Archwium > Numer 326 (10/2000) > Szukającym drogi > Dlaczego kobiety nie sprawują Eucharystii?

Dlaczego kobiety nie sprawują Eucharystii?

„To, że w czasach, kiedy kobiety są rektorami wyższych uczelni i prezydentami państw, Kościół nie dopuszcza ich do kapłaństwa, utrwala tylko obraz Kościoła jako instytucji, która nie nadąża za postępem i która ma kłopoty z odnalezieniem się we współczesności”. Jak Ojciec by się ustosunkował do tego zarzutu? Co Ojciec odpowie na argument, że sam Pan Jezus upoważnił Samarytankę, żeby ogłosiła Go swoim rodakom jako Mesjasza (J 4,28n)? Nawet więcej: kobiety były najdosłowniej pierwszymi świadkami zmartwychwstania i to one zwiastowały tę nowinę apostołom (Mt 28,7; Mk 16,7; Łk 24,22–24; J 20,2).

 

Kobiety chyba jednak bardziej Pana Jezusa kochały niż mężczyźni. Kiedy umierał na krzyżu, jeden tylko mężczyzna znalazł się wśród tych Jego przyjaciół, którym starczyło odwagi, żeby Go nie opuścić (J 19,26). Owszem, wybitny dostojnik (bo z kimś zwyczajnym Piłat by w ogóle nie rozmawiał), Józef z Arymatei, uzyskał pozwolenie na pochowanie Skazańca i razem z Nikodemem zajął się Jego pogrzebem (J 19,38–40). Jednak po skończonym pogrzebie przy grobie Jezusa zostały same tylko kobiety. Ewangelista Mateusz zapisał, że kiedy Józef „przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł, Maria Magdalena i druga Maria 1 pozostały tam, siedząc naprzeciw grobu” (Mt 27,61). Kobiety też, pierwszego dnia po szabacie, zerwały się skoro świt, ażeby znowu być przy Jego grobie.

Rzecz jasna, nie zamierzam ani podlizywać się kobietom, ani narażać się mężczyznom, zwłaszcza że w naszym powołaniu do zbawienia „nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteśmy kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,28). Warto jednak wiedzieć, że obecną w Starym Testamencie symbolikę małżeństwa Boga ze swoim ludem (Jr 2,2; Ez 16,10– –13; Oz 2,16–18) Nowy Testament oddaje w obrazie małżeństwa Chrystusa z Kościołem (Mt 25,1–12; J 3,29; 2 Kor 11,2; Ef 5,25–30; Ap 19,7; 21,2). Kościół — a więc my wszyscy, i kobiety, i mężczyźni — przedstawiony jest w tym najświętszym przymierzu jako Małżonka Chrystusa.

Głęboko pisał o tym Jan Paweł II w liście apostolskim z 15 sierpnia 1988 roku na temat godności kobiety: „W obrębie wielkiej tajemnicy Chrystusa i Kościoła wszyscy wezwani są do tego, aby — jako oblubienica — odpowiadać darem swego życia na niewysłowiony dar miłości Chrystusa, który sam jeden jako Odkupiciel świata jest Oblubieńcem Kościoła. W królewskim kapłaństwie, które jest powszechne, wyraża się równocześnie dar Oblubienicy” (Mulieris dignitatem, 27). Krótki komentarz na temat „królewskiego kapłaństwa” odłóżmy na później.

To właśnie dlatego, że Kościół ma w Nowym Testamencie postać Kobiety, wszystkie kobiety z Ewangelii — przecież konkretne, żywe osoby! — służyły Ojcom Kościoła do wydobywania prawdy o Kościele. I tak obrazem Kościoła były dla Ojców wszystkie nawrócone przez Pana Jezusa grzesznice, kobieta uzdrowiona z krwotoku, i ta, która przez osiemnaście lat była schylona do ziemi, i każda z trzech wdów ewangelicznych, i obie siostry z Betanii, i wreszcie Najświętsza Matka, na której wzór Chrystus Pan ukształtuje sobie w końcu nas wszystkich „w Kościół chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz święty i nieskalany” (Ef 5,27).

Również spotkanie Pana Jezusa z Samarytanką odsłania ważny aspekt tajemnicy Kościoła. „Chrystus przemawiał do jednej tylko Samarytanki — pisał Hans Urs von Balthasar — ale równocześnie zwraca się do każdej grzesznicy, do każdego grzesznika”. Samarytanka — powiada święty Augustyn 2 — jest figurą Kościoła, składającego się z grzeszników i pogan, którzy uwierzyli, że jeden tylko Chrystus może zaspokoić nasze pragnienia ostateczne. Kto zaś tak uwierzył w Chrystusa, ten czuje się wewnętrznie przymuszony, żeby opowiadać o Nim ludziom, którzy Go jeszcze nie znają.

Moim zdaniem, jest to szczegół o wielkim znaczeniu, że bohaterkami obu podanych przez Panią faktów z Ewangelii są właśnie kobiety. Nie ulega bowiem wątpliwości, że zawarte w nich przesłanie skierowane jest do owej Kobiety, która jest Małżonką Chrystusa, tzn. do całego Kościoła, do wszystkich ochrzczonych, a nie tylko do hierarchii. Po pierwsze Kościół skończyłby marnie, gdyby nie było w nim wielu serc kochających Chrystusa, które szukają Go wytrwale, mimo że różnym ludziom wydaje się, że Jego sprawa już przegrała — i które znajdują Go jako Żyjącego i Zwycięzcę. Po wtóre wszyscy, którzy dostąpili tego szczęścia, że się z Nim spotkali i w Niego uwierzyli, po tym mogą poznać, że Go naprawdę kochają, że na wzór Samarytanki pragną dzielić się tym swoim szczęściem z innymi.

Ma się rozumieć, tego wewnętrznego przymusu apostołowania wierzące kobiety doświadczają na równi z mężczyznami. I tak było od początku. Dzieje Apostolskie mówią nam o Lidii, która, najpierw sama uwierzywszy w Chrystusa, „została ochrzczona razem ze swoim domem” (Dz 16,14n). Z kolei Pryscylla, zapewne bardziej od swojego męża aktywna w wierze, bo zazwyczaj wymieniana przed nim, wspólnie z mężem wprowadziła do Kościoła niejakiego Apollosa, później ogromnie zasłużonego w głoszeniu Ewangelii (Dz 18,26), i udostępniła swój dom na katechezę, a może na sprawowanie liturgii (1 Kor 16,19); oboje nawet „nadstawiali swoich głów” w obronie apostoła Pawła (Rz 16,3–5). Zresztą warto dokładniej przestudiować szesnasty rozdział Listu do Rzymian, żeby przekonać się, jak wiele kobiet aktywnie angażowało się w sprawy Kościoła.

W Kościele jest czymś oczywistym, że kobiety na równi z mężczyznami są powołane do zbawienia. Początkowo Kościół nie miał pewności, czy wolno mu chrzcić pogan (Dz 11,1–18), nigdy jednak nie było wątpliwości co do udzielania chrztu kobietom. Na równi też z mężczyznami kobiety są powołane do przekazywania innym wieści o Chrystusie.

Co więcej, wiele znaków wskazuje na to, że wierzące kobiety często wręcz wyprzedzają wierzących mężczyzn w miłości do Chrystusa. Podam parę takich znaków. Otóż w czasach prześladowań główna nienawiść kierowała się zazwyczaj przeciw biskupom i kapłanom, stąd wśród męczenników za wiarę przeważają mężczyźni. Mimo to jednak najbardziej poruszające przykłady przyjmowania męczeństwa w całkowitym zawierzeniu się Chrystusowi zostawiły nam właśnie kobiety — że przypomnę męczeństwo świętej Blandyny czy świętych Perpetui i Felicyty 3. Tak samo to chyba nie przypadek, że chociaż teologię uprawiali przede wszystkim mężczyźni, to jednak najbardziej porywająco, a przede wszystkim „praktycznie” mówiły o Bogu, o Jego miłości do nas i o naszej oziębłości św. Katarzyna ze Sieny, św. Teresa z Avili, św. Teresa od Dzieciątka Jezus, św. Faustyna Kowalska czy św. Edyta Stein.

Całym celem naszego bycia w Kościele jest nasze uświęcenie. Może przesadziłem w tym wywyższaniu kobiecego oddania się Panu Jezusowi, może to jest tak, że kochających Go mężczyzn i kobiety obdarza On świętością stosownie do naszej męskiej lub kobiecej natury. Niemniej nieraz można odnieść wrażenie, jakby Pan Bóg obdarzający świętością był wobec kobiet hojniejszy 4.

Zapytajmy teraz, dlaczego do kapłaństwa powoływani są tylko mężczyźni. Zacznijmy od paru uwag porządkujących. W naszym pytaniu chodzi, rzecz jasna, o kapłaństwo służebne, hierarchiczne, udzielane poprzez odrębny sakrament, które sprawowane jest zwłaszcza poprzez odprawianie Mszy świętej i udzielanie sakramentu pokuty. Bo co do kapłaństwa „królewskiego”, które uzdalnia do składania samym swoim sposobem życia ofiar miłych Bogu (1 P 2,5.9), do jego wypełniania powołani są wszyscy ochrzczeni — i ochrzczone kobiety nieraz to kapłaństwo realizują głębiej i bardziej autentycznie niż ochrzczeni mężczyźni (księży i biskupów nie wyłączając).

Ustosunkujmy się jeszcze do argumentu, że Pan Jezus dlatego nie powołał do grona apostołów żadnej kobiety, bo ówczesna mentalność by tego nie zniosła. Otóż nie da się ukryć, że argument ten przesycony jest niedopuszczalną arogancją wobec Pana Jezusa. „Powołując samych mężczyzn na swych apostołów — zauważa Jan Paweł II we wspomnianym już liście apostolskim na temat godności kobiety — Chrystus uczynił to w sposób całkowicie wolny i suwerenny. Uczynił to z taką samą wolnością, z jaką w całym swoim postępowaniu uwydatniał godność i powołanie kobiety, nie dostosowując się do panującego obyczaju i tradycji usankcjonowanej ówczesnym prawodawstwem” 5.

Zresztą powoływanie się na dyktat ówczesnej mentalności kłóci się z faktami historycznymi. Przecież w czasach starożytnych — zarówno w Azji Mniejszej, jak w Grecji, Italii i w całym w ogóle Cesarstwie Rzymskim, czyli tam, gdzie przede wszystkim rozwijał się ówczesny Kościół — kapłanki były znane w kultach religijnych i ludzie byli do tego przyzwyczajeni. A jednak ten sam Kościół, który bez wahania udzielał chrztu kobietom, nie odczuwał nawet pokusy, żeby dopuszczać je do kapłaństwa.

Dlaczego? Dlaczego kobiety, powołane przecież do kapłaństwa królewskiego, nie są powoływane do kapłaństwa służebnego? Zrozumieć to można tylko w świetle prawdy o oblubieńczym związku, jaki łączy Chrystusa z Kościołem. Kapłaństwo służebne jest w Kościele posługą, której sama istota polega na sakramentalnym uobecnianiu zbawiającego nas Chrystusa. Ksiądz sprawuje Eucharystię nie dlatego, że wyznaczony został do tego przez wspólnotę wierzących. On został do tego wyznaczony przez wybór z góry, w momencie udzielenia mu sakramentu święceń. „Sakrament Eucharystii — wyjaśnia wspomniany już w przypisie dokument Kongregacji Wiary z roku 1976 — nie jest bowiem zwyczajną ucztą braterską, lecz jest równocześnie pamiątką uobecniającą i «aktualizującą» Ofiarę Chrystusa oraz Jego ofiarę składaną przez Kościół” (Inter insigniores, 4).

Ponieważ w Eucharystii uobecnia się w sposób sakramentalny działanie samego Chrystusa, zauważmy — staram się wyłowić szczególnie ważne fragmenty tego samego dokumentu — „że nie byłoby tego podobieństwa naturalnego, jakie powinno zachodzić między Chrystusem i Jego kapłanem, gdyby nie był on mężczyzną; w takiej sytuacji trudno byłoby dostrzec w kapłanie obraz Chrystusa. Chrystus bowiem był i pozostaje mężczyzną. (...) Chrystus jest Oblubieńcem, Kościół Jego Oblubienicą, którą On miłuje, ponieważ nabył ją swoją Krwią, by uczynić ją chwalebną, świętą i niepokalaną. (...) W takiej właśnie symbolicznej mowie Pisma świętego, w której mężczyzna i kobieta są przedstawiani w ich najbardziej głębokim związku, zostało nam objawione Misterium Boga i Chrystusa”.

„Nigdy więc nie należy pomijać milczeniem faktu, że Chrystus jest mężczyzną. Z tej jednak racji, nie chcąc negować znaczenia wspomnianej wyżej symboliki ekonomii zbawienia, trzeba przyjąć, że w tych czynnościach, które wymagają święceń i w których jest reprezentowany sam Chrystus, twórca Przymierza, Oblubieniec i Głowa Kościoła, dokonujący dzieła zbawienia, co w sposób najwyraźniejszy ma miejsce w sprawowaniu Eucharystii, wszędzie tam w Jego zastępstwie powinien działać mężczyzna. Przyznanie tej roli mężczyźnie nie wypływa bynajmniej z jakiejś wyższości jego osoby, a więc nie dotyczy hierarchii wartości, lecz wynika jedynie z rzeczywistej różnorodności funkcji i posług” (Inter insigniores, 5).

Na tych właśnie przesłankach opierał się Jan Paweł II, kiedy — 22 maja 1994 roku, w liście apostolskim Ordinatio sacerdotalis — wydał na nasz temat orzeczenie następujące: „Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci, oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne”.

Zarazem nie zapomniał Ojciec święty przywołać powtarzanego od wieków argumentu, że Matka Najświętsza — obdarzona w Kościele godnością bez porównania większą niż wszyscy apostołowie razem wzięci — jednak posługi hierarchicznej w Kościele nie sprawowała. Była duchową Matką i Królową Apostołów, ale ani nie wykonywała władzy apostolskiej, ani nie rościła sobie do niej pretensji. Żeby posłużyć się metaforą: serce jest w ciele ponad wszelką wątpliwość ważniejsze niż ręka, a jednak to nie serce jest bezpośrednio powołane do wykonywania zadań, które należą do ręki.

Rok później, w Liście do kobiet z 29 czerwca 1995, Jan Paweł II niezwykle pięknie pisał o komplementarności „ikonicznej” ról mężczyzny i kobiety w Kościele, kobiety bowiem (rzecz jasna, chodzi o kobiety naprawdę żyjące wiarą) są szczególnie uzdolnione do tego, żeby odsłaniać oblubieńczy wobec Chrystusa i macierzyński wobec dążących do Chrystusa bliźnich wymiar Kościoła.

Jacek Salij OP

 

1 Ta druga Maria była ciotką Pana Jezusa, „matką Jakuba i Józefa” (Mt 27,56), tych samych, którzy gdzie indziej są nazwani Jego braćmi (Mt 13,55).
2 Wykład Ewangelii Jana, hom. 15, w: św. Augustyn, Homilie na Ewangelie i Pierwszy List św. Jana, t. 1, Warszawa 1977, s. 223–241.
3 Męczennicy, opr. Ewa Wipszycka i Marek Starowieyski, Kraków 1991, s. 217–239, 244–268.
4 Pamiętam, że po raz pierwszy zwrócił mi na to uwagę, w roku 1961, kiedy byłem młodym klerykiem, pewien inżynier ze Słowacji. Opowiadając o sytuacji swojego Kościoła — wtedy bardzo ciężkiej — mówił, że więcej załamań obserwuje się wśród księży niż wśród zakonnic. Księdza — mówił — wrogowie Kościoła mogą rozmiękczyć różnymi argumentami, a zakonnica po prostu pamięta o tym, że ślubowała wierność Panu Jezusowi, i nie wdaje się w dyskusje (jak ten inżynier nazywał) ze „sługami antychrysta”.
5 Mulieris dignitatem, 26. W podobnym tonie sformułowano wyjaśnienie Kongregacji Nauki Wiary w deklaracji Inter insigniores, z 15 października 1976, na temat kapłaństwa kobiet: „Jezus Chrystus nie powołał żadnej kobiety do grona Dwunastu. Jeżeli tak postąpił, to nie dlatego, by dostosować się do ówczesnych obyczajów, ponieważ właśnie Jego postawa wobec kobiet różniła się wyraźnie od postawy Jego współczesnych. Co więcej, On świadomie i odważnie zrywał z taką postawą. Jezus rozmawia więc publicznie z Samarytanką, zaskakując tym swoich uczniów (J 4,27); nie liczy się w ogóle z faktem nieczystości kobiety cierpiącej na krwotok (Mt 9,20–22); pozwala grzesznej kobiecie zbliżyć się do siebie w domu Szymona (Łk 7,33n), a rozgrzeszając kobietę cudzołożną, pragnie pouczyć, że nie powinno się osądzać surowiej przewinień kobiety niż mężczyzny (J 8,11). Nie wahając się odstąpić od Prawa Mojżeszowego, głosi równe prawa oraz obowiązki mężczyzny i kobiety w małżeństwie (Mk 10,2–11; Mt 19,3– –9). (...) Jezus odszedł daleko od poglądów swoich czasów, przeciwstawiając się ówczesnej dyskryminacji kobiet. Nie można więc utrzymywać, że nie powołując kobiet do grona apostolskiego, Jezus kierował się wyłącznie względami praktycznymi” (W trosce o pełnię wiary. Dokumenty Kongregacji Nauki Wiary 1966–1994, Tarnów 1995, s. 113, 115).


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

STRATEGIA: UDERZ W PASTERZA!

Księża, którzy porzucili kapłaństwo

Zbrodnia ukrzyżowania

CZY MAŁŻONKOWIE MUSZĄ MIEĆ DZIECI?

Wzywanie świętych, a Boża wszechobecność


komentarze



Facebook