Hotel

Opowiadał mi frater Adalbertus:

„Pewnego dnia byłem na dworze władcy kraju, który nadal kultywuje dawne feudalne tradycje. Władca wprawdzie nie miał złotej karety, ale posiadał złotego rolls–royce’a oraz dwa samoloty. Należę do tych, co dla Królestwa Niebieskiego wyrzekli się ziemskich posiadłości, dlatego rozmowa z natury rzeczy zeszła na temat znaczenia ziemskiego bogactwa, szczególnie zaś na temat fragmentu Ewangelii o wielbłądzie i uchu igielnym. Z wypowiedzi apostołów w owym fragmencie wynika, że nie jest ważna liczba posiadanych rzeczy, że wystarczy marzenie o bogactwie, by być policzonym między bogatych. Gdy tak rozmawialiśmy, do monarchy podszedł kamerdyner i coś mu półgłosem powiedział. Monarcha rzekł:

— Dobrze, wprowadźcie go.

Po chwili do sali wprowadzono dziwnego osobnika o raczej nieuporządkowanym wyglądzie, z długą brodą, w spodniach zbyt krótkich oraz w butach z zielonymi sznurówkami. Monarcha zapytał:

— Czego żądasz, wędrowcze?

— Chciałbym się zatrzymać w tym hotelu.

Kamerdyner, zdumiony bezczelnością owego osobnika, zawołał:

— To nie jest hotel, zuchwały włóczęgo, to jest pałac króla!

— Zaiste? Kiedy byłem tu kilkanaście lat temu, mieszkał tu ktoś o zupełnie innym imieniu. Kiedy składałem tu wizytę kilkadziesiąt lat wcześniej, mieszkał tu ktoś o imieni (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Włodzimierz Fenrych - ur. 1955, absolwent historii sztuki na UAM w Poznaniu, obieżyświat, publikował w "Czasie Kultury", "Spotkaniach" i "Tygodniku Powszechnym", żonaty, ma trójkę dzieci, mieszka w Wielkiej Brytanii. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Powietrze

Imiona

Buldeneż

Za dużo cymbałów

Galaretka owocowa


komentarze



Facebook