Tysiąc kroków

Opowiadał mi frater Adalbertus:

„Razu pewnego musiałem załatwić coś w miasteczku. Była piękna pogoda, postanowiłem więc pojechać rowerem. Gdy dotarłem na miejsce, zostawiłem pojazd na ulicy i wszedłem na moment do sklepu. Kiedy wyszedłem, roweru nie było. Poczułem się bezradny. Cóż mogłem zrobić? Jedynie pójść na policję, by zgłosić popełnienie przestępstwa. Ruszyłem w kierunku komisariatu, ale nie uszedłem nawet tysiąca kroków, kiedy natknąłem się na stróża porządku przechadzającego się ulicą. Mundur jego wydał mi się wprawdzie nietypowy, ale tyle jest ostatnio różnych straży, że uznałem go za właściwą osobę do złożenia mojej skargi. Podszedłem więc do niego i powiedziałem:

— Panie władzo, melduję, że ukradziono mi rower.

— Aha — rzekł stróż porządku — ukradziono braciszkowi rower. A co braciszek ma pod pachą, że zapytam z zupełnie innej beczki?

Pod pachą miałem Pismo Święte Nowego Testamentu.

— Czy mógłby braciszek przeczytać mi kawałek, bo jestem z tą księgą zupełnie nieobeznany?

Zawsze uważałem, że do ewangelizacji trzeba wykorzystywać każdą okazję, otworzyłem więc na pierwszej lepszej stronie i zacząłem czytać słowa, na które padł mój wzrok:

— „Jeśliby cię kto przymuszał, by z nim iść tysiąc kroków, idź z nim dwa tysiące, a jeśli chce ci zabrać suknię, oddaj mu i płaszcz”.

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Włodzimierz Fenrych - ur. 1955, absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, obieżyświat, publikował w "Czasie Kultury", "Spotkaniach" i "Tygodniku Powszechnym", żonaty, ma trójkę dzieci, mieszka w Wielkiej Brytanii. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Własność intelektualna

Płomień

Entropia

Pan Bóg kule nosi

Powietrze


komentarze



Facebook