Berta

W dniu, w którym przyszła na świat Berta, padał deszcz, nie wiało, nie było też specjalnie zimno. Krople deszczu tańczyły w powietrzu, wydzwaniały na parapetach, dachach, na czym tylko mogły, wesołe melodyjki, jedne drugim życząc dobrego lądowania. Szumiały w liściach nieco zmęczonych spiekotą dwóch letnich miesięcy, ale pogodnie, nie jak kaskada wśród nagich skał rzucająca się w przepaść, raczej strumieniem przemykającym ku ziemi, to tędy, to owędy. W kałużach, gdy już się pojawiły, pluskały unisono, dotykając ich powierzchni nie nachalnie, tylko tak aby, aby, rzec by można, głaszcząc lub pieszczotliwie, dla zabawy, stukając palcem, paluszkiem, opuszkiem palca z prośbą — „zgadnij, jakie jest moje imię”. Podobało się to małej Bercie, usłyszała też wtedy, a jeżeli nie wtedy, to niedługo potem, pierwsze słowa — „kocham cię”. Powiedziała tak, nisko pochylając się nad dziecięcym, rozdygotanym serduszkiem, mama. Potem mówiła to jeszcze wielokrotnie, zawsze z tym samym ciepłem w głosie. Zanim jednak Berta zdołała, poruszając nóżkami i rączkami, w niewymownym napięciu wysylabizować ma–ma, rodzicielkę o jasnych włosach w tajemnicy przed jej dzieckiem wywleczono z domu, wrzucono do dołu i zasypano. Amen. Umarła na tyfus. Właśnie zaczynała się po ciężkiej zimie wiosna, świat odradzał się. Mała Berta musiała się teraz przyzwyczaić do godzin spędzanych w samotności, do swojego głosu, gdy płakała, a potem do ciszy, która zazwyczaj stanowiła odpowiedź na wszelkie jej pytania i łzy. Musiała s (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Waldemar Borzestowski - ur. 1964, artysta, autor książki "Nocny sprzedawca owoców", która ukazała się nakładem Wydawnictwa W drodze, żonaty, mieszka w Gdańsku. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Malarz

Miał stary Jofka psa

Dzień miłosierdzia

Kalendarz

Ostatnia podróż Assmusa Brouwera


komentarze



Facebook