Archwium > Numer 463 (03/2012) > W drodze do ołtarza > A JA BYM CHCIAŁ ENNIO MORRICONE

A JA BYM CHCIAŁ ENNIO MORRICONE
Mówi się, że ślub jest dla państwa młodych, a wesele dla rodziny. I coś w tym jest. Ale organizacja przyjęcia weselnego to także lekcja rodzinnego dialogu, kompromisu i dogadywania się.

KATARZYNA KOLSKA: Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że młodzi, nim przyjdą zamówić mszę ślubną w kościele, pójdą zarezerwować salę, w której będą mieli wesele. Czy ta kolejność o czymś świadczy, czy to jest po prostu znak czasów?

MACIEJ SOSZYŃSKI OP : Nie ma w tym nic złego, że się myśli najpierw o sali, bo statystycznie rzecz biorąc, o wiele trudniej znaleźć salę niż kościół. A troska o wesele mówi też coś o głębi tego wydarzenia, o tym, że chcemy mu nadać wyjątkowy, uroczysty charakter. Jeśli prześledzimy historię różnych cywilizacji i społeczeństw, to zobaczymy, że moment zaślubin był zawsze bardzo ważny, że człowiek temu momentowi połączenia mężczyzny i kobiety nadaje wyjątkową rangę. Ale trzeba być ostrożnym, bo wyjątkowa ranga nie jest równoznaczna z rangą religijną.

Z jednej strony można podziwiać troskę młodych o dopięcie każdego szczegółu, o to, żeby było pięknie, elegancko, inaczej, wyjątkowo, ale czasem można odnieść wrażenie, że troska o rzeczy zewnętrzne jest dużo większa niż o duchowe przygotowanie do przyjęcia tego sakramentu.

Nie byłbym taki rygorystyczny i nie potępiałbym w czambuł tego, co się dzieje na zewnątrz, pod warunkiem że jest to próba wykrzyczenia całemu światu, iż coś bardzo ważnego zachodzi w naszym życiu. Sakrament małżeństwa to przeżycie głęboko religijne, łączy się z nim ogromna radość, że oto razem rozpoczynamy nowe życie. Problem pojawia się wtedy, kiedy dekoracje są na najwyższym poziomie, a świadomość sakramentalna na poziomie przedszkola albo wcale jej nie ma. Wtedy zostaje forma bez treści. Dlateg (...)

Dostęp do treści serwisu jest płatny.


Aby wyświetlić pełny tekst musisz być zalogowany
oraz posiadać wykupiony dostęp do tego numeru.


Maciej Soszyński OP - ur. 1972, dominikanin, prowadzi Dominikańską Akademię Małżeńską. Mieszka w Poznaniu. (wszystkie teksty tego autora)

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika "W drodze", absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale "Gazety Wyborczej", autorka kilku książek, m.in. "Modlitwa poranna i wieczorna" (Olimp Media 2008) i "Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach" (Znak 2011, Wydawnictwo W drodze 2016). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu. (wszystkich teksty tego autora)

     


zobacz także

Odwaga nieplanowania

NIE ZAGLĄDAM NIKOMU DO ŁÓŻKA

24 GODZINY NA DOBĘ

DO DWÓCH KARTEK SZTUKA

ZBAWIĆ, A NIE POLEPSZYĆ


komentarze



Facebook