Różańcowa podróż

Odmawianie różańca nieco przypomina podróż. Zwłaszcza długą Jazdą koleją — z jej miarowym stukotem kół, osobliwym rytmem kolorów za oknem, powtarzającymi się raz po raz motywami stacji i trakcyjnych słupów. Istotny wydaje się właśnie ów niespieszny, kołyszący rytm. To dzięki niemu wyprawa staje się tym, czym jest w swej istocie: oderwaniem od chaosu codziennych zajęć, nabieraniem dystansu, zmianą perspektywy oglądania świata i samego siebie. To właśnie rytm sprawia, że każda prawdziwa wędrówka jest nie tylko eskapadą w dal, ale i w głąb — usposabia do medytacji. To właśnie za sprawą rytmu przebyta droga ma zawsze pewien dodatkowy wymiar — rozgrywa się nie tylko na osi poziomej, ale też — jeśli tak można powiedzieć — na osi pionowej, w znamiennym układzie góra–dół.

Odmawianie różańca, podobnie jak podróż, można więc zacząć o dowolnej porze i w każdym niemal miejscu. Naturalnie, zarówno modlitwy, jak i wyprawy porą nocną mają swój specyficzny, podszyty jedwabistym srebrem, ciemnogranatowy odcień, któremu niepodobna odmówić uroku. Pewne miejsca nadają im osobliwy klimat — zasadniczo jednak ani miejsce, ani czas nie stanowią dla obydwu istotnej przeszkody. Ważne wydaje się raczej usposobienie: to, czy się chce wyjechać, a więc coś zostawić, czy też nie.

Symbolicznym znakiem gotowości do podróży jest, co wydaje się oczywiste, spakowanie walizki i zamknięcie na klucz drzwi mieszkani (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Wojciech Kudyba - ur. 1965, poeta, norwidolog, doktor nauk humanistycznych KUL, żonaty, mieszka w Nowym Sączu. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Szopka Pana Boga

Miejsca dotknięcia Łaski

Wszystko zaczyna się w piątek

jesus@heaven.com

Usłyszeć głos wnętrza


komentarze



Facebook