Lekcja miłości
Rdz 2,7-9; 3,1-7 Rz 5,12-19 Mt 4,1-11

Przyszło nieszczęście do człowieka
I zatopiło weń fatalne oczy
           – Czeka
Czy człowiek zboczy?
C. K. Norwid, Fatum

Zima tego roku przyszła na Jamną nieoczekiwanie. Zawiało, zasypało całe nasze duszpasterskie sioło – kilka domów i dopiero co postawiony kościół.

Co ja tutaj robię? Młodzież, studenci – wszyscy wyjechali. Wakacje nie trwają wiecznie, a do zimowych ferii jeszcze sporo czasu. W domu św. Jacka zostało tylko parę osób. Czy można liczyć, że na niedzielną Mszę św. przyjdą miejscowi? Wieś Jamna liczy zaledwie garstkę mieszkańców. W większości są mocno posunięci w latach i schorowani. Moje obawy się nie potwierdziły. Pomimo zamieci, śniegu i zimna ludzie przyszli.

Była niedziela przed Wigilią. Zaraz po Mszy św. podeszła do mnie kobieta: – German po pijaku nogi przemroził. W Zakliczynie, na ławce, przed knajpą zasnął. Teraz mu te nogi gniją. Gangrena. Z tym już nic nie poradzi, tylko wołać księdza.

Chodziło o jej sąsiada, Genka. Germanem go przezwali, bo matka w brzuchu z Niemiec, z robót go przywiozła, zaraz po wojnie w czterdziestym szóstym roku. Tutaj, na Jamnej, nienawiść do Niemców była okrutna. We wrześniu 1944 roku podczas pacyfikacji wieś spalili, zrównali z ziemią, pomordowali około 30 osób. Dzieciństwo musiał mieć tu Genek straszne. To wtedy – jak mówią miejscowi – pomieszało mu się w głowie. Stał się agresywny. W dzieci rzucał kamieniami. Gdy wołały za nim „German”, dostawał białej gorączki. Potem się rozpił.

Następnego dnia, w samą Wigilię, poszedłem do Genka z kapłańską posługą. Wyspowiadał się. Przyjął komunię i oleje święte. Do szpitala nie dał się przekonać pomimo moich nalegań. Nie przekonała go też przybyła z ośrodka w Paleśnicy lekarka, mówiąc, że amputacja obu nóg jest bezwzględnie konieczna, bo inaczej życie straci. Genek był uparty.

– Co mi po takim życiu, z nogami jest byle jakie, a cóż dopiero bez nóg.

Nie mogliśmy go tak zostawić. Parę osób z Domu św. Jacka zaczęło się Genkiem opiekować. Codziennie ktoś szedł do jego domu i opatrywał mu gnijące nogi. Zaczęły się nawet goić, co zdawało się cudem. Pewnego dnia woluntariusza z naszego domu zaczepił ktoś z miejscowych. – Po co chodzicie do tego Germana? Lepiej, żeby zdechł!

To smutne zdarzenie utrwala mnie w przekonaniu, że dobrze, iż jest kościół na Jamnej. Dobrze, że sprawowana jest tu codzienna Eucharystia – lekcja miłości, której zrozumienie kiedyś nastąpi. Mocno w to wierzę. Ci, którzy jeszcze nie widzą, zobaczą w Germanie człowieka.


Andrzej Chlewicki OP - ur. 1958, dominikanin, kustosz Domu św. Jacka, rektor kościoła Matki Bożej Niezawodnej Nadziei na Jamnej. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

A gdzie jest miłość?

W CIENIU WIELKIEJ GÓRY

Od magii do wiary

Ojcze nasz

BO JEST W NIM PAN JEZUS


komentarze



Facebook