Archwium > Numer 319 (03/2000) > Szukającym drogi > Ironia, szyderstwo, kpina

Ironia, szyderstwo, kpina

W „Katechizmie Kościoła Katolickiego” natrafiłem na pouczenie, że grzechem przeciwko prawdzie jest „ironia, która zmierza do poniżenia kogoś przez ośmieszanie w sposób nieprzychylny pewnego aspektu jego postępowania” (nr 2481). Zaniepokoiła mnie ta wypowiedź. Czyżby grzechem było uprawianie satyry albo sztuka uprawiana przez komików? W czasach PRL tyle nadziei dodawało nam ośmieszanie przez satyryków różnych absurdów socrealizmu. Uświadomiłem też sobie, że sam nieraz uciekam się do ironii, choć chyba bez intencji poniżania kogokolwiek. Przecież ironią posługiwali się nawet Ojcowie Kościoła, choćby na przykład w swoich wypowiedziach na temat wyznawców reinkarnacji.

 

„Znam ja coś gorszego nad uśmiechy krzywe — pisał Cyprian Norwid (Rzecz o wolności słowa, XI) — nad Cynizm, nad Ironię... / ...znam — Serio–fałszywe”. Poeta zresztą precyzyjnie wyjaśnia, że ironia, a nawet cynizm mogą być sposobem dopominania się o prawdę: „Nie znieśli prawdy, niech poświst jej znoszą”.

Ironia, kpina, a nawet drwina i szyderstwo wydają się szczególnie skutecznym sposobem rozprawiania się z owym „fałszywym serio”, odsłaniania jego nieprawdy, pustki i pozorności. To właśnie dlatego satyra i pamflet nieraz przyczyniały się skutecznie do oczyszczania atmosfery społecznej z hipokryzji, fasadowości, różnego udawania i sztuczności.

Pismo święte samemu nawet Bogu przypisuje tego rodzaju ironię. Oto jak reaguje On na bunt narodów i władców przeciwko Niemu: „Śmieje się Ten, który mieszka w niebie, Pan się z nich naigrawa” (Ps 2,4; por. 37,13; 59,9). Już więcej sensu miałby bunt łódki przeciw oceanowi albo gliny przeciw garncarzowi niż bunt ludzi (czy jakichkolwiek innych stworzeń) przeciwko Stwórcy! Jedynym powodem, dla którego Bóg może się przejmować naszym buntem, jest Jego miłość do nas.

Zwłaszcza dwie cechy boskiego naśmiewania się z grzeszników zasługują na zauważenie. Pan Bóg przede wszystkim „naśmiewa się z szyderców” (Prz 3,34), tzn. z takich, którzy usiłują ośmieszyć prawdę i sprawiedliwość, naigrawają się z Jego przykazań, a w nieszczęściu sprawiedliwych znajdują okazję do drwiny. Tacy niech pamiętają — czytamy w Księdze Mądrości, że ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Sprawiedliwego kiedyś mieli oni za nic, ale to oni sami „staną się wiecznym pośmiewiskiem” (4,19) i będą musieli uznać, jak niesłusznie sobie z niego szydzili: „To ten, co dla nas — głupich — niegdyś był pośmiewiskiem i przedmiotem szyderstwa: jego życie mieliśmy za szaleństwo, śmierć jego za hańbę” (5,4).

Bóg jednak zdecydowanie nie chce — i to jest druga cecha Jego sięgania po drwinę — żeby szyderstwo było ostatnim Jego słowem do grzesznika. Jeśli „naśmiewa się” z grzeszników, to dlatego, żeby się nawrócili. Prawda o Bogu najpełniej odsłoniła się przed nami w Jezusie Chrystusie: „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca” (J 14,9). Otóż nie było w dziejach bardziej niegodziwego szyderstwa niż to, które rozlegało się na Kalwarii (Mt 26,68; 27,27–31. 39–44). A jednak Ukrzyżowany modlił się o to, żeby nawet ci zbrodniczy szydercy dali się doprowadzić do życia wiecznego (Łk 23,34).

Tę prawdę na temat ironii i szyderstwa — że ironia sprawiedliwa i służąca prawdzie nie może być ostatnim słowem, jakie na bolące nas tematy mamy do powiedzenia — świetnie rozumiał Norwid. „Czemu po śmiechu każdym — taka próżnia?” — pytał retorycznie w swoim Promethidionie.

Tyle na temat ironii sprawiedliwej. Przypatrzmy się teraz ironii grzesznej — ironii owych szyderców, którzy boleśnie rozśmieszają samego Boga. Ma ona co najmniej dwie postacie. Jest ironia skierowana przeciwko (że nawiążę do Norwida) „serio autentycznemu” oraz ironia (o której mówi Katechizm), „która zmierza do poniżenia kogoś przez ośmieszanie w sposób nieprzychylny pewnego aspektu jego postępowania”.

Podajmy pierwszy z brzegu przykład tej drugiej. Bohdan Korzeniewski pisze w swoim wspomnieniu z Oświęcimia, że dosłownie każda słabość więźnia, niezaradność, niezawinione nawet braki w ubiorze wywoływały u obozowych dozorców głośną i brutalną drwinę: „Nieszczęśnicy, którym jedna nogawka nie zakrywała kolan, a druga opadała na stopę, od razu przyciągali uwagę wszystkich dozorców, w pasiakach czy w mundurach. Okazywali oni zadziwiającą, jak na dorosłych mężczyzn, skłonność do zabawy z ludzkich śmieszności czy niedołęstwa. Należało do żelaznego repertuaru ich żartów i najwyraźniej sprawiało im głębokie zadowolenie, gdyż utwierdzało ich w poczuciu wyższości” 1.

Ludzi prymitywnych będzie rozśmieszało to, że niewidomy, jeśli mu podłożyć nogę, przewróci się albo że ktoś nie potrafi opanować nerwowego tiku, że chrześcijanin nosi medalik, a żyd jarmułkę, albo że sąsiad ma płaskostopie. Z kolei ktoś mający ludzi prymitywnych w pogardzie nie daruje koledze z redakcji nieznajomości angielskiego albo znajomej nauczycielce, że słucha Radia Maryja. Drwina wydaje się temu człowiekowi najbardziej stosownym sposobem zdystansowania się wobec tak wątpliwych inteligentów.

We wspomnianej książce znajduje się przejmujący przykład szyderstwa drugiego rodzaju, szyderstwa z wartości autentycznych. Wybitny teatrolog uczestniczył w ratowaniu ze spalonej i zburzonej Warszawy resztek dóbr kultury. Otóż Niemcy, przyjmując kapitulację powstania warszawskiego, zobowiązali się zabezpieczać tę akcję. „To swoje zobowiązanie — wspomina Korzeniewski — [hitlerowscy] oficerowie traktowali z odcieniem takiej pobłażliwej drwiny, z jaką mechanik obsługujący spychacz patrzy na zabawne skoki archeologa, który usiłuje ze zwałów ziemi przetaczanych maszyną wyzbierać skorupki po zmiażdżonym garnku. W oczach fachowców wojny tak musiała wyglądać działalność gromadki cywilów w zniszczonych, a często nawet cudzych ubraniach. Nosiła wszelkie cechy manii nic nie znaczącej i dlatego zupełnie nieszkodliwej. Przyglądanie się tej krzątaninie z rękami wspartymi na biodrach mogło dostarczyć odświeżającej rozrywki” (s. 124).

Czytając ten opis, czuje się wręcz fizycznie, że czymś beznadziejnym byłyby jakiekolwiek próby przekonywania owych barbarzyńców, że istnieją jakieś wartości wyższe niż niszczenie i zabijanie. Już w Starym Testamencie zauważono, że pouczanie szyderców jest czymś bezcelowym i nieskutecznym: „Kto poucza szydercę, ściąga na siebie [jego] wzgardę” (Prz 9,7). Przecież on prawdy nie szuka, ale przeciwnie, gardzi nią serdecznie. Może jeszcze coś by zrozumiał, gdyby komuś udało się ośmieszyć jego szyderstwo. Tu od razu jednak dodam, że nigdy nie posuwajmy się do tego, żeby ośmieszać samego szydercę.

Otóż warto zauważyć, że współczesny atak na fundamentalne wartości naszej kultury, a nawet na samą wiarę chrześcijańską, tylko w niewielkim stopniu dokonuje się za pomocą argumentów. Podstawowym jego narzędziem jest arbitralne rzucenie anatemy, irracjonalne zaetykietowanie, szyderstwo, drwina, zazwyczaj niesprawiedliwe ośmieszanie. Krótko mówiąc, tworzenie atmosfery na podobieństwo tej, jaką szatanowi udało się stworzyć na Kalwarii. Sprzeciwienie się tej atmosferze jest czymś bez porównania trudniejszym niż stawienie oporu barbarzyństwu, które naciera poprzez przemoc.

Zarazem sprzeciw jest tu czymś bardziej prostym i bardziej skutecznym. Wystarczy, że — wbrew wszelkim próbom ośmieszenia i zdyskredytowania tej postawy — będziemy jasno wiedzieli i świadczyli o tym, że w żaden sposób nie da się usprawiedliwić ani zabijania poczętych dzieci, ani uśmiercania ludzi umierających, że zachowania homoseksualne uwłaczają ludzkiej godności, a rozpowszechnienie jakichkolwiek niemoralnych postaw i rozwiązań nie dodaje im moralnej godziwości. Wystarczy też, że — wbrew wszelkim szyderstwom z prawd Bożych oraz ludzkim wymądrzaniom się na ich temat — będziemy się starali najzwyczajniej w świecie wierzyć w Chrystusa jako naszego jedynego Zbawiciela i Go kochać.

Szyderstwo tylko wtedy ma moc zniszczenia prawdy, jaka jest w człowieku, kiedy ja bardziej jestem przywiązany do tego, co sobie o mnie ludzie pomyślą niż do samej prawdy. Pan Jezus nie przypadkiem powiedział: „Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie” (Mt 5,11–12).

I praktycznie starajmy się pamiętać o tym, że ukrzyżowany Chrystus modlił się za tych, którzy sobie z Niego szydzili i Go zabijali.

Jacek Salij OP

1 Bohdan Korzeniewski, Książki i ludzie, Warszawa 1993, s. 11.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Podpiłowana kierownica

Wierzymy wspólnie z innymi

Jedność wiernych z biskupem

Katolicyzm i polska gospodarka

PRZYSZEDŁEM RZUCIĆ OGIEŃ NA ZIEMIĘ


komentarze



Facebook