. W listach apostolskich znajdziemy wręcz pouczenia, ażeby się do tych struktur zewnętrznie dostosować. Pouczenia te zawierają zresztą znamienne uzasadnienie: „ażeby nie bluźniono słowu Bożemu (Tt 2,5; por. 1 Tm 6,1; 1 P 2,12). Kościół rozbijał te struktury od wewnątrz — poprzez wytrwałe głoszenie, że w obliczu Boga wszyscy ludzie są nie tylko sobie równi, ale że Bóg szczególnie kocha słabych i poniżonych (1 Kor 1,25–29).

Przypatrzmy się teraz przysłanej mi przez Pana liście wypowiedzi antyfeministycznych, które znajdują się rzekomo w pismach Ojców i doktorów Kościoła oraz w dokumentach dawnych synodów. Zacznę od tajemniczego Karpokratesa, którego autor listy przedstawia jako „założyciela klasztoru”. Owszem, był Karpokrates założycielem, ale... antychrześcijańskiej grupy gnostyckiej. O jego rzeczywiście bulwersujących poglądach na temat kobiet można przeczytać w Kobiercach (III 2) Klemensa z Aleksandrii.

Jest na tej liście kilka, tendencyjnie zresztą przetłumaczonych uchwał dawnych synodów zawierających zakaz nocowania kobiet u osób duchownych. Przytoczę najważniejszą spośród tych uchwał, mianowicie pochodzący z roku 787 kanon 18 soboru w Nicei, żeby zrozumieć, o co naprawdę w tych uchwałach chodziło, i ocenić ich „antyfeminizm”. Tekst jest przetłumaczony wiernie, ale gdyby jakiś złośliwiec trochę go przeinaczył, też mógłby mieć wydźwięk antyfeministyczny:

Kobietom nie wolno mieszkać w domach biskupich ani w klasztorach męskich. „Nie bądźcie zgorszeniem dla obcych” — mówi Apostoł Boży. Zamieszkiwanie kobiet w domach biskupich i klasztorach staje się przyczyną zgorszenia. Jeśliby odkryto, że jakiś biskup lub opat trzyma u siebie, w domu biskupim albo w klasztorze, do posług niewolnicę lub niewiastę wolną, ma być upomniany, a gdyby i wówczas jej nie zwolnił, zostanie zdeponowany. Jeśliby zaś się okazało, że niewiasty przebywają w domach wiejskich, do których biskup lub opat chciałby przyjeżdżać, to w czasie pobytu biskupa lub opata żadna z tych niewiast nie może wykonywać w tym czasie swoich posług. Powinny mieszkać wówczas w innym miejscu tak długo, aż biskup lub opat nie wyjedzie, aby nie było powodu do żadnych pomówień.

Widzę ponadto na przysłanej mi przez Pana liście trzy wypowiedzi przypisane świętemu Tomaszowi z Akwinu. Ktoś, kto nigdy o tym myślicielu nie słyszał, musiałby na podstawie tych wypowiedzi wyrobić sobie zdanie, że był to człowiek bezdennie głupi i chorobliwie antykobiecy. Przytoczony przez Pana fragment jednej z tych wypowiedzi dobrze oddaje ducha, w którym wszystkie one zostały wybrane i podrasowane.

Tak się składa, że święty Tomasz z Akwinu rzeczywiście przejął — niewątpliwie niesłuszny — pogląd Arystotelesa, który męskość i kobiecość opisywał poprzez przeciwstawienie tego, co aktywne, temu, co bierne. Prawdą jest również, że trzy razy — zaledwie trzy razy, bo nie zapominajmy, że dzieła świętego Tomasza obejmują ponad sto tysięcy stron! — przytacza dziwaczne poglądy „genetyki” Arystotelesa, za każdym razem starannie jednak zaznaczając, że są to poglądy tego filozofa.

Autor napastliwej listy równie starannie z podanych przez siebie cytatów owe zaznaczenia powykreślał. Tu jednak chciałbym zwrócić uwagę na co innego. Trochę dzieł świętego Tomasza przetłumaczono na polski, każdy więc może sprawdzić, że był to myśliciel poważny. Toteż powiem bez ogródek: jest ubolewania godną arogancją wydobywanie z pism poważnego myśliciela uwarunkowanych jego epoką marginaliów, w dodatku tendencyjne ich przeinaczanie, ażeby przedstawić owego myśliciela jako idiotę i półgłówka. Otóż z całą pewnością nie był półgłówkiem ani święty Tomasz, ani Arystoteles, rzeczywisty autor owych rzeczywiście dziwacznych poglądów z zakresu „genetyki”.

Niestety, opracowując tę listę, jej autor myślał nie rozumem, tylko negatywnymi emocjami; nie chodziło mu o prawdę, tylko o to, żeby rozbudzać złe uczucia pod adresem Kościoła i chrześcijaństwa. Zobaczmy to jeszcze na przykładzie owego bezbożnego twierdzenia, które zostało tam przypisane świętemu Janowi Chryzostomowi, na które zwrócił Pan uwagę w swoim liście: „Kobiety są przeznaczone głównie do zaspokajania żądzy mężczyzn”.

Nie mam pojęcia, skąd zostało wyciągnięte to zdanie, natomiast mam przynajmniej zielone pojęcie o tym, co Jan Chryzostom pisał naprawdę. Biorę na przykład jego ogromne dzieło pt. Homilie na Ewangelię św. Mateusza i czytam, jak ten święty biskup objaśniał słowo Pana Jezusa z wersetu Mt 5,28: „Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa”:

Nie powiedział Pan: „Kto pożąda”, bo i tym, którzy mieszkają w górach, przytrafia się, że poczują pożądliwość, lecz: „Kto pożądliwie patrzy na kobietę”, to znaczy, kto pobudza w sobie pożądliwość i bez przyczyny wpuszcza to dzikie zwierzę do spokojnego serca. Nie pochodzi to bowiem z natury, lecz z niepowściągliwości. (...) Jeśli chcesz spoglądać i doznawać w tym przyjemności, to spoglądaj na swą żonę i kochaj ją zawsze: tego nie zabrania ci żadne prawo. A jeśli chcesz zajmować się obcą pięknością, wtedy obrażasz zarówno żonę, zwracając swe oczy gdzie indziej, jak i tę, którą dotykasz. Nawet jeśli nie tknąłeś jej ręką, dotknąłeś oczyma. (...) Ale przecież — mógłby ktoś powiedzieć — Chrystus nie przemawia tu do kobiet. Jednakże wszędzie daje wspólne prawa: mówiąc do głowy, daje też upomnienie dla całego ciała. Kobietę i mężczyznę uważa za to samo stworzenie i nigdzie nie rozróżnia rodzaju [tzn. płci] (hom. 17,2).

Spróbujmy podsumować ten coraz dłuższy list. Otóż jako chrześcijanie możemy być naprawdę dumni, że Kościół przez całe wieki wytrwale przypominał o tym, że mężczyźni i kobiety są sobie równi wobec Boga, a więc są równi w ludzkiej godności, jednakowo obowiązują ich Boże przykazania, mają taki sam dostęp do źródeł łaski Bożej i tak samo są powołani do życia wiecznego.

Czy nie zdarzały się nauczycielom Kościoła — nawet wielkim i uznanym — wypowiedzi antyfeministyczne? Trudno żeby się nie zdarzały, skoro wyrastamy z kultur bardzo głęboko nasyconych antyfeminizmem, i — co jeszcze ważniejsze — skoro wciąż jesteśmy grzeszni, a więc wciąż jest w nas zdolność do niesprawiedliwości, zwłaszcza w stosunku do ludzi od nas słabszych 4

Podobnie jednak jak jest z człowiekiem, który żyje w łasce uświęcającej: grzechy mu się wprawdzie zdarzają, ale w nim nie królują; tak samo jest z Kościołem — różne grzechy miały w nim miejsce, w tym również grzech antyfeminizmu, nigdy jednak nie było tak, żeby antyfeminizm w Kościele zakrólował. Wręcz przeciwnie, królowała zawsze w Kościele postawa szacunku dla kobiety, sprzeciwu wobec spotykających ją niesprawiedliwości i upominania się o należne jej prawa. Trudno żeby było inaczej, skoro miłość dla Matki Najświętszej stanowi tak bardzo istotny wymiar życia i wiary Kościoła.


1 Monumentalny Międzynarodowy komentarz do Pisma Świętego, red. William R. Farmer, Warszawa 2000, Verbinum, s. 279n, tak oto komentuje opis stworzenia pierwszej kobiety z żebra Adama: „Przesłaniem, które kryje się za tym opowiadaniem, jest ludzka potrzeba wspólnoty. Samotność nie jest dobra dla człowieka. Bóg stwarza zwierzęta i pozwala, by mężczyzna nadał im nazwy i tym samym wszedł z nimi w żywy związek, który zawiera w sobie również władzę nad nimi. Żadne z nich jednak nie jest dla niego »odpowiednie«. Mężczyzna potrzebuje prawdziwego partnera, a Bóg, chcąc zadośćuczynić tej potrzebie, inicjuje kolejny akt stworzenia. Zsyłając na mężczyznę głęboki sen, Bóg zapewnia kobiecie taką samą autonomię, jaka przysługuje mężczyźnie — jej istnienie zależy bezpośrednio od Boga. Źródłem tego opowiadania może być stara baśń ludowa na temat żebra i jego bliskości względem serca. Myśl starożytna uważała serce za źródło zarówno intelektu, jak i woli, a zatem Bóg uczynił Ewę tak samo istotą w pełni ludzką jak Adama. Opowiadanie zwraca również uwagę na urok miłości, która pod wpływem serca pociąga ku sobie mężczyzn i kobiety. Odpowiadająca sobie tożsamość dwóch istot ludzkich znalazła potwierdzenie w krótkim hymnie w w. 23 — istoty te są jednakowe, ponieważ w języku hebrajskim on jest isz, a ona iszah — gra słów, którą w języku polskim można by oddać słowami mążmężyna”.
2 Paul Evdokimov, Kobieta i zbawienie świata, Poznań 1991, Wydawnictwo W drodze, s. 184n.
3 Prawo rzymskie. Słownik encyklopedyczny, red. W. Wołodkiewicz, Warszawa 1986, s. 204.
4 Niestety, bardzo często oskarżenia pod adresem Kościoła o antyfeminizm są formułowane niesprawiedliwie, a nawet oszczerczo. Pisałem o tym kilkakrotnie. Por. Czy kobieta ma duszę? (w książce: J. Salij, Szukającym drogi); Kobieta i mężczyzna w Kościele (w książce: J. Salij, Nadzieja poddawana próbom). Sporo nieporozumień na ten temat narosło wokół pytania, dlaczego kobietom nie udziela się święceń kapłańskich, por. mój tekst, Dlaczego kobiety nie sprawują Eucharystii, „W drodze” 10/2000.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

DOGMAT NAJBARDZIEJ WYSZYDZANY

Polak katolik

Ogień z nieba

Przypowieść o nieuczciwym zarządcy

ODWIEDZINY Z KOSMOSU?


komentarze



Facebook