Archwium > Numer 464 (04/2012) > Szukającym drogi > OSTATNIA PRÓBA KOŚCIOŁA

OSTATNIA PRÓBA KOŚCIOŁA
Chrystus Pan, Zwycięzca ostateczny, dlatego dopuszcza prześladowania i odstępstwa, bo On nie potrzebuje zwolenników, On chce w nas mieć współzwycięzców.

Zatytułowany tak fragment, który możemy znaleźć w Katechizmie Kościoła katolickiego, zaczyna się od następujących stwierdzeń: „Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wielu wierzących. Prześladowanie, które towarzyszy jego pielgrzymce przez ziemię, odsłoni tajemnicę bezbożności pod postacią oszukańczej religii, dającej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy. Największym oszustwem religijnym jest oszustwo Antychrysta, czyli oszustwo pseudomesjanizmu, w którym człowiek uwielbia samego siebie zamiast Boga i Jego Mesjasza, który przyszedł w ciele” (KKK 675).

Zwycięzca śmierci, piekła i szatana jest aż tak słaby?

Ten krótki tekst przywołuje w odnośnikach aż osiem wypowiedzi Pisma Świętego, m.in. niepokojące pytanie Pana Jezusa: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 8,8). Nie jest to kompletna lista odniesień biblijnych na temat ostatniej próby Kościoła. Nie umieszczono tam – wydawałoby się, najważniejszej dotyczącej tego zagadnienia – zapowiedzi Pana Jezusa z mowy eschatologicznej: „Wtedy wydadzą was na udrękę i będą was zabijać, i będziecie w nienawiści u wszystkich narodów, z powodu mego imienia. Wówczas wielu zachwieje się w wierze; będą się wzajemnie wydawać i jedni drugich nienawidzić. Powstanie wielu fałszywych proroków i wielu w błąd wprowadzą; a ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu” (Mt 24,9–12).

Pod wpływem takich zapowiedzi ogarniają nas coraz to nowe niepokojące pytania. Bo skoro wyznawcy Chrystusa wystawieni są na prześladowania – ale co gorsza: my sami nie mamy pewności, że w wierze i miłości nie oziębniemy, a może nawet grozi nam załamanie i odejście – to co znaczą słowa Chrystusa: „Jam zwyciężył świat” (J 16,33)? Czy naprawdę zwyciężył, skoro ten świat ciągle może tyle szkody wyrządzić zarówno Kościołowi, jak i poszczególnym wierzącym?

Jeżeli zwyciężył ten świat, który jest Jego i naszym wrogiem, to dlaczego pozwala mu nadal zwyciężać? Skoro wierzący w Niego tracą wiarę, to co znaczą słowa, które wypowiedział On o swoich owcach, że „nikt nie wyrwie ich z mojej ręki” (J 10,28)? Jeżeli odejścia od wiary mogą przybrać przed Jego ostatecznym przyjściem nawet postać lawiny, to na czym polega Jego zwycięstwo?

I jeszcze jedno pytanie: Jeżeli pod koniec naszych ludzkich dziejów zło ma się w sposób szczególny rozpanoszyć, to czyżby świat został do tego zaprogramowany? Czyżby Ten, któremu „jest dana wszelka władza na niebie i na ziemi” (Mt 28,18), nie chciał z niej skorzystać? Dlaczego? O co tu chodzi?

Nie zwolennicy, ale współzwycięzcy

Niekiedy najlepszą metodą szukania odpowiedzi na trudne pytania jest postawienie pytania następnego. Spróbujmy tej metody i zapytajmy, dlaczego liczne świadectwa prześladowań Kościoła i wyznawców Chrystusa nie budzą na kartach Nowego Testamentu żadnych niepokojów doktrynalnych. Przecież natchnieni autorzy nie mieli najmniejszych wątpliwości co do tego, że Chrystus Pan jest ostatecznym i nieodwołalnym Zwycięzcą śmierci, piekła i szatana! Dlaczego zatem nie widać na kartach Nowego Testamentu nawet śladu takiego oto pytania: Jak to możliwe, że Zwycięzca ostateczny dopuszcza do prześladowania swoich uczniów i zwolenników?

Wręcz przeciwnie, z całym spokojem się tam stwierdza, że „wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie, spotkają prześladowania” (2 Tm 3,12). Wielokrotnie znajdziemy tam pouczenia, że „jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Mt 16,24), oraz przypomnienia, że „jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować” (J 15,20).

Bezcenne światło na ten problem rzucił ok. 108 roku skazany na śmierć męczeńską stary biskup Antiochii Ignacy. Mając nadzieję, że dzięki łasce Chrystusa przez śmierć męczeńską przejdzie zwycięsko, pisze do młodego wówczas biskupa Polikarpa: „Wielki to zawodnik, który jest bity, a zwycięża”. Mimo woli ciśnie się na usta pytanie: A co z takim chrześcijaninem, który w obliczu prześladowań się załamał, który był bity i przegrał? Odpowiedź jest niestety jasna: Ktoś taki był chrześcijaninem tylko powierzchownie i w prześladowaniu to się ujawniło. Rzecz jasna, natychmiast dodajmy pokornie: „Niech ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor 10,12).

Mówiąc krótko: Chrystus Pan, Zwycięzca ostateczny, dlatego dopuszcza prześladowania i odstępstwa, bo On nie potrzebuje zwolenników, On chce w nas mieć współzwycięzców. Jemu zależy na tym, żebyśmy w jedności z Nim, w jedności w Jego krzyżu i w znoszonych przez Niego szyderstwach, i dzięki Jego łasce, mieli udział w Jego zwycięstwie nad śmiercią, piekłem i szatanem.

Poruszające świadectwo tej prawdy złożył św. Tomasz More (+1534), męczennik z czasów Henryka VIII. Kiedy zaczęto go nękać żądaniem, aby wyraził swoją aprobatę dla poddania Kościoła angielskiego królowi, nastały dla niego dni pełne niepokoju. Pewnego razu, po jakimś przesłuchaniu przed komisją lordów, Tomasz wracał do domu radosny i odprężony. Towarzyszący mu zięć był pewien, że wiszące nad jego teściem niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Zdumiał się bardzo, gdy teść mu wyznał: „Radowałem się, że diabeł poniósł z mej ręki tak sromotną klęskę, bo tak dalece posunąłem się wobec owych lordów, iż teraz nie mógłbym już wycofać się bez hańby”.

Tylko Bóg wie, jak wielu tych, którzy nieśli swój krzyż i naśladowali Chrystusa, „złączy się z Nim w jedno przez podobne zmartwychwstanie” (Rz 6,5), i jak wielu należących do Chrystusa zawodników było bitych, a nawet zabijanych, i zwyciężyło! Na pewno jest to „wielki tłum, którego nie może nikt policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków” (Ap 7,9).

Starożytna opowieść o apostole Bartłomieju

Nie zapytaliśmy jeszcze o to, dlaczego „przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wielu wierzących”. Dwóch prawd nie wolno naruszyć podczas szukania odpowiedzi na to pytanie. Po pierwsze, nic „nie zdoła odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym”, takich Jego wyznawców, którzy naprawdę i bez reszty do Niego należą (por. Rz 8,30). I prawda druga: Podobnie jak nawrócenie Niniwy oddaliło od niej zagrożenie, które nad nią zawisło z wyroku samego Boga (por. Jon 3,4–10), tak samo może się stać z czekającą nas próbą ostateczną, jeżeli jednak – w skali całej ludzkości – się nawrócimy!

Odpowiedź Pisma Świętego na pytanie, dlaczego ta próba ma nastąpić, jest tyleż prosta, co tajemnicza: „Biada ziemi i biada morzu – bo zstąpił do was diabeł, pałając wielkim gniewem, świadom, że mało ma czasu” (Ap 12,12).

Od razu wykluczmy interpretację, jakoby w czasach ostatecznych miała się zmniejszyć władza Chrystusa nad Kościołem czy światem. „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki” (Hbr 13,8). Nie władza Chrystusa wtedy się zmniejszy, ale nasze Jemu oddanie. I to słusznie budzi w nas trwogę. Tym mocniej starajmy się do Niego przylgnąć. Tym mocniej prośmy Go, zgodnie ze słowami pieśni eucharystycznej: „Nie dopuść mi oddalić się od Ciebie”. Starajmy się – nie deklaratywnie, ale naszym życiem – realizować to wezwanie, od którego bł. Jan Paweł II zaczął swój pontyfikat: „Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”.

Czy wobec tego władza szatana nad naszą ziemią wtedy się zwiększy? Straszliwą potęgę szatana, ale zarazem jego bezsiłę wobec tych, którzy należą do Chrystusa, świetnie przedstawia starochrześcijańska opowieść o apostole Bartłomieju. Kiedy zmartwychwstały Chrystus objawił się swoim uczniom, Bartłomiej poprosił Go: „Panie, pokaż nam tego nieprzyjaciela ludzi – on musi być straszny, skoro doprowadził do tego, że Ciebie ukrzyżowano”. Na co Pan Jezus odrzekł: „Nie wiesz, o co prosisz”. Wtedy jednak inni apostołowie zaczęli nalegać: „Panie, pokaż go nam, pokaż”. „Sami tego chcecie” – powiedział Jezus i dał rozkaz, żeby diabła przyprowadzić. Pięciuset sześćdziesięciu aniołów wprowadziło potężną, zionącą ogniem bestię, związaną ognistymi sznurami. Apostołowie są przerażeni. Wtedy Pan Jezus kazał Bartłomiejowi: „Zbliż się do tej bestii i postaw stopę na jej karku”. Na to Bartłomiej powiedział: „Przepraszam, Panie Jezu, nie wiedziałem, o co Cię proszę!”. A Pan Jezus nalegał: „Postaw stopę!”. Kiedy Bartłomiej zbliżył się do bestii, diabeł przemienił się w trzęsącą się ze strachu galaretę.

Szukałem jakiegoś drugiego tekstu, który by równie mądrze przekazywał samą istotę prawdy o tym naszym nieprzyjacielu: że jest on bardzo potężny i nie mamy szans, żeby własnymi siłami się przed nim obronić. A zarazem że jesteśmy całkowicie bezpieczni i to diabeł nas się boi, jeżeli tylko jesteśmy blisko Pana Jezusa.

Wydaje mi się, że taki tekst znalazłem. Jego autorem jest sam Adam Mickiewicz. Jest to jego dwuwiersz pt. Nocny ptak:

Szatan w ciemnościach łowi; jest to nocne zwierzę; Chowaj się przed nim w światło: tam cię nie dostrzeże.


Jacek Salij OP - ur. 1942, dominikanin, duszpasterz, emerytowany profesor teologii UKSW, autor wielu książek i artykułów, mieszka w Warszawie. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

Kościół starożytny w obronie niewolników

O zapłodnieniu in vitro porozmawiajmy spokojnie

Maryja zawsze Dziewica

Nienawidzić ojca i matkę?

Ile jest dogmatów wiary?


komentarze



Facebook