Archwium > Numer 318 (02/2000) > Szukającym drogi > Na czym polegał błąd papieża Honoriusza

Na czym polegał błąd papieża Honoriusza

Z przykrością przesyłam Ojcu „Prawosławny katechizm antykatolicki”, propagowany przez niektóre ksenofobiczne środowiska w Rosji, Ukrainie i Białorusi; wydano go nawet w języku bułgarskim. Sam tytuł zdradza ducha tej książeczki. Wśród oklepanych, a nieraz i niepoważnych zarzutów (np. że katolicy podczas liturgii używają organów), znalazłam jeden, z którym się dotychczas nie spotkałam. Żyję w środowisku prawosławnym, więc muszę umieć sobie z nim poradzić. Mianowicie podano tam — przeciwko katolickiej nauce o nauczycielskiej nieomylności papieża — trzy przypadki popadnięcia papieży w herezje.
   Zarzut ten brzmi następująco: „Rzymscy papieże błądzili w rozumieniu, wyjaśnianiu i wyznawaniu wiary. Papież Wiktor (rok 192) przez pewien czas zgadzał się na herezję montanizmu. Papież Liberiusz (rok 358) zbłądził, przyjmując potępioną przez Sobory Powszechne herezję ariańską. Papież Honoriusz (rok 625) trzymał się herezji monoteletyzmu, za co został potępiony na VI Soborze Powszechnym”.

 

 

Problem prymatu papieża omawiałem już w tej rubryce kilkakrotnie 1, dlatego na wstępie tego listu ograniczę się już tylko do przypomnienia kilku szczególnie ciekawych świadectw mówiących o autorytecie Kościoła i biskupa rzymskiego w starożytnym Kościele wschodnim. Napisano na ten temat setki prac, zarówno poważnych, jak propagandowych. Otóż przy całym chaosie stanowisk, jakie w tych pracach są reprezentowane, dwóch faktów nie da się zakwestionować:

1)  że teksty patrystyczne zawierają dziesiątki i setki świadectw mówiących o szczególnym pierwszeństwie Kościoła rzymskiego oraz o szczególnym autorytecie nauczycielskim następcy Piotra;

2)  że jednoznacznie głoszona przez starożytnych papieży nauka o swoim prymacie nie wywoływała — mówiąc najostrożniej — zasadniczych sprzeciwów ani zamętu w Kościele wschodnim.

„Jeżeli jakiś biskup — zacznijmy krótki przegląd najbardziej znanych świadectw od synodu w Sardyce (dzisiejsza stolica Bułgarii, Sofia) z roku 343 — został osądzony w jakiejś sprawie i myśli, że ma słuszną przyczynę, aby powtórnie wszczęto proces, wówczas zechciejcie uczcić, jeśli łaska, pamięć świętego Piotra Apostoła. Niech ci, którzy rozpatrzyli sprawę, lub biskupi z sąsiedniej prowincji napiszą do Biskupa Rzymu. A jeśli on uzna, że należy wznowić proces, niech go wznowi i niech wyznaczy sędziów. Jeśli zaś osądzi, że sprawa nie zasługuje na to, by wznawiać rzeczy załatwione, co on postanowi — zostanie potwierdzone” 2.

Niespełna sto lat później, w roku 431, ojcowie Soboru Efeskiego — w przytłaczającej większości byli to biskupi Kościoła wschodniego — przyjęli z jednogłośnym aplauzem następujące oświadczenie legata papieskiego: „Nikt nie wątpi i całemu światu jest znane, że święty i błogosławiony Piotr, głowa i książę Apostołów, filar wiary i fundament Kościoła katolickiego, otrzymał od Pana naszego Jezusa Chrystusa, Zbawcy rodu ludzkiego i Odkupiciela, klucze królestwa oraz władzę odpuszczania i zatrzymywania grzechów. On to [Piotr] aż do tej chwili i na zawsze w osobach swych następców żyje i sprawuje władzę sądzenia”.

Warto jeszcze przytoczyć ułożone przez papieża Hormizdasa wyznanie wiary, jakie w roku 517 podpisali biskupi patriarchatu konstantynopolitańskiego na zakończenie tzw. schizmy Akacjusza. Znajduje się w nim następujący fragment: „A ponieważ nie można pominąć postanowienia Pana naszego Jezusa Chrystusa, który mówi: «Ty jesteś Opoką i na tej opoce zbuduję mój Kościół», i słowa te znajdują potwierdzenie w faktach, gdyż wiara katolicka zawsze była zachowana nieskalana na Stolicy Apostolskiej (podkreślenie moje), przeto... itd.”.

Do tego można dodać fakty odwoływania się do Stolicy Piotra wielu biskupów wschodnich, nie wyłączając patriarchów Konstantynopola. Do papieża Innocentego odwoływał się — w roku 403 — sam nawet święty Jan Złotousty 3. Powszechnie znane jest ogromne wsparcie, jakiego Stolica Apostolska udzieliła Kościołowi w Konstantynopolu w VIII i IX wieku podczas obu wielkich ataków przeciwko świętym obrazom.

Prymat rzymski znalazł nawet odzwierciedlenie w państwowym prawodawstwie Konstantynopola. „Stare miasto Rzym — stwierdza cesarz Justynian w swojej IX noweli z maja 535 — ma zaszczyt być matką praw i nikt nie powinien wątpić, że w nim znajduje się siedziba najwyższej władzy biskupiej. Dlatego także i my uważaliśmy za konieczne uczcić tę kolebkę prawa, to źródło władzy duchownej, specjalnym prawem naszej świętej woli” 4.

Przejdźmy wprost do Pani pytania i omówmy kolejno wszystkie trzy zarzuty o popadnięcie papieży w herezję. Zarzut, jakoby „papież Wiktor (rok 192) przez pewien czas zgadzał się na herezję montanizmu”, jest zwyczajną insynuacją. Nawet cienia takiego zarzutu nie znajdziemy u Ojców Kościoła ani w innych tekstach starochrześcijańskich. Podstawowym źródłem naszej wiedzy na temat pontyfikatu tego papieża są ostatnie rozdziały piątej księgi Historii kościelnej Euzebiusza z Cezarei — również tam nie ma śladu rzekomych sympatii Wiktora dla montanizmu.

Wiemy jednak, z jakiego ognia wziął się ten dym. Mianowicie było plagą Kościoła pierwszych wieków, że różni heretycy, szukając dla siebie uwierzytelnienia, zabiegali o rzymskie placet dla swojej nauki, często też rozpowszechniali bezpodstawne plotki, jakoby biskup Rzymu uznał ich naukę za prawowierną. Warto sobie uprzytomnić, że nie byłoby tych manipulacji, gdyby Kościół rzymski nie cieszył się szczególnym autorytetem już we wczesnym chrześcijaństwie.

Otóż takiej właśnie manipulacji dopuścił się — piętnaście lat po śmierci papieża Wiktora — Tertulian na początku swojego dziełka pt. Przeciw Prakseaszowi. Wtedy, około 213 roku, Tertulian już od siedmiu lat był montanistą, a ponieważ w swoim okresie katolickim jednoznacznie uznawał prymat Kościoła rzymskiego 5, odczuwał szczególny dyskomfort z tego powodu, że Stolica Apostolska jest przeciwna montanizmowi. Napisał więc Tertulian — żadne inne źródło tego jednak nie potwierdza — że biskup Rzymu już już zamierzał pojednać się z montanistami, ale pod wpływem heretyka Prakseasza usztywnił swoje stanowisko i stał się ich przeciwnikiem.

Podobnie próbowali manipulować autorytetem papieża Wiktora ludzie z sekty bardzo odległej od montanistów, zwolennicy niejakiego Teodota. „Jak się nie wstydzą takie o Wiktorze zmyślać kłamstwa — pisał z oburzeniem, w połowie III wieku, anonimowy pisarz kościelny — chociaż wiedzą bardzo dobrze, że Wiktor wykluczył z jedności szewca Teodota, wodza i ojca tego odszczepieństwa bezbożnego, który pierwszy twierdził, że Chrystus jest tylko człowiekiem? Przecie gdyby Wiktor tak myślał, jak tego uczą w swym bluźnierstwie, to czy by wyłączał Teodota, twórcę tej herezji?” 6.

Przejdźmy do drugiego papieża, któremu zacietrzewiony autor Prawosławnego katechizmu antykatolickiego zarzuca herezję: „Papież Liberiusz (rok 358) zbłądził — powiada ów autor — przyjmując potępioną przez Sobory Powszechne herezję ariańską”.

Otóż dokładnie odmienne zdanie na temat tego papieża miał pierwszy szermierz Kościoła katolickiego w walce z arianizmem, sam święty Atanazy, który w dziełku pt. Apologia własnej ucieczki (cap. 4) tak napisał: „Akurat wtedy gdy Kościoły żyły w pokoju, a lud mógł się gromadzić na modlitwę, uprowadzono i wypędzono Liberiusza, biskupa Rzymu, Paulina, biskupa Galii, Dionizego, metropolitę Italii, Lucyfera, metropolitę wysp Sardynii — a byli to biskupi dobrzy i krzewiciele prawdy. Pochwycono ich i wypędzono, mimo że nie było po temu żadnego powodu poza tym, że nie opowiedzieli się po stronie arianizmu i nie podpisali wyroku przeciw mnie, w którym zawarte były zmyślone oskarżenia i zarzuty” 7.

Historii kościelnej Teodoreta (lib. 2 cap. 16) przeczytać można stenogram przesłuchania tego papieża przez cesarza Konstancjusza 8. Liberiusz zachował się wówczas z odwagą godną męczenników i za wierność wierze zapłacił wygnaniem do Tracji. Fakt ten odnotował nawet ówczesny historyk pogański, Ammianus Marcellinus: „Liberiusz został wezwany przez cesarza, by przyłączył się do zdania innych, co rozkaz cesarza przyjęli i podpisał złożenie Atanazego ze stolicy biskupiej. Oparł się jednak stanowczo i bez przerwy twierdził, że to skończona niegodziwość potępiać człowieka, którego się nie widziało ani nie przesłuchało. Cesarz bowiem, wrogo do niego zawsze nastawiony, choć wiedział dobrze, że sprawa jest już załatwiona, to jednak gorąco pragnął, żeby decyzję przez niego powziętą zatwierdził zwierzchni autorytet biskupa wiecznego miasta. Tego jednak nie uzyskał. Wywieziono więc Liberiusza na wygnanie. Z obawy przed ludem, który darzył go ogromną miłością, dało się to zrobić tylko z największą trudnością i pod osłoną nocnych ciemności” 9.

Owszem, świadectwo złożone przez papieża Liberiusza naznaczone zostało pewnym cieniem, o którym święty Atanazy, w innym swoim dziełku, wspomina z podziwu godną delikatnością: „Gdyby ci prawdziwi biskupi wystąpili tylko w słowach przeciw tym, którzy spiskowali przeciw nam i chcieli unicestwić to, co zrobiono w naszej obronie — albo gdyby to byli ludzie prości, a nie przedstawiciele tak wspaniałych miast i głowy tak wielkich Kościołów — można by podejrzewać, że walcząc o naszą sprawę, kierowali się przyjaźnią tylko. Tymczasem nie tylko posługiwali się słowami, ale znieśli wygnanie. Był wśród nich i biskup rzymski, Liberiusz, który wprawdzie nie zniósł do końca trudów wygnania, przebywał jednak poza Rzymem dwa lata, dlatego że znał spisek zorganizowany przeciw nam” 10.

Pod delikatnym sformułowaniem, że „nie zniósł do końca trudów wygnania”, kryje się żal świętego Atanazego do Liberiusza, że — za cenę uwolnienia z wygnania — zgodził się podpisać tzw. trzecią formułę syrmijską, której różne rzeczy można zarzucić, nie to jednak, że była to formuła ariańska. Zresztą niech Pani sama to oceni: „Wierzymy w jednego, jedynego i prawdziwego Boga, Ojca wszechmogącego, Stworzyciela i sprawcę wszystkich rzeczy. I w jednego Jednorodzonego Syna Bożego, który przed wszystkimi wiekami i przed wszelkim początkiem, i przed wszelkim wyobrażalnym czasem, i przed wszelką myślą uchwytną przez rozum, zrodzony został bez wpływu obcego, z Boga. Przez Niego i wieki zostały utworzone, i wszystko się stało. On zrodzony został przez Ojca jako Syn jedyny, jako jedyny z jedynego, Bóg z Boga, według Pisma podobny do Ojca, który Go zrodził; którego zrodzenia nikt nie pojmuje, jak tylko Ojciec, który Go zrodził” 11.

Nie ma w tej formule treści bezpośrednio niezgodnych z symbolem Soboru Nicejskiego. Święty Atanazy był jej przeciwnikiem, bo obawiał się, że przyjęcie jakiejkolwiek, również najściślej katolickiej, formuły w miejsce symbolu nicejskiego otworzy drogę różnym majsterkowiczom, którzy będą próbowali tworzyć następne symbole, aby w ten sposób wyprowadzić Kościół poza wiarę wyznaną przez Ojców wspomnianego Soboru. Ponadto niepokój Atanazego budził fakt, że w tzw. trzeciej formule syrmijskiej termin „współistotny Ojcu” zastąpiony został przez otwarty na manipulacje zwrot „podobny do Ojca”.

Fakt faktem, że nikt, nawet święty Atanazy, nie zarzucał papieżowi Liberiuszowi odejścia od wiary katolickiej. W końcu właśnie za katolicką prawowierność przez ponad dwa lata cierpiał on trudy wygnania. Warto ponadto odnotować podziwu godną nieugiętość, z jaką Liberiusz — w kilka lat po powrocie z wygnania — zażądał od pragnących wrócić do Kościoła katolickiego macedonian wyznania wiary, że Syn jest współistotny Ojcu 12.

O trzecim z papieży, wymienionych w owym ciemnym — myślę, że wolno użyć tej nazwy — antykatechizmie napisano, że „trzymał się herezji monoteletyzmu, za co został potępiony na VI Soborze Powszechnym”. W odniesieniu do papieża Honoriusza (625–638) to przynajmniej jest prawdą, że faktycznie sprzeniewierzył się on swoim obowiązkom nauczycielskim, nie jest jednak prawdą, jakoby był on wyznawcą monoteletyzmu.

Zacznijmy rzecz od końca, to znaczy od odnośnej uchwały Soboru Konstantynopolitańskiego III z roku 681: „Odcinamy się od listów dogmatycznych, jakie napisał Sergiusz, ongiś patriarcha tego (oby je Bóg zachował) cesarskiego miasta, do Kyrosa, ongiś biskupa Fasis oraz do Honoriusza, ongiś papieża starego Rzymu, jak również od listu, który tenże Honoriusz odpisał wspomnianemu Sergiuszowi. Uznajemy je za całkowicie obce dogmatom apostolskim oraz orzeczeniom świętych soborów i [nauce] wszystkich zasługujących na wiarę Ojców, podążają bowiem za fałszywymi naukami heretyków. Odrzucamy je całkowicie i jako szkodliwymi dla duszy brzydzimy się nimi. Bezbożne dogmaty ich, to znaczy wyżej wymienionych, potępiamy i postanowiliśmy imiona ich wyrzucić z świętego Kościoła Bożego, mianowicie Sergiusza (...), który odważył się pisać o tym bezbożnym dogmacie, Kyrosa z Aleksandrii, Pyrrusa, Pawła i Piotra, którzy również zasiadali na katedrze tego (oby je Bóg zachował) miasta i podobne poglądy żywili, a również Teodora, ongiś biskupa Faran. (...)

Wraz z nimi postanowiliśmy odrzucić od świętego Bożego Kościoła katolickiego i tak samo anatematyzować także Honoriusza, który ongiś był papieżem starego Rzymu, ponieważ stwierdziliśmy, że w liście, jaki napisał do Sergiusza, we wszystkim podzielał jego poglądy i potwierdził jego bezbożne dogmaty” 13.

Rok po tym soborze papież Leon II, zatwierdzając jego uchwały, powtórzył również uchwalone na nim potępienia: „Podobnie anatematyzujemy wynalazców nowego błędu, mianowicie biskupa Faran Teodora, Kyrosa z Aleksandrii, Sergiusza, Pyrrusa (...), a również Honoriusza, który tego apostolskiego Kościoła nie rozświetlił nauką apostolskiej tradycji, lecz nieskalaną wiarę usiłował wypaczyć niegodziwą zdradą” (Denz 563).

Na razie zauważmy, że w obu dokumentach imię papieża zostało wymienione na samym końcu — jak za chwilę się przekonamy, nie bez przyczyny. Przedtem jednak warto pokrótce przypomnieć, o co chodziło w herezji monoteletyzmu. Jak rzadko która herezja, miała ona korzenie jawnie polityczne. Mianowicie po Soborze Chalcedońskim w roku 451 narody niegreckie, które wchodziły w skład cesarstwa bizantyńskiego, zaczęły swoją tożsamość budować wokół potępionej na tym soborze herezji monofizytyzmu, głoszącej, że człowieczeństwo Jezusa roztopiło się w Jego Bóstwie, tak jak kropla wody rozpuściłaby się w oceanie miodu.

Toteż trudno się dziwić, że kolejni cesarze, zaniepokojeni rozłamywaniem się swojego państwa, gorączkowo szukali sposobów na odbudowanie jedności religijnej. W trosce o jedność państwa cesarze nieraz tracili uważność na prawdę wiary. Ponieważ mieli oni istotny wpływ na nominację patriarchy swojej cesarskiej stolicy, rozumie się samo przez się, że najczęściej wykonawcami ich pomysłów religijnych byli właśnie patriarchowie Konstantynopola.

Początkowo próbowano nawet odejść od Soboru Chalcedońskiego. Na tym właśnie polegała, zapoczątkowana już w roku 484, schizma patriarchy Akacjusza, która trwała do roku 518. Bez porównania poważniejszą próbą był monoteletyzm. Była to próba zachowania litery Soboru Chalcedońskiego przy całkowitym odejściu od jego ducha i przyjęciu ducha monofizytyzmu. Owszem — mówili monoteleci — Pan Jezus jest Osobą Boską, która jest zarazem prawdziwym człowiekiem, ale nie było w Nim woli ludzkiej. Mówiąc inaczej: jest On prawdziwym człowiekiem, tylko że nie jest prawdziwym człowiekiem. Trudno się dziwić, że monofizyci o tej doktrynie mówili z satysfakcją: „To nie my idziemy do Chalcedonu, to Chalcedon przychodzi do nas”.

Początkowo, będąc tylko partykularnym synkretyzmem z pogranicza katolicko–monofizyckiego, monoteletyzm stał się poważnym zagrożeniem dla wiary katolickiej, kiedy jego promotorami stały się dwie bardzo wybitne osobowości, cesarz Herakliusz i patriarcha Sergiusz. Zagrożenie cesarstwa ze strony Persji, a już w następnym pokoleniu ze strony islamu dodatkowo zmobilizowało środowiska przywódcze w Konstantynopolu do popierania tej drogi pojednania z monofizytami.

Czymś istotnym dla powodzenia całego zamysłu było uzyskanie poparcia biskupa rzymskiego. I właśnie wówczas — w roku 634 — papież Honoriusz zgrzeszył brakiem nauczycielskiej czujności. Uznał, że przedstawiona mu przez Sergiusza doktryna dotyczy problemu czysto akademickiego, oderwanego od życia. Jasno to wynika z jego listu, jaki napisał w odpowiedzi Sergiuszowi:

„Wyznajemy jedną wolę Pana naszego Jezusa Chrystusa, bo jest rzeczą jasną, iż Bóstwo przyjęło naszą naturę, a nie winę — tę, która została stworzona, zanim grzech się pojawił, a nie tę, która została wypaczona przez winę. (...) Nie nosił On w swoich członkach innego prawa ani nie było w Zbawicielu rozbieżnej czy przeciwnej woli, ponieważ urodził się On ponad prawem naszej obecnej ludzkiej kondycji. (...) O tym, że Pan Jezus Chrystus, Syn i Słowo Boże, przez które wszystko się stało, działa jako ktoś jeden w Bóstwie i człowieczeństwie, Pismo święte świadczy z całą jasnością. Czy zaś ze względu na działania Bóstwa i człowieczeństwa należy mówić i rozumieć o jednym czy dwóch działaniach, nie powinniśmy się tym zajmować, zostawmy to gramatykom” (Denz 487).

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że papieżowi obca była herezja monoteletyzmu, bo w gruncie rzeczy nawet jej nie rozumiał. Zresztą właśnie dlatego nie rozpoznał niebezpieczeństwa, jakie z sobą niosła. Nie mogę nadmiernie przedłużać tego listu, toteż tylko zasygnalizuję, że — na długo przed Soborem Konstantynopolitańskim III, w roku 641, w potępiającym monoteletyzm liście do cesarza Konstantyna III — stanowczo bronił katolickiej prawowierności Honoriusza jego następca, papież Jan IV (Denz 496– –498).

Nie ma papieża Honoriusza na imiennej liście twórców herezji monoteleckiej, potępionych na Synodzie Laterańskim w roku 649, a więc na całe pokolenie przed wspomnianym soborem. Warto może wiedzieć, że promotor tego synodu, święty papież Marcin I (649–655), męczeństwem przypłacił swoje zaangażowanie przeciwko monoteleckiemu zagrożeniu 14. Również wielki teolog bizantyński, święty Marcin Wyznawca († 662) 15, broni katolickiej prawowierności Honoriusza, mimo że ubolewa nad tym, że papieżowi — choć był prosty jak gołębica — zabrakło roztropności węża 16.

Podsumowując: Na dwa zarzuty, jakie są stawiane temu papieżowi, odpowiedzieć trzeba odmiennie. Czy zgrzeszył on brakiem nauczycielskiej czujności? Niestety, tak. Czy sprzyjał monoteletyzmowi? Na pewno nie.

Jacek Salij OP

1 Nieomylność następcy Piotra, „W drodze” 7/1980 (przedruk w książce Szukającym drogi); Dlaczego następcę Piotra nazywamy Ojcem świętym?, „W drodze” 8/1992 (przedruk w książce Nadzieja poddawana próbom); Czy dogadamy się na temat prymatu papieża?, „W drodze” 6/1996 (przedruk w książce Praca nad wiarą); Nowy Testament na temat prymatu papieża, „W drodze” 8/1998 (przedruk tamże). Zwłaszcza w pierwszym i ostatnim z tych tekstów znajdują się treści bardzo ważne dla zrozumienia religijnego sensu prymatu Piotra w Kościele.

2 Breviarium fidei. Wybór doktrynalnych wypowiedzi Kościoła, opr. Stanisław Głowa i Ignacy Bieda, Poznań 1989, s. 54n. Z książki tej przytaczam również dwa następne świadectwa.

3 Św. Jan Chryzostom, Wybór pism, Warszawa 1974, s. 239–246.

4 F. Dvornik, Bizancjum a prymat Rzymu, Warszawa 1985, s. 52.

5 Preskrypcja przeciw heretykom, 36, tłum. Emil Stanula, w: Tertulian, Wybór pism, Warszawa 1970, s. 70n.

6 Euzebiusz z Cezarei, Historia kościelna, 5,28,6, tłum. Arkadiusz Lisiecki, Poznań 1924, s. 245n.

7 Św. Atanazy, Apologie, tłum. Jan Ożóg, Warszawa 1979, s. 191.

8 Polski przekład tego stenogramu znaleźć można w książce Hugona Rahnera, Kościół i państwo we wczesnym chrześcijaństwie, tłum. Jan Radożycki, Warszawa 1986, s. 93–96.

9 Ammianus Marcellinus, Res gestae, 15,7, tłum. Andrzej Bober, „Vox Patrum” 10/1986, s. 320.

10 Apologia przeciw arianom, 89, w: Św. Atanazy, dz. cyt., s. 166.

11 Sokrates Scholastyk, Historia Kościoła (lib. 2 cap. 37), tłum. Stefan Kazikowski, Warszawa 1972, s. 188.

12 Pisze o tym Hermiasz Sozomen, Historia Kościoła (lib. 6 cap. 11), tłum. Stefan Kazikowski, Warszawa 1980, s. 374n, a również Sokrates Scholastyk, dz.cyt., s. 297–303.

13 Enchiridion symbolorum, definitionum et declarationum de rebus fidei et morum (odtąd: Denz), opr. Henricus Denzinger i Adolfus Schönmetzer, Barcinone etc., 1963, nr 550n, tłumaczenie własne.

14 Wstrząsający zapis z procesu przeciw papieżowi Marcinowi, zob.: Hugo Rahner, dz. cyt., s. 239–249.

15 Również Maksym zniósł potworne prześladowanie za przeciwstawianie się monoteletyzmowi, zob. Hugo Rahner, dz. cyt., s. 250–266.

16 List 19 (PG 91,589–597).


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Bóg Anonimowych Alkoholików

STRATEGIA: UDERZ W PASTERZA!

Aktualność ofiar, które przeminęły

KTO DZISIAJ JEST BARABASZEM?

Ironia, szyderstwo, kpina


komentarze



Facebook