Nowa religia
Każdy wierny szuka swojej świątyni ? dla konsumenta jest nią supermarket. Łączy on w sobie gotycką gigantomanię z barokowym przepychem. Wszyscy odwiedzający olbrzymi sklep odczuwają z jednej strony przytłaczającą wielkość, moc bijącą z hektarów znajdujących się pod dachem, a z drugiej strony mogą pofolgować swojej jarmarcznej, ludzkiej naturze.

Każdy wierny szuka swojej świątyni — dla konsumenta jest nią supermarket. Łączy on w sobie gotycką gigantomanię z barokowym przepychem. Wszyscy odwiedzający olbrzymi sklep odczuwają z jednej strony przytłaczającą wielkość, moc bijącą z hektarów znajdujących się pod dachem, a z drugiej strony mogą pofolgować swojej jarmarcznej, ludzkiej naturze.

Religie powstają i upadają, potrzeby duchowe zostają takie same. Wniosek ten płynie z obserwacji historii różnych wyznań. Każdy, patrząc chwilkę dłużej w lustro, może dostrzec w sobie potrzebę odwołania do rzeczywistości ponadzmysłowej. Mówiąc krótko — jedna z naszych potrzeb to skłonność do oddawania czci. Człowiek przypadłość ową posiada z dawien dawna. Współczesny świat zepchnął na drugi plan religię. Pan Bóg nie zajmuje najważniejszego miejsca w powszechnej ani jednostkowej świadomości. Bóg nie organizuje całej przestrzeni życiowej, zepchnięty został do roli prawodawcy z rygorystyczną ofertą etyczną.

To, że jakaś religia osłabła, nie zmienia naszych tysiącletnich przyzwyczajeń. Instynkt religijny, pielęgnowany w kulturze przez stulecia, znajduje nowe ujście. Współcześnie supermarket zastępuje świątynię, sprzedawca księdza, a wielkie zakupy — obietnicę raju.

 
Habere&hedone sp. z o.o.

Posiadać i używać! Każda epoka stawia przed jednostką podobne pytania. Na przestrzeni wieków niewiele się one zmieniają. Jesteś częścią społeczności? Jesteś współczesnym człowiekiem? Jakie są twoje cele? Czy spełniasz oczekiwania tych, którzy cię otaczają? Na przestrzeni dziejów zmieniały się tylko odpowiedzi.

Chcąc uznać się za współczesnego człowieka i chcąc być za takiego uznanym przez innych, zgodzić się musimy z dominującą ideologią. Opiera się ona na dogmacie: „Dążę do posiadania jak największej ilości dóbr. Używam ich w taki sposób, by dostarczały mi maksimum przyjemności. Tym bardziej jestem człowiekiem, im więcej posiadam i więcej konsumuję”. Trudno uwierzyć w tak kategoryczne stwierdzenie? Pragnąc przekonać do mojej tezy, zapraszam na zakupy. Chciałem oczywiście napisać, że proponuję krótką, acz treściwą przechadzkę.

 
Świątynia

Każdy wierny szuka swojej świątyni — dla konsumenta jest nią supermarket. Łączy on w sobie gotycką gigantomanię z barokowym przepychem. Wszyscy odwiedzający olbrzymi sklep odczuwają z jednej strony przytłacza-jącą wielkość, moc bijącą z hektarów znajdujących się pod dachem, a z drugiej strony mogą pofolgować swojej jarmarcznej, ludzkiej naturze. Wielkie kolorowe witryny, kuszące barwnymi produktami, błyskające światła, niewielkie ołtarzyki z nowościami opatrzonymi etykietkami super, ekstra, promocja. Czy wierzący może czuć się źle w takim przybytku ducha współczesnego? Chyba nie!

Świątynia epatuje odświętnością, wierni czują ten wpływ i starają się dostosować. Całe rodziny, wypucowane, wymyte, przyjeżdżają czystymi autami, przecież święto wymaga odpowiedniego ubioru.

Współczesna świątynia ma wiele zalet. W zwykłym kościele trzeba stać w jednym miejscu, łatwo można znudzić się widokiem tych samych pleców, monotonnych śpiewów, a nawet feerią barw najbardziej wymyślnego witraża. Supermarket skutecznie walczy z nudą, tą zmorą współczesności. Dwugodzinne zakupy to ciągły ruch, nawet ciastka je się w narożnych kawiarenkach, które zewsząd oblewa ludzki strumień.

Do przodu idź — dyktują specjaliści od technik sprzedaży i puszczają szybką muzykę. Zostań dłużej — mówią później ci sami fachowcy. Jest już po godzinach szczytu, muzyka koi całodzienną bieganinę. Łagodnie, spokojnie ładuj wszystko, co leży na półkach. Klienci złączeni ze swoim wózkami tańczą do czasu napełnienia.

 
Kapłan

Jedna osoba prowadząca nabożeństwo to zbyt nudne w epoce wideoklipu. Teraz potrzeba strumienia wrażeń, coraz szybszego i intensywniejszego. Osłabienie receptorów powoduje, że dawki muszą być jeszcze większe i silniejsze. Olbrzymie hale wypełniają kapłani i kapłanki — promocje zaś są nabożeństwami. Formułki pełne są smakowitych zwrotów: „bogaty bukiet sera wzmacnia specjalny zestaw ziół, które regulują trawienie, dodają cerze jędrności, a organizmowi zapewniają większą odporność na grypę i inne schorzenia wirusowe”. Dawać ten ser! Szybko reaguje wierny. Za kilka złotych otrzymuję obietnicę poprawy doczesnego życia, wydłużenie go, a nawet uśmiech. To niedrogo. Błogosławieni syci, albowiem do nich należy doczesność!

Nabożeństwa trwają najwyżej kilka minut. Wreszcie jogurt, parówka bądź płyn cementują wspólnotę wiernych — klientów, którzy podziwiali prezentację. Wybrańcy zostali obdarzeni czymś za darmo, to nagroda za ich wierną służbę. W dzieciństwie dzisiejsi trzydziesto– i czterdziestolatkowie, żeby zasłużyć na paczkę słodyczy, musieli przez dwa tygodnie chodzić o szóstej rano na roraty. Wystarczyło dwa razy zaspać, by nieodwołalnie pożegnać się z nagrodą. Współczesna świątynia zniosła wszelkie niedogodności. Jest otwarta siedem dni w tygodniu od dziewiątej do dziewiątej. Promocje trwają bez przerwy. Tak wygląda dzisiejszy przybytek wiecznej szczęśliwości. Potrzeba tylko jakiegoś Dawida, który psalmami pisanymi ku czci podniósłby prestiż hipermarketu.

Po kilku dniach (od daty ukazania się tekstu) w witrynie sklepowej ujrzeć można plakat: „Wielka okazja: pisząc psalm o naszym sklepie, możesz wygrać auto”. W głowie klientów już układają się słowa uwspółcześnionego Psalmu 23:

Sprzedawca jest pasterzem moim,
nie brak mi niczego.
Urok jego i wiedza,
Są tym, co mnie pociesza.
Niedostatku się nie ulęknę,
bo towarów wiele wokoło, itd., itd.
 

Głos Boga

Ileż to razy dziwiłem się, po cóż są ogłoszenia typu: „19 prosi sprzedawcę ze stoiska 7”, „serwis dla towarów ze stoiska 8, proszę do informacji”. Długo nie mogłem rozgryźć celowości tych ogłoszeń. Myślałem sobie, tak świetnie zorganizowany system sprzedaży, a tu bęc i leci komunikat z nudą. Chodziłem po niekończących się bieżniach otoczonych półkami i dumałem. Wreszcie wymyśliłem! Te wypowiedzi nie są wynikiem niedopatrzenia czy przypadku. Toż to jest jak głos Najwyższego. Po pierwsze niezrozumiały — budzący szacunek (średniowiecze miało swoją łacinę, my mamy język zakodowany) i po drugie wszechogarniający. Chodząc po sklepie i słysząc komunikaty, czuję, że ktoś troszczy się o mnie.

Oczywiście pomysłodawcy hipermarketów nie zrezygnowali z możliwości głoszenia kazań. Teraz są to lakoniczne komunikaty zapadające głęboko w pamięć. Przypomnę może słowa użyte przy promocji sera: „bogaty bukiet sera wzmacnia specjalny zestaw ziół, które regulują trawienie, dodają cerze jędrności, a organizmowi zapewniają większą odporność na grypę i inne schorzenia wirusowe”. Jeśli przestrzegasz rad, które ci daję i zjadasz mój ser, to będziesz żyć w szczęściu. Jeśli jednak odrzucisz moją łaskę, twoje życie może obrócić się w perzynę: będziesz chory, brzydki i stary.

 
Czas i nieśmiertelność

Malutka dygresja — pamiętacie państwo paradoksy Zenona: „Lecąca strzała w chwili teraźniejszej nie porusza się, lecz spoczywa w powietrzu i nie przebiega żadnej przestrzeni; i tak samo jest w każdej innej chwili. Ale czas składa się z chwil, więc strzała nie może posuwać się naprzód w powietrzu, lecz spoczywa”. Upływ czasu jest pozorny, prawdziwe są tylko chwile.

Konsument wyznaje nową teorię czasu — każda syta chwila to zamknięta nieskończoność, czyli nieśmiertelność. Chodzi o to, żeby tych momentów było jak najwięcej. Śmierć to tylko chwila z brakiem sytości. Nie ma procesu, który zwał się kiedyś życiem, został wór pełen upojnych wrażeń.

 
Grzesznicy

W każdej szanującej się świątyni musi być bohater negatywny. Kościół katolicki kiedyś eksploatował szatana. Pan Ciemności pozbawiony swoich atrybutów: rogów, ogona, kotła siarki, ukazany jako istota duchowa, nie działa już na wyobraźnię. Diabeł został zdegradowany do roli chmurkowego podpowiadacza psot w bajkach.

Super– i hipermarkety stworzyły nową kategorię grzeszników. Znacie taką scenę: święta tuż–tuż, a w waszym koszyku jest reszta tego, co zostało na półkach po całodniowym oblężeniu. Stoicie w monstrualnej kolejce, pot spływa po plecach, a tu nagle... Młode małżeństwo, staruszkowie, szesnastolatek po wyrzuceniu upolowanych towarów mają płacić, ale zabrakło im gotówki. Kolejka faluje oburzeniem, do linczu wystarczyłaby iskra, wokół świszczą ostre spojrzenia. Tak wyglądają hipermarketowi grzesznicy. Nie dość, że sami żyją w stanie permanentnego braku gotówki — łaski, to powodują, że wszyscy, którzy dostrzegają ten stan, zaczynają rozmyślać o biedzie, która jest oczywiście współczesnym piekłem.

Bieda to grzech główny, ale oprócz niego są małe grzeszki. Między półkami nie przechadzają się, ale przemykają cienie. Szukają najtańszych produktów, a kupują tak mało, że nie zapełniają nawet dna monstrualnego koszyka. Klęczą, wspinają się na palce. Półki środkowe, najłatwiej dostępne, przeznaczone są dla towarów najdroższych. Każde przyklęknięcie, sięgnięcie po trudno dostępny, tani towar, to supermarketowy grzech.

 
Neurolingwistyka

Cała maszynka do robienia pieniędzy poruszana jest słowem. Przecież ciągle obowiązuje stara zasada: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga. (...) Wszystko co się stało, przez nie się stało, a bez niego nic się nie stało”. Odwołując się do słów Janowej Ewangelii, zapytać można: „U kogo jest teraz to Słowo?”. Ano Słowo, siła poruszająca cały biznes, jest u neurolingwistów. Cóż to za królik wyciągnięty z kapelusza? Otóż neurolingwiści umieją określić, jakie słowo wywołuje w naszej świadomości konkretny efekt. „Promocja” użyta w reklamie powoduje wzrost sprzedaży o ileś procent, ale jeśli powiemy „Super promocja”, to sprzedaż wzrośnie o dodatkowych kilka procent. „Nowość” — to chwyt, „puszysta miękkość” — jeszcze inny. Specjaliści siedzą, rachują, wreszcie zalewają nas reklamową melasą. A my, klienci, łapczywie zajadamy tak codzienny, marketingowy paciorek, jak i niedzielne danie główne w świątyniach handlu.

 

Kultura się zmienia. Czy kiedyś będzie tak, że człowiek nie będzie posiadał instynktu oddawania czci?

 


Łukasz Zimnoch - ur. 1972, absolwent politologii Uniwersytetu Śląskiego, pracuje jako rzecznik prasowy Zakładów Elektroenergetycznych, pisze doktorat z politologii, żonaty. (wszystkie teksty tego autora)

     


zobacz także

NIE JA, TYLKO ON

Przystanek

Dziesięć lat (1)

Pokochać swoje zbawienie

Starszy Brat


komentarze



Facebook