Dwa dramaty
Warto czasem odkurzyć dramaty ludzi złączonych miłością i bliskich sobie nawet w wielkim oddaleniu.

Niektóre czynności nie sprawiają nam najmniejszych problemów. Jedną z nich jest szufladkowanie. Wszystko, co odbiega od szeroko rozumianej normy, nierzadko bywa wrzucane do wielkiego worka z napisem „fikcja”. A to, co fikcyjne, nie budzi niczyjej pogardy — broń Boże! — nawet urozmaica i osładza życie; to twarde życie, które nie oszczędza. I chociaż pan czy pani X, pretendujący do miana osób inteligentnych, nie zlekceważą wielkich systemów filozoficznych wypracowanych przez wieki średnie, to na myśl o Tristanie i Izoldzie uśmiechną się pobłażliwie. Niekoniecznie dlatego, że są parą legendarną. Uśmiechną się, bo ta miłość średniowieczna, tak namiętna i płomienna, jest tak nierealna...

Drugą równie łatwą czynnością jest ukiczowienie — nieuchronna konsekwencja odrealnienia wielkich dramatów, wielkich tragedii, zamiana żywych osób w bohaterów literackich. Okrywają się więc kurzem na dnie naszego worka, a wyciągamy ich na chwilę wtedy, gdy chcemy się zrelaksować, oderwać od rzeczywistości. Błąd. Oni tak naprawdę zbliżają nas do rzeczywistości. Zbliżają, wyznaczając normę opartą na logice miłości.

Heloiza i Abelard. Diana i Jordan — znacznie mniej dziś znani. Nie sposób jednoznacznie wskazać różnice i podobieństwa między nimi, nie popadając w schematyzm, ale warto przyjrzeć się ich historiom oddalonym od siebie w czasie o jedno stulecie, by logikę tę spróbować na nowo wydobyć.

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Katarzyna Wiśniewska - ur. 1979, absolwentka filozofii Uniwersytetu Warszawskiego, publikowała w "Azymucie", "Znaku", "Tygodniku Powszechnym" i "W drodze", mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Moralność diabła

Prawdziwe jest światło

W McPułapce

Eurometafizyczne pytania

Anioł wyprzedzony


komentarze



Facebook