Horyzont szczęścia
So 2,3; 3,12-13 1 Kor 1,26-31 Mt 5,1-12a

Błogosławieni, szczęśliwi... to perspektywa zarysowana dla każdego. Jezus nie zaczyna swojego orędzia od moralizowania i powinności, ale mówi o powołaniu do szczęścia. Obietnica Jezusa jest paradoksalna: szczęśliwi, ale ubodzy, płaczący, prześladowani. Nie pasuje do dzisiejszej rzeczywistości.

Gdy w Roku Jubileuszowym towarzyszyłem młodym w Światowym Dniu Młodzieży w Rzymie, dostrzegłem w ich twarzach zrozumienie dla słów papieża, który mówił: „Może od was Bóg nie zażąda przelania krwi, ale wierności Chrystusowi z pewnością tak! Wierności, której trzeba dochowywać każdego dnia. Mam na myśli narzeczonych i trudności, które sprawia w dzisiejszym świecie życie w czystości w oczekiwaniu na małżeństwo. Mam na myśli młodych małżonków i próby, na które jest narażona ich wzajemna wierność. Mam na myśli relacje między przyjaciółmi i pokusę nielojalności, która może się wkraść między nich”.

Szczęście jest trudne, bo wymaga spojrzenia poza siebie, wymaga czasu – daru dla drugiego. Tylko to, co kiczowate, niewiele kosztuje. Świat, lansując modę na sukces, nie obiecuje, że każdemu się uda. Nie każdy sprosta aspiracjom, nie każdy potrafi brutalnie się rozpychać, dążyć do celu za wszelką cenę. Ile trzeba się natrudzić, by wyeliminować konkurentów, którymi mogą stać się Bóg, współmałżonek, dzieci. Sukces żąda ofiary czasu, może go więc zabraknąć dla najbliższych. Po latach sukces zostanie osiągnięty, ale wartości i najbliżsi będą poza jego horyzontem. Ceną, którą przyjdzie zapłacić w zamian za to, że „się udało”, może być piekło samotności – pustka po tych, których się kochało, dla których zabrakło zwyczajnej obecności, podczas gdy nie brakowało czasu na wypruwanie żył, aby osiągnąć zawodowy sukces. Rosyjski teolog Paul Evdokimov napisał kiedyś, że piekło, to miejsce „gdzie nie krzyżują się żadne spojrzenia; piekło nie zna żadnego »naprzeciwko«”.

Dlaczego obietnice Jezusa są prawdziwe? Patrząc po ludzku, nie osiągnął sukcesu, ale ofiarując się, zapłacił życiem za to, co obiecał. Hans Urs von Balthasar pisał: „Jeśli Ojciec oddaje się Synowi bez reszty, Ojciec i Syn czynią to samo wobec Ducha Świętego, czyż nie jest to prawzór najpiękniejszego umierania pośrodku życia wiecznego? Czy ta ostateczna wola niebycia dla siebie nie jest warunkiem najszczęśliwszego życia? Nasze ubogie umieranie zostanie wchłonięte przez to najżywotniejsze »nadumieranie«, tak że wszystko, co ludzkie – bezpieczeństwo, życie, śmierć – zostaje dalej włączone w życie, które nie zna żadnych granic”.


Maciej Biskup OP - ur. 1972, dominikanin, przeor klasztoru w Szczecinie, duszpasterz i rekolekcjonista. Autor książki "Zaskoczony wiarą. Między Jerychem a Jerozolimą". (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Niosący Krzyż

Niemożliwe staje się możliwe

On się nie zna

OBOK MNIE MIESZKA GRZESZNIK

Tajemnica nieprawości


komentarze



Facebook