Archwium > Numer 336 (08/2001) > Szukającym drogi > Zostałam ciężko ukarana za miłosierdzie

Zostałam ciężko ukarana za miłosierdzie

Miałam koleżankę, którą znałam ponad dwadzieścia lat. Mówiła mi, że jest chora na SM, a dzieci ma chore na cukrzycę i nerczycę. Jej mąż miał prosperującą dobrze prywatną firmę przewozową. Ona z racji swojej choroby chodziła o kulach, ciągle wymagała opieki lekarskiej, drogich lekarstw. Samochody ciężarowe męża również wymagały ciągłych kosztownych napraw.

Prosiła mnie kilka razy o żyrowanie pożyczek. Ponieważ prosiła o to, argumentując pogarszającym się stanem zdrowia, opóźnionymi przelewami z firmy męża, żal mi było odmawiać. Zapewniała, że nigdy nie dopuści do tego, żebym została z jej powodu skrzywdzona.

Dwa lata temu firma jej męża uległa likwidacji i zaczęły się kłopoty. Banki, które monitowały z opóźnieniem brak terminowych przekazów, zażądały spłaty w bardzo krótkim terminie. Ona nie próbowała tłumaczyć, przepraszać ani chociaż w części chronić mnie przed spłacaniem jej długów. Wszystkie długi scedowała na poręczycieli. Ja stałam się kozłem ofiarnym. Zapłaciłam już ok. 35 tys. zł, a do końca roku muszę jeszcze płacić po 600 zł na miesiąc. Ona nagle wyzdrowiała, nie chodzi o kulach, za to zrobiła się chamska, arogancka. Nie można nawet w sądzie wygrać, bo ona mieszka w domu nieżyjącego dziadka, a jej renta jest obciążona przez komornika.

Nie mogę zrozumieć, jak można tak oszukać, okraść kogoś, kto pomagał. Nie mogę tego, co się stało, sobie przebaczyć. Czuję się, jakbym okradła własną rodzinę, chociaż naprawdę tego nie chciałam. Mój mąż jest na rencie, ja sama dosłownie za miesiąc idę na emeryturę, nasze dzieci dopiero się usamodzielniają, a my teraz nie mamy nic. Mam silną depresję, bezsenne noce. Może przynajmniej z tego mnie Pan Bóg uleczy. Mąż nieraz w gniewie wypomina mi, dlaczego podpisywałam, ale przecież wydawało się, że taki obrót sprawy jest wykluczony.

Modlę się za tę osobę, lecz do końca nie mogę wybaczyć ani zapomnieć.

 

Zacznę od przypomnienia dwóch zdroworozsądkowych zasad, jak się należy zachować w obliczu nieszczęścia, które już przyszło: po pierwsze próbujmy ratować to, co się jeszcze da uratować; po wtóre starajmy się zabezpieczyć, żeby nie spotkało nas nieszczęście jeszcze większe.

Czy da się coś jeszcze uratować w tym nieszczęściu ekonomicznym, które Panią spotkało? Sądownie — w każdym razie w tej chwili — chyba nic, bo dlatego właśnie tamta pani prosiła o poręczenie, że nie miała zdolności ręczenia spłaty kredytów własnym majątkiem.

Jednak ludzie z sumieniem, którzy doprowadzili bliźniego do takiej sytuacji jak ta opisana w liście, starają się przynajmniej częściowo wynagrodzić szkodę, jaką na niego sprowadzili. Ufam, że tak właśnie stanie się w tym przypadku. Wydaje mi się, że chamstwo i arogancja tamtej pani to tylko pierwsza postawa obronna w obliczu własnej ruiny majątkowej i niewypłacalności wobec dłużników i poręczycieli.

Wina tamtej pani jest bardzo wielka, bo lekkomyślnie zaryzykowała nie swoim majątkiem, ale nie sądzę, żeby ona w złej woli postanowiła sobie oszukać swoich poręczycieli. Ona raczej naprawdę spodziewała się, że dzięki zaciągniętym kredytom przedsiębiorstwo zostanie wyciągnięte z kryzysu. Otóż ludzie tego typu — nawet jeśli w najtrudniejszych dla siebie momentach zachowują się chwilowo tak, jakby nie mieli sumienia — dość często pamiętają jednak o krzywdzie, jaką spowodowali swoją lekkomyślnością, i skoro tylko dojdą do jakiejś wypłacalności, zazwyczaj starają się w miarę swoich możliwości krzywdę naprawiać. Oby moje przewidywania się sprawdziły.

Natomiast Bogu należy dziękować za to, że nie ma w Pani nawet pokusy szukania sprawiedliwości na drodze niezgodnej z prawem. Niektórzy poszkodowani próbują dziś dochodzić swego poprzez sięgnięcie do prawa dżungli. Nieszczęśni, nie pomyślą, że używając szantażu, pięści czy wynajętej przemocy nie tylko przemieniają się w rozbójników, ale przyczyniają się do budowy świata, w którym również ich samych rozbój będzie mógł dosięgnąć coraz łatwiej.

Przejdźmy do drugiego pytania, jak zabezpieczyć się, żeby nie spotkało Was nieszczęście jeszcze większe. Bywa czasem, że jakaś wielka szkoda, spowodowana przez nieostrożność czy niedbalstwo męża czy żony, doprowadza do zniszczenia zgody małżeńskiej. W Pani sytuacji jest przynajmniej tyle dobrego, że mąż, choć z oporami, zgodził się na to poręczenie, a w każdym razie o nim wiedział. Teraz trzeba uzbroić się w pokorę, kiedy mąż próbuje sobie ulżyć poprzez wypominanie Pani tego nieprzemyślanego miłosierdzia.

Ufajmy, że wkrótce zauważy on bezsens i szkodliwość takiego wypominania. Przecież Pani naprawdę nie trzeba przekonywać, że tamto podpisanie poręczenia było lekkomyślnością. Jedyne, co teraz można osiągnąć za pomocą takiego wypominania, to niepotrzebne jątrzenie tego, co i tak jest trudne i bolesne dla Was obojga.

Inne nieszczęście, może jeszcze większe, przed którym musicie się oboje zabezpieczyć, to nienawiść oraz inne ciemne uczucia do owej pani, która, choć tego się nie spodziewała, doprowadziła Was do takiej ruiny. Dobrze, że Pani się za nią modli. Nie trzeba się jednak dziwić temu, że mimo to pojawiają się w Pani różne złe emocje wobec tej pani. Nie da się nakazać sobie, żeby takie uczucia się nie pojawiały. Byleby ich w sobie świadomie nie wywoływać ani ich nie pielęgnować. Byleby wewnętrznie wiedzieć, że ich nie chcę, że choć one są we mnie, to jednak nie są to moje uczucia.

Niech Pani próbuje tę kobietę odrobinę zrozumieć. Nie usprawiedliwiać, tylko zrozumieć. Nie da się usprawiedliwić ryzykowania cudzym majątkiem, i to ryzykowania niemal wszystkim, co ten drugi posiada. Owszem, Pani się na to nieopatrznie zgodziła, ale przecież tylko dlatego, że dała się przekonać, iż tutaj nie ma żadnego ryzyka.

Co można u tej pani zrozumieć? Ona z pewnością nie chciała Pani oszukać, bo z pewnością nie brała pod uwagę takiego obrotu rzeczy. Owszem, jakiś element gry, niedomówień i przesady mógł się pojawić — i zapewne się pojawił — kiedy przekonywała Panią do zgody na to poręczenie. Jednak sądzę, że była ona subiektywnie przekonana o swojej całkowitej uczciwości. Niestety, to nam się zdarza stosunkowo często: postępować nie do końca uczciwie i zupełnie tego nie zauważać. I tylko co pięćdziesiąty raz widać to tak wyraźnie, jak w tym przypadku, że nasze subiektywne przekonanie, iż postępujemy uczciwie, niekoniecznie znaczy, że naprawdę postępujemy uczciwie.

Spróbuję podsumować tę część mojego listu: spotkało Panią i całą rodzinę doświadczenie niebywale trudne, tym trudniejsze, że nie losowe, tylko spowodowane przez cudzą lekkomyślność i własną naiwność. Na szczęście, wiara dodaje Wam i będzie dodawała światła i mocy, żeby ono Was nie zniszczyło. Można zaś ufać, że kiedy już to wszystko będziecie mieli daleko za sobą, sami Państwo zobaczycie, iż Pan Bóg tak Was przez to prowadził, że będziecie mieli wiele powodów do dziękczynienia.

Wyjaśnijmy sobie jednak tę sprawę do końca, jak się Pani powinna wtedy zachować. Czyżby twardość serca wobec bliźniego w potrzebie była postawą słuszniejszą niż okazanie miłosierdzia? Może w ogóle dawanie poręki majątkowej za kogoś zaciągającego pożyczkę jest czymś niewłaściwym czy nawet grzesznym?

Co do tego ostatniego pytania, Pismo Święte zastanawiająco często przestrzega przed poręczaniem cudzych długów i tylko jeden raz do tego zachęca, zresztą od razu dodając przestrogę, żeby nie czynić tego lekkomyślnie. Przypatrzmy się przynajmniej niektórym z tych pouczeń.

„Niemądry jest ten, kto daje porękę i kto przysięgą ręczy za bliźniego” (Prz 17,18). Dwie sytuacje, w których zdecydowanie należy się powstrzymać od dawania poręczeń majątkowych, są w Piśmie Świętym nazwane po imieniu. Po pierwsze, nie dawaj poręki, która mogłaby na ciebie sprowadzić ekonomiczne trzęsienie ziemi: „Nie bądź z tych, co dają porękę, co ręczą za cudze długi. Jeżeli nie masz czym zapłacić, po co mają łóżko zabrać spod ciebie?” (Prz 22,26n).

Po wtóre nie dawaj poręki ludziom od ciebie bogatszym: „Nie pożyczaj człowiekowi możniejszemu od siebie, uważaj to za stracone. Nie ręcz ponad swoją możliwość, a jeśliś poręczył, troszcz się jako płatnik” (Syr 8,12n). Przypadek takiej poręki zdarzył się kiedyś nawet w mojej rodzinie. Mój rodzony wujek — było to jeszcze w latach trzydziestych — poręczył swoim majątkiem kredyt znajomego dziedzica; kredytobiorca uciekł do Ameryki, a wujek został zlicytowany dosłownie do szczętu.

Owszem, danie poręki może być dziełem autentycznego miłosierdzia. W dwóch sytuacjach na pewno: jeśli nie ryzykuje się własnej degradacji ekonomicznej albo jeśli jest to organizowanie pomocy komuś z rodziny i w razie „wpadki” można liczyć na rodzinną solidarność. Wczytajmy się w ten jedyny tekst biblijny, w którym pojawia się zachęta do dawania poręki:

Człowiek dobry ręczyć będzie za bliźniego,
I byłby bezwstydny, gdyby go odtrącił.
Nie zapominaj dobrodziejstw poręczyciela,
Dał bowiem życie swoje za ciebie.
Grzesznik za nic sobie ma dobrodziejstwa poręczyciela
I bez wdzięczności w sercu odtrąca swego wybawcę.
Ręczenie zgubiło wielu uczciwych
I wstrząsnęło nimi jak morska fala.
Ludzi możnych wypędziło z kraju,
Tak że zabłądzili między obce narody.
Grzesznik, który narzuca się z ręczeniem,
Goniąc za zyskiem, wpadnie pod wyroki sądowe.
Pomagaj bliźniemu według swej możności,
A uważaj na siebie, abyś i ty nie wpadł. (Syr 29,14–20)

W tekście tym zawarte jest pouczenie, jak powinna się Pani zachować w momencie, kiedy przejęła się Pani biedą tamtej kobiety: „Pomagaj bliźniemu według swej możności”. Gdyby się Pani „szarpnęła” choćby nawet na tysiąc złotych, żeby kupić jej potrzebne lekarstwa (albo przynajmniej pożyczyć na ten cel), byłoby to — jak na Pani możliwości — bardzo dużo, ale może właśnie to powinna Pani wtedy zrobić...


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

CO TO ZNACZY, ŻE JEZUS NAS ODKUPIŁ?

Relikwie świętych

WSPANIAŁOŚĆ SĄDU BOŻEGO

Homoseksualni rodzice?

Czy muzułmanie wierzą w Jezusa?


komentarze



Facebook