Archwium > Numer 306 (02/1999) > W milczeniu i nadziei > Czy zostaną po nich tylko garnki

Czy zostaną po nich tylko garnki
Prawie zawsze powołaniu mniszki towarzyszą niezrozumienie, łzy i perswazje przyjaciół i rodziny. Najgorsza jest ta chwila, gdy ojciec lub matka zobaczą swą córkę za kratami klauzury. Z reguły jest szok i łzy. Po co te kraty? Przed czym mają bronić te dusze niebiańskie? Od czego uwolnić?

Radonie. 8 hektarów niezrozumiałej ziemi 50 kilometrów od Warszawy. Niezrozumiałej, bo o co człowiek tam zapyta, to rozkładają ręce i mówią, że tego nie da się po ludzku wytłumaczyć. Na tej ziemi dominikanki kontemplacyjne sadzą swe nowe nadzieje i marzenia. Nowe, ale przecież brane ze starego skarbca. Tylko gleba pod zasiew nowo zaorana i fundamenty nowo położone. Kilka młodych dziewczyn, które życia mniszego prawie jeszcze nie zaznały, dołączyły do paru sióstr ze Świętej Anny, które zamierzały tworzyć to nowe miejsce modlitwy.

Od początku wszystko tu niezrozumiałe. No bo na przykład dlaczego ten kawałek ziemi ofiarowała Kościołowi katolickiemu kalwinka i dostał się na dodatek w ręce mniszek kontemplacyjnych, których w samym Kościele nie za bardzo rozumieją. Niby rozumieją, bo i papieże piszą, że powołanie kontemplacyjne jest tak ważne, że nie można zrezygnować z niego, bez względu jak wielka byłaby potrzeba zaangażowania w bardziej praktyczną pomoc dzisiejszemu światu.

A jednak, kiedy pewna rokująca nadzieję studentka filozofii wstąpiła do dominikanek kontemplacyjnych ze Świętej Anny, jej mistrz uniwersytecki — nawiasem mówiąc, też dominikanin — chwycił się za głowę i westchnął: „Boże, co ta głupia zrobiła!”

To było dawno. Tak dawno, że już być może nikt tego nie pamięta, a przynajmniej na tyle, że można teraz o tym pisać.

I tak już jest, że prawie zawsze powołaniu mniszki towarzyszą niezrozumienie, łzy i perswazje przyjaciół i rodziny. Jak syn zostaje księdzem, to rodzic (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Jan Grzegorczyk - pisarz, w latach 1982-2011 roku redaktor miesięcznika "W drodze". Wydał m.in. "Dziurawy kajak i Boże miłosierdzie", pięcioksiąg "Przypadki księdza Grosera", opowiadania "Niebo dla akrobaty", powieści "Chaszcze i Puszczyk". Jego ostatnią książką jest Święty i błazen, rozmowa z Janem Górą, która jest swoistym testamentem ojca Jana. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Pan Bóg, geniusze i kontuzje

Taksówka od Ducha Świętego

Myślę, że istnieje matka

Śmierć użyteczna

Relacje albo relatywizm


komentarze



Facebook