Światło przed ludźmi
Iz 58,7-10 1 Kor 2,1-5 Mt 5,13-16

W dzisiejszej liturgii czytamy bardzo zobowiązujące słowa, wypowiedziane przez Jezusa w Kazaniu na Górze. Oznaczają najpierw wezwanie do tego, aby uczniowie Jezusa sami byli świetliści. Cóż to oznacza – czyżbyśmy sami z siebie mieli być źródłem światła? Byłoby to wezwanie do pychy, wiemy bowiem, ile jest w nas ciemności, jak bardzo gęste są chmury, które pokrywają nasze sumienia i nasze życie.

Jezus mimo wszystko mówi: niech świeci światło wasze. Czyżbyśmy mieli stać się źródłem światła dla świata? Skąd to światło mamy zdobyć? Pewna podpowiedź zawarta jest w słowach Prologu do Ewangelii według Jana: „Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (J 1,9). Znaczy to, że jesteśmy obdarzeni światłem, którego nie wolno chować pod korcem.

W jaki sposób ma ono świecić? Czym uwierzytelniać prawdziwość tej światłości? Jezus wyraźnie precyzuje, na czym ma polegać wiarygodność tego światła: „aby widzieli wasze dobre uczynki”. Jest to bardzo wyraziste kryterium: nie słowa napominania, nie narzekanie na dzisiejsze czasy. Światło niosą dobre uczynki. Wiąże się to z bardzo istotnym wymiarem naszej wiary sięgającym samej istoty chrześcijaństwa – do Boga nie prowadzi droga, która pomija drugiego człowieka.

Dobitny komentarz do ewangelii stanowią słowa proroka Izajasza: „dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków. Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko rozkwitnie twe zdrowie” (Iz 58,7–8). Wypowiedziane są one w kontekście nauki proroka o tym, czym jest prawdziwa religia – nie jest prawdziwym kultem oddawanym Bogu, jeżeli człowiek ogranicza się do czynności pobożnych, mnożąc ofiary i czyny pokutne. Bogu najbardziej miłe są ofiary składane Mu najpierw przez ręce drugiego człowieka, szczególnie oddawane tym najbardziej potrzebującym i bezbronnym. Bóg potrzebuje człowieka, aby ukazać ludziom swoją miłość, potrzebuje ludzkich rąk i ludzkiego serca. To przekazywanie Bożej miłości, to świadczenie o tym, że Bóg jest miłością i do życia miłością nas uzdalnia – to właśnie znaczy „być światłem świecącym przed ludźmi”.

Bez miłości jest ciemno na świecie, jest ciemno w ludzkich sercach. Bez miłości, bez jej światła człowiek nie widzi dla siebie żadnej przyszłości, nie ożywia go żadna nadzieja. Trzeba, aby świeciła w świecie miłująca obecność uczniów Nauczyciela z Góry Błogosławieństw, trzeba, aby nadzieja była karmiona miłością ludzi.


Jan Andrzej Kłoczowski OP - ur. 1937, dominikanin, prof. dr hab., historyk sztuki, teolog, filozof, duszpasterz, wykładowca, kaznodzieja, w latach 1973?1993 członek zespołu redakcyjnego miesięcznika "W drodze". Napisał m.in. "Więcej niż mit. Leszka Kołakowskiego spory o religię", "Drogi człowieka mistycznego". Mieszka w Krakowie (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Skazany na kłopot

ŁACINA TO NIE WSZYSTKO

ULECZ SERCA RANĘ...

Czytanie Biblii jako modlitwa chrześcijanina

POKOLENIE J-23


komentarze



Facebook