Archwium > Numer 322 (06/2000) > Orientacje > American, ale czy Beauty?

American, ale czy Beauty?

Autentyzmu — tego pragną Amerykanie jak kania dżdżu i szukają go we własnej przeszłości, o czym świadczy także powodzenie takich filmów jak „American Beauty”. Warunkiem autentyzmu staje się powrót do jednostkowej wolności, ucieczka od społecznych ograniczeń. W tym kontekście „moralny” znaczy tyle, co „autentyczny”, „niemoralne” jest zaś to, co ogranicza jednostkową ekspresję. Postulat autentyzmu, który powinien być zaledwie katalizatorem w procesie poszukiwania i sublimowania trwałych wartości, staje się celem.

 

Oscar — nagroda publiczności

Znajomy zapytał mnie: „Czy American Beauty rzeczywiście zasłużył na swoje Oscary?”. Pytanie proste i jasne — ale tylko z pozoru. Uświadomiło mi ono raz jeszcze z całą wyrazistością brak uniwersalnych — a przynajmniej mających obiektywizujące ambicje — kryteriów przyznawania tej najsłynniejszej w historii kinematografii nagrody. Takie samo pytanie można było przecież zadać niedawno w odniesieniu do nagrodzonych Oscarem filmów Angielski pacjent i Zakochany Szekspir, a odpowiedź byłaby taka sama: „Skoro dostał, to znaczy, że zasłużył”. Oscar jest, jak to podkreślają z dumą Amerykanie, najbardziej demokratyczną nagrodą w historii filmu. W porównaniu z innymi, Oscar to na dobrą sprawę nagroda publiczności — jest bowiem przyznawany przez kilka tysięcy członków Amerykańskiej Akademii Filmowej. To oczywi (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Krzysztof Kornacki - ur. 1970, adiunkt w Zakładzie Dramatu, Teatru i Filmu Uniwersytetu Gdańskiego, autor książki "Kino polskie wobec katolicyzmu 1945-1970", żonaty, mieszka w Gdańsku. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Dramat porównań

Chocholi polonez Andrzeja Wajdy

Drzewo w środku sypialni

Biblia pauperum dla inteligencji

Absurd w nawiasie nadziei


komentarze



Facebook